Jest gniew nienawiści i gniew miłości. Pierwszy chce zgubić, drugi ocalić. Pierwszy sprawia ból, drugi chroni przed bólem wiecznym.
Czy prawda kiedyś budziła gniew w nas? Czy woleliśmy zatkać uszy, wybuchnąć wściekłością, działać – byle tylko nie przyznać jej słuszności? Czy Bóg, Jego słowo kiedykolwiek budziło w nas sprzeciw?
Skoro Bóg jest pełen troski o człowieka i jego los, to jest obecny we wnętrzu świątyni oraz w nas, żywych świątyniach.
Jezus powiedział, że będzie z nami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata. Bóg – Emmanuel – Bóg z nami, prawdziwie wśród nas jest.
Czy jednak mamy na co narzekać, skoro nasza przyszłość to obiecana przez Boga zamiana smutku w radość?
Uświadomienie sobie, że muszę dokonać wyboru – albo wierzę w Chrystusa, albo nie – daje nam coś bardzo cennego...
Skoro „Królestwo Boże nie przyjdzie dostrzegalnie”, to czym się przejmować? To, że nie czujemy tryumfu, nie czerpiemy satysfakcji z owoców wiary, nie widzimy efektów – może to normalne?
Ale co zrobić, jeśli nasz Pan jest hojny, po prostu? Jeśli „dla prawych On chowa swą pomoc”, „jest tarczą dla żyjących uczciwie”?
Wobec wielorakich bied tego świata nie wystarczy być dobrym. Nie wystarczy dobre słowo. Nie wystarczy ani wzruszenie, ani oburzenie.
Jezus mówi jasno i wyraźnie: sama deklaracja słowna to za mało, by być z Nim na wieki. Potrzebne jest działanie, które te słowa uwiarygodni. Bo miłość to czyny, a nie słowa.
Żyjmy tak, by w dzień sądu nie musieć się wstydzić.
O Bogu, o człowieku i o nadziei. W rytmie czytań roku liturgicznego.
Garść uwag do czytań na I niedziele Adwentu roku A z cyklu "Biblijne konteksty".
Komentarze biblijne do czytań liturgicznych.