Via Dolorosa

Niewielki fragment starej Jerozolimy, wiodący wąskimi uliczkami od Bramy Lwów, obok kościoła św. Anny i Sadzawki Owczej, do Bazyliki Grobu Pańskiego na Golgocie. Arabska część Świętego Miasta, zatłoczona chrześcijańskimi turystami idącymi domniemanym szlakiem skazanego na śmierć Jezusa z Nazaretu. Nieustanny śpiew i modlitwa wśród kamieni historii i gwaru codzienności.

Świadectwa biblijne
nie zawierają dokładnych informacji o trasie Drogi Krzyżowej. Nawet identyfikacja jej początku, czyli pretorium Piłata, trudna jest do określenia. Natomiast z relacji pozaewangelicznych wiadomo na pewno, że droga skazanych na ukrzyżowanie wiodła najruchli-wszymi ulicami miasta.

Pierwsi chrześcijanie
szlak Męki Pańskiej otaczali szczególną czcią, podobnie zresztą jak inne miejsca święte związane z życiem i śmiercią Chrystusa. Miejsca te nawiedzano i rozważano związane z nimi wydarzenia, później upamiętniano je kamieniami lub wznoszono świątynie. Od IV wieku popularne stały się procesje z Ogrodu Oliwnego na wzgórze Syjon, do pretorium i na Golgotę. Łacinnicy organizowali specjalne procesje wewnątrz Bazyliki Grobu Świętego. Niesiono wówczas płonące świece, śpiewano pieśni pasyjne, wspominano najbardziej dramatyczne zdarzenia męki Chrystusa - także poprzedzające samą Drogę Krzyżową, jak biczowanie, cierniem koronowanie, przebywanie w więzieniu.

Podczas wypraw krzyżowych
zaznaczyła się tendencja do wyodrębnienia wyjątkowych miejsc na szlaku Męki Pańskiej. Pokazywano więc pałac Heroda, pretorium Piłata z Lithostrotos, bramę, przez którą wyprowadzono Chrystusa z miasta na Kalwarię, samo miejsce ukrzyżowania, otwór po krzyżu, kamień namaszczenia, wreszcie Grób Pański.
Ojcowie franciszkanie po przejęciu w 1320 roku protektoratu nad miejscami świętymi ustalili porządek ich zwiedzania. Obok miejsc na trasie Drogi Krzyżowej wyznaczyli również dom Heroda, miejsce biczowania i koronowania cierniem, łuk Ecce Homo, dom bogacza i dom faryzeusza Szymona. Średniowieczne diariusze zawierają ponadto wzmianki o długości szlaku Męki Pańskiej, liczbie stacji, czyli miejsc zatrzymywania się pielgrzymów nim idących, i związanych z nimi odpustów. Lokalizacja stacji nie była ustalona, podobnie jak ich kolejność.

Spośród tradycyjnych 14 stacji tylko dziewięć ma swe oparcie w ewangelicznych opisach Męki Pańskiej (I - skazanie Jezusa, II - włożenie krzyża, V - pomoc Szymona z Cyreny, VIII - rozmowa z niewiastami, X - zdjęcie szat, XI - ukrzyżowanie, XII - śmierć na krzyżu, XIII - zdjęcie z krzyża, XIV - złożenie do grobu). Pozostałe stacje są bądź wywnioskowane z tekstów biblijnych (np. IV - spotkanie z Matką), bądź oparte na przekazach pozabiblijnych (III, VII i IX - upadki pod krzyżem lub VI - spotkanie z Weroniką). Prawdopodobnie w końcu XVIII wieku ostatecznie ustalono 14 stacji i ich konkretne miejsca.

Współczesna Via Dolorosa
jest w dużym stopniu hipotetyczna i wymaga pewnej wrażliwości religijno-historycznej.
Wydarzenia, jakie nastąpiły po czasach Chrystusa, całkowicie lub w wielkim stopniu zmieniły całą przestrzeń dawnej Jerozolimy. Rzymianie zrównali z ziemią miasto Heroda, a na dawnych fundamentach wznieśli pogańską Alia Capitolinę. Potem Bizantyjczycy w sposób nieopanowany wszystko i wszędzie chrystianizowali po to, by w kilka wieków później Arabowie chrześcijańskie fragmenty bizantyjskiego miasta zniszczyli lub zislamizowali. Na tych następujących po sobie warstwach kulturowych i cywilizacyjnych wzniesiono wreszcie budowle współczesne.

Niewiele pozostało z pretorium Piłata, a sławne Lithostrotos zmieniło swe miejsce. Czy łuk Ecce Homo to ten z czasów Heroda? Zapewne nie. Także bramy wiodącej poza mury miasta nie można dopatrzyć się w ciemnych uliczkach dzielnicy arabskiej. Ale gdzieniegdzie można zobaczyć pod nogami duże płyty kamienne z wyżłobionymi poprzecznymi rowkami uniemożliwiającymi koniom Rzymian ślizganie się. Są też płyty z rysunkami służącymi do typowych gier rzymskich żołnierzy (coś w rodzaju naszej gry w kółko i krzyżyk). To tu rozegrały się sceny zapisane w Ewangelii - przesłuchanie u Piłata, ubiczowanie, skazanie na śmierć i sformowanie konduktu skazańców.

Niezbyt długi odcinek drogi, jaką Jezus przebył od pretorium na Kalwarię, od kilkunastu stuleci stanowi wyjątkową trasę, którą nieustannie wędrują pobożni pielgrzymi. Odmawiają modlitwy, śpiewają lub niosą krzyże. Wśród współczesnego tłumu śpieszącego w różne strony, ktoś klęczy, pochyla głowę, dotyka płyt kamiennych, całuje fragment muru. Tu rzeczywiście czuje się

zapach dawnego Miasta Świętego.
Słyszy się gwar ulicy, śmiech dzieci biegnących ze szkoły, nawoływania sklepikarzy, turystów przybyłych z różnych stron świata - tak jak wtedy przybyłych z różnych części Imperium Rzymskiego. Tak samo praży słońce już przed południem. Mury miasta nadal świecą swą niepowtarzalną bielą wpadającą w dziwny odcień żółci. Podobny starzec siedzi pod murem swego domostwa, a młoda kobieta niesie kosz z owocami. Ten sam zgiełk kupczących. Pomarańcze pachną tak samo. Mdły zapach oliwek niczym się nie różni od tego sprzed dwóch tysięcy lat. Także uzbrojeni żołnierze przechadzają się wąskimi uliczkami, by swą obecnością i posiadaną bronią budzić respekt.

Wreszcie przed nami
ostatni fragment Drogi Krzyżowej.
Bazylika Grobu Pańskiego przytłacza swą wielkością. A przecież to tylko fragment wielkiej bazyliki konstatyńskiej rozbudowanej przez krzyżowców. Tu wszystko się miesza, nakłada, uzupełnia, wyzwala kaskadę wyobrażeń. Z "góry czaszki" pozostało tylko kilkadziesiąt schodów do pokonania, by wspiąć się na miejsce, gdzie stał krzyż. Otwór pod ołtarzem prawosławnych Greków przypomina, że tu właśnie dokonało się nasze zbawienie! Kamień namaszczenia ciągle nawilżany olejkami i sam Grób Pański - podwójna budowla z kamienną płytą, na której złożono ciało Zmarłego. Tasiemcowa kolejka pielgrzymów. Śpiewy różnojęzyczne i modlitwy przeplatają się z informacjami przekazywanymi przez przewodników.

Szum i zgiełk trwa nieprzerwanie cały dzień, a trzeba stać w kolejce niekiedy nawet kilka godzin. To czas, kiedy można zobaczyć "środek świata" - punkt pod kopułą w prawosławnej bazylice; zagubioną w zakamarkach budowli dziurę o średnicy pół metra, gdzie w ciemnościach kryje się rzekomy grób Józefa z Arymatei (prawdziwy oddał Jezusowi). Cudowny fragment średniowiecznej kolumnady w nawie bazyliki, podziemną kaplicę romańską św. Heleny, gdzie matka cesarza Konstantyna Wielkiego znalazła drzewo Krzyża Świętego. Wreszcie skałę pod Golgotą, rozłupaną przez środek, po której spływała krew Zbawiciela, na - znowu rzekomy - grób Adama.

Najlepiej jednak usiąść w kącie na marmurowych schodach i wyrwać się z tego turystyczno-pielgrzymkowego młyna. Wówczas na ułamek sekundy dostąpić można drgania miejsca, gdzie dokonało się zbawienie świata.

 

(za: Gość Niedzielny Nr 11/2001)

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |