Wezmę winę na siebie

Józef postanawia rozwieść się z Maryją. Nie, nie tylko dlatego, że został, jak mu się wydawało, zdradzony, ośmieszony.

Reklama

Ponad te przykre, najdelikatniej mówiąc, uczucia wybijało się inne. Trudno, stało się, jak się stało, ale serce nie sługa, nie można ot tak zapomnieć o tej, którą się pokochało. Dlatego Józef bierze winę za rozpad małżeństwa na siebie. A wina Maryi była wielka, jako że cudzołóstwo popełnione po zaręczynach uważano za grzech większy niż gdyby zostało popełnione po ślubie.
 
Niech ludzie mówią, co chcą, Józef nie chce mnożenia nieszczęść. Gdzieś w głębi duszy nadal kocha, bo jak inaczej zrozumieć jego postępowanie? Biorąc na siebie winę Maryi, ogłaszając światu, że to on jest ojcem jego panieńskiego dziecka, nie tylko zdejmuje ze swej żony winę, ale najprawdopodobniej ocala ją przed śmiercią. Józef kłamie, byle tylko ocalić tę, którą pokochał. Niekoniecznie trzeba oceniać ten czyn – podobnie jak zachowanie Piotra Apostoła na dziedzińcu pałacu arcykapłana – jako zdradę.
 
Zmagając się ze sobą, zabiegając o dobre imię Maryi i jej Dziecka, Józef, jak się potem okaże, zmagał się z samym Bogiem, jako że to nie kto inny, ale sam Bóg tak skomplikował mu życie. Na zdrowy rozum biorąc, tego, co działo się z Maryją i Józefem, nie sposób opisać. Józef przekracza ustalone i usankcjonowane schematy działania, co pewnie symbolizuje sen, w którym zjawia mu się anioł Pana. Jak widać, to pierwsze Boże Narodzenie nie było tak pastelowo delikatne, jak by się mogło wydawać. I właśnie dlatego było piękne i bliskie naszemu życiu.
 
Miłość, ślub, małżeństwo, ciąża, groźba rozwodu, na głowie dom i wszystko, co się z prowadzeniem gospodarstwa wiąże – jakże to odległe od słodkiej Madonny z Dzieciątkiem, a tym bardziej od dumnej, acz łaskawej Królowej. Ta zwyczajność jest najbardziej przekonującym dowodem na spełnienie proroctw Starego Testamentu, zapowiadających, że Bóg zamieszka z ludźmi po to, by zarówno ziemię, jak i niebo doprowadzić do pełni doskonałości.
 
Nie dziwmy się zatem, jeśli podczas tych świąt coś w nas zaskomli, coś nocą przerwie nam słodki sen, coś muśnie nas chłodnym oddechem niby Wydawnictwo WAM   Wydawnictwo WAM skrzydłem. Boże Narodzenie zawiera w sobie również takie nastroje. Ten emocjonalny rozstrój nie musi być dziełem złego, może pochodzić od Bożego Ducha i sygnalizować, że i w nas coś nowego się poczyna, wzrasta i domaga się zauważenia, pielęgnacji, narodzin. Co to takiego?

 
*

Powyższy tekst jest fragmentem książki "Uwierz mu na słowo. Felietony biblijne". Autor: Wacław Oszajca SJ. Wydawnictwo: WAM, 2015 r.
«« | « | 1 | » | »»
  • ultramontanista
    29.10.2015 18:10
    Obrzydliwe jest zamieszczanie na stronie rzekomo katolickiej takiego steku kłamstw. Autor Oszajca zarzuca św. Józefowi grzech kłamstwa i chęć zerwania sakramentu małżeństwa oraz przypisuje Niepokalanej domniemane winy. Do tego właśnie prowadzi ta posoborowa egzegeza biblijna, do własnych i uwspółcześnionych interpretacji Pisma w oderwaniu od Tradycji, a co za tym idzie do steku herezji. Niech redakcja tego paszkwila liberalnego zastanowi się czy godzi się nazywać swój portal wiara.pl Jaka wiara?
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama