Dar i zadanie

Garść uwag do czytań na Święto Nawrócenia świętego Pawła z cyklu "Biblijne konteksty".

3. Warto zauważyć

  • Najistotniejsze: sensem powołania uczniów jest to, by przymnażali Jezusowi nowych uczniów. Dobra Nowina nie jest po to, by chować ją pod łóżkiem, ale by ogłaszać ją całemu światu. W Markowej Ewangelii misja wobec ludzi nabiera jednak charakteru kosmicznego. Całemu stworzeniu – napisał ewangelista Marek. Czy to echo nauki św. Pawła z listu do Rzymian, że Jezus wespół z człowiekiem wyzwolił też z niewoli zepsucia cały świat? Pewnie tak.

    To stwierdzenie, że Ewangelię trzeba ogłosić całemu światu, jest chyba dość ważne w czasach, w którym misje kojarzymy raczej z dalekimi krainami. Skoro i wśród nas tylu nie wierzy, to naszym zadaniem jest ogłosić im tę Dobrą Nowinę. Nawet jeśli wydaje nam się, że nie są jej godni i najchętniej ciskalibyśmy w nich gromy. Trzeba chyba jednak zdawać sobie sprawę, że najczęściej nie są to ludzie, którzy o Jezusie nie słyszeli, ale którzy Go odrzucili. Nie ma co się obrażać, Dobra Nowina jest i dla nich. Ale tę ich specyfikę trzeba zauważyć. Tu często trzeba będzie opatrywać rany i rozbrajać różne miny...
     
  • Uderza jak mocno postawiona jest tu sprawa wiary.  Od uwierzenia i przyjęcia chrztu (to czasy gdy do chrztu przychodzą dorośli i o nich tu mowa) zależy możliwość zbawienia. Nie uwierzyć znaczy potępić się. Można oczywiście zastanawiać się, co znaczy wierzyć. Trudno przyjąć, że wystarczy przyjąć Jezusa czysto intelektualnie. W ten sposób wierzą i demony – napisze św. Jakub. Na pewno wierzyć znaczy także w świetle wiary przemienić swoje życie. Ale na ile? Czy wierzy, kto w praktyce przyjmuje tylko część nauki Chrystusa? A jeśli nie całą, to ile trzeba przyjąć, by móc powiedzieć, że się wierzy? Jaką część wskazań Jezusa zachowywać? Trudno tu o wyznaczanie granic. Na pewno wierzyć to znaczy starać się mówić Bogu „tak” z wszystkimi wynikającymi z tego konsekwencjami. Przynajmniej starać się, uznać, że On ma rację, a nie na każdym kroku Go poprawiać...

    Ale nie to ile musi być w wierze wiary jest tu chyba najważniejsze ;). Bardziej to, że bez niej jednak nie można się zbawić. Nie przekreśla to prawdy, że kto nie wierzy bez własnej winy – ot, ludzie, którzy urodzili się przed Jezusem – może jednak być zbawiony. Bez własnej winy może nie wierzyć pewnie czasem i taki człowiek, który chodził na religię i mieszka obok kościoła. Nie znamy zakamarków ludzkich serc, sąd zawsze trzeba zostawić Bogu. Z gruntu nieprawdziwą jest jednak powtarzana nieraz także przez wierzących teza, że nie ma znaczenia czy ktoś wierzy czy nie, ale jakim jest człowiekiem. Odrzucenie Chrystusa, nieuwierzenie Mu, to jednak poważna przeszkoda do zbawienia. Tak powiedział swoim uczniom sam Chrystus – kto nie uwierzy, będzie potępiony. Nie wolno nam tych słów lekceważyć, a wyjątków traktować jak regułę.
     
  • Znaki towarzyszące tym, którzy uwierzyli.... Tak było kiedyś, tak bywa i dziś, częściej może na terenach misyjnych, ale trudno nie zauważyć, że tego rodzaju cudowności nie zdarzają się dziś zbyt często. Trudno powiedzieć czemu. Bóg jeden wie. Czy dlatego, że to znaki dla niewierzących, by uwierzyli? No tak, ale wśród nas też mnóstwo takich i cuda by się przydały...

    A może dzieją się tylko ciut inaczej i trzeba to zobaczyć? Owe węże i trucizny.. Przed iloma nieszczęściami Bóg swoich chroni? Trudno odgadnąć, bo nie znamy alternatywnej historii. Wiemy tylko o tym co się wydarzyło. A wypędzanie złych duchów... Owszem, zdarza się, prawda? Przez posługę egzorcystów. Trudno by zdarzało się tam, gdzie nie ma opętania. Nowe języki? Chodzi pewnie o glosolalię. Ale iloma językami, takimi zwykłymi, mówią dziś chrześcijanie? A chorzy... No, nie ma wielu cudownych uzdrowień, choć takie wymodlone, ale nie spektakularne,  chyba jednak dość często się zdarzają. Ale jest przecież cała wielka posługa opieki nad chorymi... Inaczej niż oczekujemy, ale wiele tych znaków o których mówił Jezus, towarzyszy nam i dziś.

5. W praktyce

Sporo już napisałem o praktycznym zastosowaniu czytań tego święta w poprzednich punktach. Tu tylko krótkie podsumowanie.

  • Historia z Szawłem – Pawłem uczy, że wiara jest łaską. A ta nie zależy od nas, naszych wysiłków, a nawet chcenia. Warto się o tę łaskę dla siebie i innych modlić, ale jeśli wydaje się, że ktoś jej nie otrzyma to trzeba ufać, że jest w tym jakaś Boża mądrość. Nie tu i teraz, ale pewnie kiedyś Bóg dotrze do nawet najbardziej zatwardziałych.
     
  • Dlaczego Mnie prześladujesz.... Chrystus jest z nami, solidaryzuje się z nami w przeciwnościach losu. Jest po naszej stronie. Zasadniczo fałszywy jest obraz, jaki odnajdujemy czasem w różnych przekazach ludzi, którzy starających się żyć po chrześcijańsku ciągle besztają za jakieś braki, a niewierzących dobrymi słowami głaszczą po głowach. Bóg taki nie jest, Jezus taki nie jest. Owszem, od swoich uczniów żąda, by żyli po chrześcijańsku, ale jednak to z nimi, nie z ich prześladowcami się solidaryzuje. Prześladowcom nie przyklaskuje, ale swoją łaską ich chce odmienić....
     
  • Być posłusznym Bogu jak Ananiasz.... Roztropność to ważna cnota. Nie może jednak służyć zastępowaniu nauczania Chrystusa tym, co nam po ludzku wydaj się słuszne.
     
  • Głosić Ewangelię... Staliśmy się uczniami nie dla siebie samych, ale przynajmniej w jakieś mierze także dla innych. Paweł zaczął bronić Jezusa i głosić Go zaraz po swoim nawróceniu. My nie możemy mówić, ze kiedyś, jak się podszkolimy. Nawet jeśli nie ruszymy w dalekie kraje, mamy głosić Ewangelię tam, gdzie jesteśmy i tym, którzy wokół nas żyją. A nie tłumaczyć się, że gdyby oni byli inni...
     
  • Uwierzyć... To znaczy powiedzieć Bogu „tak”. Człowiek musi to powtarzać przez całe życie, nieraz wiele razy w ciągu dnia. Uwierzyć nie znaczy stać się zaraz doskonałym w wierze. Wiara otwarta jest na wzrastanie, na stawanie się coraz lepszą. Ale to nie jest tak, ze wiara dla zbawienia człowieka nie ma znaczenia. Że wystarczy być porządnym człowiekiem, a Jezusa można świadomie i dobrowolnie odrzucić. Zwłaszcza że przekonanie wielu niewierzących o tym, ze są porządni to nie obiektywna prawda, a wyraz ich samozadowolenia. Przecież często nie konfrontują się z obiektywnym prawem moralnym, a za dobre i szlachetne uważają to, co sami sobą reprezentują. I wiele złych rzeczy u siebie tolerując (ot, samozadowolenie zwolenników aborcji)...
«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama