Jezus przemówił… po francusku

Standardy obowiązujące w przenoszeniu Biblii na ekran w epoce niemego kina na wiele lat wyznaczył Cecil B. DeMille. „Król Królów” i „Dziesięcioro przykazań” stały się hitami, doczekały się też później swoich dźwiękowych remake’ów.

Reklama

Jednak Jezus w kinie po raz pierwszy przemówił po francusku. Było to w roku 1935, kiedy swoją premierę miała „Golgota”, pierwszy dźwiękowy film o Jezusie. „Golgota” była dziełem Juliena Duviviera, znakomitego francuskiego reżysera, który już wcześniej w swoich niemych produkcjach podejmował tematykę religijną. Oczywiście francuska kinematografia nie mogła pod względem środków finansowych i rozmachu produkcji konkurować z realizacjami amerykańskimi.

Jezus wraca do kina

Filmy DeMilla były wielkimi widowiskami, swego rodzaju ilustracjami przekazów biblijnych, urozmaiconych wtrętami melodramatycznymi czy sensacyjnymi, wymyślonymi przez scenarzystów, o czym reżyser informował w napisach czołowych filmu. Jednak różnica pomiędzy filmami DeMilla a filmem Duviviera, któremu też nie można odmówić rozmachu, nie ogranicza się wyłącznie do użycia dźwięku. O ile filmom hollywoodzkim zarzucić można powierzchowność w traktowaniu religii, to francuski reżyser stara się wniknąć głębiej w świat duchowego przeżycia i tajemnicy wiary, chociaż nie zawsze mu się to udaje. Z podobnymi próbami będziemy mieć do czynienia dopiero kilkadziesiąt lat później.

„Golgota” przywróciła Jezusa kinu po ośmiu latach przerwy, jaka nastąpiła po premierze w 1927 roku „Króla Królów” DeMilla. Wcześniej, w 1923 roku, Duvivier nakręcił m.in. „Tragedię w Lourdes”, którego bohaterka, nieuleczalnie chora, wychowana w duchu materialistycznym córka znanego lekarza ateisty, dzięki swojemu narzeczonemu odzyskuje wiarę, pielgrzymując do Lourdes. Trzy lata później zrealizował „Agonię w Jerozolimie”, opowieść o anarchiście postrzelonym w czasie socjalistycznego mityngu. Bohater traci wzrok, ale odzyskuje wiarę dzięki dziewczynie, która staje się jego przewodniczką w Ziemi Świętej. W 1929 roku trafiła do kin filmowa biografia „Cudowne życie Teresy Martin”, poświęcona postaci św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Duvivier oparł scenariusz filmu, podobnie jak wiele lat później Alain Cavalier realizując głośną „Teresę”, na „Dziejach duszy”, duchowej autobiografii świętej.

Prawie jak „Pasja”

Podczas oglądania filmu Duviviera nieustannie nasuwają się skojarzenia z „Pasją” Mela Gibsona. Podobnie jak w filmie Gibsona Duvivier przedstawia ostatni okres życia Chrystusa. Film rozpoczyna długa panorama Jerozolimy, a następnie jesteśmy świadkami triumfalnego wejścia Jezusa wraz z uczniami do miasta, gorączkowych zabiegów zdezorientowanych faryzeuszy, którzy toczą dyskusje nad tym, co zrobić z Jezusem, zaniepokojeni jego nauką i przyjęciem, jakie zgotowali mu mieszkańcy Jerozolimy. Obserwujemy Ostatnią Wieczerzę i pojmanie Jezusa, ale szczególny nacisk, podobnie jak Gibson w „Pasji”, Duvivier położył na mękę i śmierć Jezusa, pokazaną z niesłychanym jak na owe czasy realizmem, jednak zupełnie inaczej niż w filmie Gibsona. Reżyser większą uwagę poświęca motywom kierującym żydowskimi przywódcami i Rzymianami, którzy ostatecznie zdecydowali o wydaniu Jezusa na śmierć. Harry Bauer znakomicie zagrał Heroda, bezlitośnie szydzącego z Jezusa i usiłującego tym sposobem zdobyć uznanie dworaków, bo sam zdaje sobie sprawę, jak z politycznego punktu widzenia niepewna jest jego pozycja.

W filmie Duviviera jedną z kluczowych postaci staje się Piłat w interpretacji Jeana Gabina. Piłat, który najpierw wydaje zgodę na uwięzienie i oskarżenie Chrystusa, ale później usiłuje przechytrzyć faryzeuszy i pozornie optuje za jego uwolnieniem, bo nie znajduje w nim winy, przede wszystkim jednak nie chce, by Żydzi dyktowali mu warunki. To nie oni, ale Rzym będzie decydować o losie stojącego przed nim więźnia.

Sceny niezapomniane

Jezus, którego zagrał Robert Le Vigan, pojawia się w filmie dopiero po kilkunastu minutach, kiedy przybywa do Jerozolimy w otoczeniu uczniów. Widzimy go z dystansu, fotografowanego z dołu, uczniowie go zasłaniają, nie jesteśmy na początku pewni, czy to naprawdę on. To sprawia, że wydaje się nam , że jesteśmy w środku tłumu, usiłując chociażby na moment dojrzeć człowieka, o którym mówi cała Jerozolima. W filmie znajdziemy kilka niezapomnianych scen, jeszcze dzisiaj sprawiających na widzu ogromne wrażenie. Należą do nich sceny rozgrywające się w świątyni, gdy Jezus wypędza przekupniów.

Grozę wywołują sceny męczeństwa. Reżyser wyraziście oddaje sadyzm rzymskich oprawców w czasie biczowania, drogi na Golgotę i ukrzyżowania. Skalę cierpienia Jezusa oddaje zróżnicowana reakcja tłumu, jak i poszczególnych, uchwyconych w kadrze postaci. Kiedy większość napawa się cierpieniem, jeden z nich mdleje, nie wytrzymując widoku biczowania.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama