Jezus a państwo

Jest to fragment książki Biblia o państwie :. Wydawnictwa WAM

Księgi Starego Testamentu zawierały prawie kompletny system za­sad prawnych regulujących życie Izraela oraz sporo materiału na temat funkcjonowania państwa. W Nowym Testamencie czegoś podobnego nie spotkamy. Wynikło to stąd, że Izrael był narodem, który w toku dziejów albo tworzył własne państwa, albo przynajmniej cieszył się pewnym samorządem. Wspólnota wierzących w Chrystusa była wpraw­dzie pomyślana jako kontynuacja Izraela, ale jako ludu Bożego, spo­łeczności religijnej. Nie może być państwa o nazwie „Kościół".
Chrześcijaństwo I wieku nie dążyło do bezpośredniego wpływu na prawo i porządek społeczny. I nauczanie Jezusa, i życie pierwszych chrześcijan zorientowane były głównie na Królestwo Boże, które nie jest z tego świata, na światło czasów ostatecznych. Zasady życia nie miały charakteru norm prawnych, lecz apelu o danie wszystkiego Bogu i bliźnim. Nie należy więc widzieć etyki chrześcijańskiej na podobień­stwo zbioru przepisów, gdyż jest ona raczej drogowskazem na szczyt góry.
Przy takim nastawieniu życie publiczne było widziane w praktyce z pewnego dystansu. Jego zasady nie są komentowane w sposób syste­matyczny, lecz doraźnie, na marginesie spraw ważniejszych, wprost Boga się tyczących. Wypowiedzi Nowego Testamentu o państwie są więc okazjonalne i niezbyt liczne. Nie inspiruje ich pytanie o wartość czy o sposoby urządzenia państwa, lecz problem, jak powinien zachować się uczeń Chrystusa w zetknięciu z istniejącą wówczas władzą.

Ewangelie nie zawieraj ą zatem zbyt wielu wiadomości o spojrzeniu Jezusa na władzę państwową. Z setek Jego wypowiedzi przekazanych przez Ewangelie tylko kilka dotyczy wyraźniej kwestii władzy. Ponad­to z innych nauk Jezusa oraz z przebiegu Jego życia mogą pośrednio wynikać wnioski na ten temat. Powyższe proporcje od razu sugerują, że nie była to dla Niego sprawa pierwszorzędna i że zachowywał wobec państwa dystans.
Pewnego razu Jezus został publicznie zapytany, czy należy płacić podatki. Sprawy uprawnień władzy i obowiązków poddanych nie pod­jął zatem z własnej inicjatywy. Jest to kwestia, która wydaje się ważna ogółowi, ale w ramach Dobrej Nowiny o Królestwie Bożym nie jest bynajmniej najważniejsza, choćby była godna odnotowania. Oto tekst w wiernym przekładzie (Mk 12, 13-17; bardzo podobnie w Mt 22, 15-22; Łk 20, 20-26):

I wysyłają do niego jakichś faryzeuszów i herodian, żeby Go pochwyci­li słowem. A przyszedłszy mówią Mu: „Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i nie przejmujesz się nikim; nie patrzysz bowiem na pogląd ludzki, ale w prawdzie drogi Bożej nauczasz. Czy jest dozwolone dać pogłówne Cezarowi, czy nie? Mamy dać czy nie dać?". On zaś znając ich obłudę, rzekł im: „Dlaczego mnie wypróbowujecie? Przynieście mi dena­ra, niech zobaczę". Oni zaś przynieśli. I mówi im: „Czyj ten wizerunek i napis?". Oni zaś rzekli Mu: „Cezara”. Jezus zaś rzekł im: Co Cezara oddajcie Cezarowi, a co Bożego - Bogu!". I byli Nim zadziwieni. (Mk 12,13-17)

Objaśnijmy najpierw szczegóły. Faryzeusze to spierający się często z Jezusem członkowie ówczesnego elitarnego ruchu religijnego, gorli­wie trzymającego się przepisów prawa żydowskiego. Herodianie to poplecznicy dynastii wywodzącej się od Heroda; książęta z tej dynastii rządzili z mandatu Rzymian częściami kraju Żydów. Zamiast „pogląd" można tłumaczyć „wygląd" (pozór zewnętrzny, por. J 7, 24). Denar to podstawowa srebrna moneta rzymska, odpowiadająca greckiej drach­mie. Wizerunek panującego, wówczas był to Tyberiusz, figurował z zasady na monetach. Nie jest prawdą, że Żydzi mieli wtedy zastrzeżenia do monet z zakazanym przez prawo wizerunkiem twarzy ludzkiej. Po­datek na świątynię przyjmowano bowiem w monecie tyryjskiej, z wi­zerunkiem cesarskim i symbolem pogańskiego boga, Melkarta. Tłuma­czę „Cezar", a nie „cesarz", gdyż w owej epoce ten tytuł nadal był na­zwiskiem rodowym, które panujący mieli po Juliuszu Cezarze. Dopiero później z Cezara zrobił się cesarz.
Podstęp ukryty w pytaniu polegał na tym, że gdyby Jezus powie­dział, że nie, można by Go oskarżyć przed Rzymianami (Judea z Jero­zolimą podlegały wprost władzy obcej, prefektowi rzymskiemu rezy­dującemu w Cezarei Nadmorskiej). Wzywanie do niepłacenia podat­ków byłoby równoznaczne z buntem, z odrzuceniem zwierzchności cesarza. Gdyby natomiast powiedział, że należy je płacić, zwykli lu­dzie, którzy dotkliwie odczuwali przymus podatkowy, byliby rozczaro­wani. Co więcej, Jezus wzbudziłby gniew gorliwych Żydów, którzy odrzucali władzę obcą, sądząc, że ze względów religijnych nie należy płacić jej podatków (aczkolwiek nie wiemy, czy wielu tak myślało). Jezus wybrał odpowiedź typu „tak, ale", ale uczynił to zręcznie, prze­nosząc uwagę na inną płaszczyznę.
Co Jezus właściwie nakazał? Przekłady wersetu 14 z reguły zastępu­ją słowo „pogłówne", jako mało znane, ogólnym terminem „podatek". Jest to jednak interpretacja rozszerzająca. Podatek określany po grecku słowem kensos, wziętym z łacińskiego census, oznaczał podatek osobi­sty, płacony cesarzowi i ściągany przez urzędników państwowych. Był więc symbolem zależności i uznania władzy rzymskiej. Jednakowoż był niewielki. Ścisłych danych brakuje, ale zwykły człowiek mógł płacić kilka denarów rocznie, co odpowiadało kilku dniówkom robotnika. Ist­niały oczywiście i inne podatki, tu pominięte - głównie pośrednie.
Zdanie: Co Cezara oddajcie Cezarowi, a co Bożego - Bogu! (w. 17) zestawia władcę i Boga. Dla każdego wierzącego musi i musiało być oczywiste, kto jest ważniejszy. W Starym Testamencie stwierdzenia. o prymacie władzy Boga są liczne. Dlatego nie ulega wątpliwości, że Jezus nie chciał podkreślać zasady „cesarzowi - co ce­sarskie", lecz właśnie „co Bożego - Bogu".

Jest rzeczą doprawdy zastanawiającą, że maksyma „co cesarskie -cesarzowi" usamodzielniła się później tak dalece, że służyła za uniwer­salne uzasadnienie autonomii władzy i wszelkich roszczeń władców wobec poddanych. Bogu zostawiano to, co jeszcze zostało po wypeł­nieniu żądań władzy... Tymczasem jest to z Biblią jaskrawo sprzeczne, jako że właśnie sprawy Boże mają pierwszeństwo. Co cesarskie cesa­rzowi, ale nie więcej.
Jednakże Jezus nakazał płacić podatki. Pierwszeństwo Boga nie znosi pewnych uprawnień władcy. Płacenie podatków było uważane w staro­żytności nie tylko za jeden z obowiązków wobec państwa, ale wręcz za symbol podporządkowania się autorytetowi władzy. Z tej samej racji bicie pieniądza było przywilejem monarchów. Słowami „co cesarskie -cesarzowi" Jezus niewątpliwie uznał zasadność żądań państwa w tej sferze i pośrednio zasadność instytucji państwa w ogóle.
Rozróżnienie i zestawienie obok siebie spraw Bożych i królewskich przypomina bardzo formuły z Ksiąg Kronik, gdzie czytamy: Chaszabiasz i bracia jego, tysiąc siedmiuset ludzi dzielnych, sprawowali nad­zór nad Izraelem po drugiej stronie Jordanu na zachód we wszystkich sprawach Pańskich i w posłudze królewskiej (1 Krn 26, 30). Zaraz po­tem: Dwa tysiące siedmiuset ludzi dzielnych, przedniej szych rodów, któ­rych król Dawid ustanowił nad Rubenitami, Gadytami i połową poko­lenia Manassesa dla wszystkich spraw Bożych i spraw królewskich (1 Krn 26,32). Kapłan Amariasz będzie naczelnikiem nad wami w każ­dej sprawie Pańskiej, książę pokolenia Judy, Zebadiasz, syn Izmaela, w każdej sprawie królewskiej (2 Krn 19, 11). Por. też Tb 12, 7.
Jak tamte formuły, również zdanie Jezusa uznaje pewną autonomię spraw królewskich, choć wyraźniej stawia na pierwszym miejscu spra­wy Boże. Natomiast Jezus nie podjął szerzej obecnej w Księgach Kro­nik idei dwóch sfer władzy, świeckiej i duchowej.
Jak zastosować te wskazania Jezusa dzisiaj? Sama zasada podlega­nia władzy i płacenia podatków została niewątpliwie potwierdzona. Jed­nakże okoliczność, że podatek, o którym dyskutowano, był dość niski, nie pozwala na tej podstawie głosić obowiązku płacenia wszelkich po­datków. Podatki tak, rabunek nie! Podatek pogłówny, przeznaczany między innymi na państwową administrację i wojsko, służył pośrednio bezpieczeństwu mieszkańców cesarstwa. Podatki na ten cel są więc uzasadnione.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Autopromocja