Masada

Masada to bodaj najbardziej znana z twierdz Heroda. Jednak jej początki sięgają rządów dynastii hasmonejskiej


Fragment książki "Herod Wielki - wielki budowniczy", który zamieszczamy za zgodą Wydawnictwa TUM


Masada (hebr. הדצמ - Mecada; zlatynizowana for­ma słowa הדוצמ - forteca) jest twierdzą położoną na zachodnim wybrzeżu Morza Martwego, we wschodniej części Pustyni Judzkiej. Znajduje się ok. 18 km od Engadi, na wysokim wzgórzu dominującym nad okolicą. Jego zbo­cza opadają niemal prostopadle na wysokość 440 m nad poziomem otoczenia, ale jedynie 50 m n.p.m. Samotne wzgórze otacza kamienista pustynia, poprzecinana głębo­kimi kanionami.
Masada to bodaj najbardziej znana z twierdz Heroda. Jednak jej początki sięgają rządów dynastii hasmonejskiej i należy je wiązać albo z osobą arcykapłana Jonata­na - brata Judy Machabeusza, albo, ku czemu skłania się większość badaczy, z osobą Aleksandra Jannaja. W roku 42 p.n.e została zdobyta przez Malicheusa, przeciwnika ojca Heroda - Antypatera.
W 40 r. p.n.e. uciekając przed Partami, w Masadzie schronił się Herod wraz ze swoją rodziną. Prawdopodob­nie od tego czasu upodobał sobie to miejsce, bowiem bojąc się o życie swoje i najbliższych, wybudował tu imponujący kompleks pałacowy, skrupulatnie zaplanowany i doskona­le wykonany.
Tak oto z tego okresu opisuje ją Józef Flawiusz: „(...) Ska­łę o rozległym obwodzie i znacznej wysokości ze wszyst­kich stron oddzielają głębokie wąwozy. Z głębi, której dna oko nie dosięga, wyrastają tak strome urwiska, że nie prze­dostanie się tędy żadne żywe stworzenie. Wyjątek jedynie stanowią dwa miejsca, w których skała daje trudny zresztą dostęp na górę. Z tych dróg jedna wiedzie od Jeziora Asfal­towego na wschodzie, druga, którą łatwiej jest wstępować, od zachodu. Pierwszą nazywają „wężem", znajdując podobieństwo do niego w tym, że jest wąska i wije się ciągłymi zakrętami, załamuje się koło występów skalnych i często powraca do dawnego kierunku, znów nieco wydłuża się i z trudem pozwala posuwać się naprzód. Kto idzie tą dro­gą, musi na przemian mocno stawiać raz jedną, raz drugą nogę, bo inaczej grozi oczywista śmierć. Z obu stron bo­wiem zieje taka głębia, że groza jej wprawia w przeraże­nie największego śmiałka. Kiedy przejdzie się taką drogą trzydzieści stadiów, dociera się do wierzchu góry, która nie przechodzi w ostry szczyt, lecz tworzy jakby płasko­wyż. Tu właśnie najpierw arcykapłan Jonates zbudował twierdzę i nazwał ją Masadą. Później król Herod z wielką gorliwością zajął się należytym urządzeniem tego miejsca. Dookoła całej górnej płaszczyzny wzniósł z białych gła­zów skalnych mur o obwodzie siedmiu stadiów, wysoki na dwanaście i szeroki na osiem łokci. Stało na nim trzydzie­ści siedem wież, z których każda sięgała pięćdziesięciu łok­ci. Można z nich było przejść do komnat pobudowanych wewnątrz wzdłuż całego muru. Płaszczyznę u szczytu ży­zną i pulchniejszą od jakiejkolwiek innej gleby król oddał pod uprawę, aby ci, którzy by szukali ratunku pod osłoną murów tej twierdzy, nie cierpieli braku żywności, gdyby kiedyś nie można było ściągać jej z zewnątrz. Zbudował także tam, poniżej muru biegnącego około szczytu, pałac królewski na zachodnim zboczu, zwrócony ku północy. Pałac obwiódł wysokim i potężnym murem, zaopatrzo­nym w cztery wieże narożne, wznoszące się na wysokość sześćdziesięciu łokci. Znajdujące się wewnątrz komnaty, krużganki i łaźnie miały różne wyposażenie i zbudowane były z wielkim przepychem. Wspierające kolumny wszę­dzie były blokami z jednego kamienia, a ściany i podłogi w komnatach wyłożone barwnymi kamieniami. W pobli­żu każdego z miejsc zamieszkanych u góry, wokół pałacu i przed murem kazał w skałach wykuć liczne i obszerne zbiorniki do przechowywania wody, zapewniając taki jej dostatek, jaki mają ludzie korzystający ze źródeł. Z pa­łacu wiodło aż na samą płaszczyznę u szczytu wykopa­ne przejście niewidoczne dla patrzących z zewnątrz. Ale nieprzyjaciołom niełatwo korzystać nawet z dróg widocz­nych. Ta, która biegła od wschodu, jest, jak powiedzieli­śmy poprzednio, z natury niedostępna, drugą, z zachodu, Herod rozkazał w najwęższym miejscu zagrodzić wielką wieżą, której odległość od płaskowyżu wynosiła nie mniej niż tysiąc łokci. Wieży tej ani nie dało się obejść, ani też niełatwo było ją zdobyć. Nawet dla tych, którzy idąc tą drogą nie musieli się niczego obawiać, posuwanie się na­przód było wielce utrudnione. Oto jak owa twierdza była umocniona i przez naturę, i ludzką rękę przed napadami nieprzyjacielskimi.
Może większe jeszcze zdumienie budziła wielka obfi­tość i trwałość przechowywanych w twierdzy zapasów. Zgromadzono tu bowiem moc zboża, którego mogło zu­pełnie dobrze starczyć na długi czas, sporo wina i oliwy i prócz tego zebrano jeszcze znaczną ilość różnych nasion roślin strączkowych i daktyli. Wszystko to znalazł tutaj Eleazar, kiedy wespół z sykariuszami podstępnie zawład­nął twierdzą w tak dobrym stanie, że w niczym nie ustę­powało to zapasom świeżo zgromadzonym. A przecież od czasu zmagazynowania ich do czasu zajęcia twierdzy przez Rzym upłynęło bez mała sto lat. Bo i Rzymianie za­stali pozostawioną część płodów zupełnie dobrze zacho­waną. Można bez obawy pomyłki przyjąć, że trwałość ta miała przyczynę we właściwościach powietrza, które na wysokości całego tego płaskowyżu jest wolne od zanie­czyszczenia kurzem i brudem z ziemi.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama