Możemy Pismo Święte rozumieć lepiej

Rozmowa z Profesorem Michałem Wojciechowskim

Reklama

MOŻEMY PISMO ŚWIĘTE
ROZUMIEĆ LEPIEJ,
czyli...
I WIARA, I WIEDZA.


Ks. Adam Sekściński: Jak Pan Profesor ocenia aktualną kondycję polskiej biblistyki? Gdzie lokujemy się pośród światowych trendów?

Prof. Michał Wojciechowski: W moim przekonaniu reprezentujemy średni, ale bardzo przyzwoity poziom. Naturalnie, trudno porównywać biblistykę polską na przykład z angielskojęzyczną, gdzie czynnych biblistów jest prawdopodobnie pięćdziesiąt razy więcej, ale proporcje liczebności do jakości publikacji naukowych zostają – w moim przekonaniu - utrzymane.

Wydaje się, że nasza sytuacja wyjściowa i tak jest nieco trudniejsza - nadrabiamy zaległości po „żelaznej kurtynie”, kiedy to dostęp do najnowszych osiągnięć naukowych w biblistyce był mocno limitowany…

- Tak – to prawda! Sadzę jednak, że ostatnie dwadzieścia lat przyniosło radykalną poprawę, jeżeli chodzi o studia biblijne.

Czy w opinii Pana Profesora, jest taki obszar badań, czy może metoda naukowa, którą można by uznać za swoisty znak rozpoznawczy polskiej biblistyki?

- Bardzo trudno odpowiedzieć na to pytanie. Nasi bibliści zajmują się różnymi obszarami badawczymi. Polska biblistyka jest urozmaicona. W zestawieniu z zachodnią  - przypuszczam, że nieco większe zainteresowanie kieruje się ku teologii biblijnej (nie traktowanej tylko popularyzacyjnie czy wyznaniowo). Zatem, owa orientacja teologiczno-biblijna jest chyba wyraźniejsza niż w krajach zachodnich.

Który z projektów naukowych, aktualnie prowadzony w Polsce lub na świecie, budzi jakieś szczególne zainteresowanie Pana Profesora?

- Sądzę, że jeszcze nie do końca wykorzystaliśmy owoce metody historycznej – np. w badaniach nad Nowym Testamentem nadal mamy otwartą kwestię zasięgu wpływu kultury greckiej na Nowy Testament. Jak wiele jest w nim inkulturacji do ówczesnego świata i jakie wynika stąd przesłanie dla współczesnego człowieka. Natomiast nurt badań, eksponujących metodę literacką, czyli skupiony na analizie tekstu jako tekstu, wydaje mi się mniej płodny, choć oczywiście daleki jestem od jego deprecjacji!

Biblistyka uchodzi w powszechnym odbiorze, za dyscyplinę dość hermetyczną, zamkniętą. Można powiedzieć – posługując się językiem współczesnym – „niszową”. Czy jest możliwe i pożądane, by biblistyka wyszła z bibliotek, z gabinetów naukowych do odbiorcy, który ma przeciętny kontakt z Pismem Świętym?

- Myślę, że tak źle nie jest. Po pierwsze ta potoczna opinia o biblistyce jest chyba nieco inna. To znaczy uchodzi ona – słusznie -  za dziedzinę trudną, ale jednocześnie ważną. Chrześcijanie są świadomi, że znajomość Pisma Świętego jest podstawą na drodze wiary, ale również humaniści wiedzą, że studia biblijne stanowią ważny aspekt zrozumienia kultury jako całości. Natomiast wyjście do tzw. „zwykłego odbiorcy” to zawsze jest ważkie zadanie. Obserwuję jednak, że książek popularnych z dziedziny biblistyki przybywa i – co istotne - są chętnie kupowane przez świeckich. W miarę możliwości sam się do tego skromnie przyczyniam, na przykład wydając ostatnio książkę o Dekalogu.

Nie tylko tę jedną! Powszechnie znane i cenione są choćby Pana publikacje z ostatnich kilku lat – takie jak: „Czym jest Biblia?”; „Biblijny pogląd na świat”; czy „Przypowieści dla nas”.

- Tak, ale książka „Dziesięć przykazań dawniej i dziś” z Edycji Świętego Pawła miała swą premierę wydawniczą we wrześniu, dlatego pozwalam sobie o niej wspomnieć. Ale skoro mowa o wyjściu poza tematykę akademicką, podkreślę, że staram się stale pisać artykuły popularne i publicystyczne. Zwłaszcza o tym, co dzieje się na styku Kościoła ze światem oraz o problemach społeczno-politycznych. Moja poboczna specjalność to etyka w gospodarce, jako że mój ojciec był profesorem ekonomii. Owoce tych zainteresowań to niedawne książki „Moralna wyższość wolnej gospodarki”, „Między polityką a religią”, „Od Biblii do gazet”. Z biblijnych „Biblia o państwie”. Zresztą i w nauce nie ograniczam się do biblistyki: tłumaczyłem i komentowałem autorów greckich i Ojców Kościoła. Sławny biblista niemiecki Martin Hengel miał takie powiedzenie: „Uczony, który zna się tylko na Nowym Testamencie, również na nim się nie zna”.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

Zobacz

Autopromocja

Reklama