Nawrócony strażnik Teksasu

Chuck Norris często mówi o Biblii, wartościach i zasadach. Znany aktor przyznaje, że to efekt nawrócenia, które zaczęło się w 2001 roku.


Szerzej nie trzeba go chyba przedstawiać. Specjalista w sztukach walki. Był nawet mistrzem świata w karate. Na wielkim ekranie debiutował w 1968 roku. Od tego czasu zagrał w wielu filmach. Wszystkie raczej jednej kategorii: „Masakra w San Francisco”, „Gra śmierci”, „Utajona furia”, „Oddział Delta”, „Leśny wojownik”, „Synowie Gromu” czy „Niezniszczalni”. Popularność przyniósł mu emitowany na całym świecie serial „Strażnik Teksasu”, w którym wcielił się w rolę bohaterskiego i niezłomnego szeryfa Cordella Walkera. 
Jest nie tylko gwiazdą amerykańskiego kina, ale też bohaterem żartów i internetowych memów. Mówi się na przykład, że „Chuck Norris nie umrze. On kopnie w kalendarz. Z półobrotu” albo że film „Rambo – pierwsza krew” był oparty na wydarzeniach z obozu harcerskiego, na którym był w dzieciństwie Chuck Norris. Duża część tych dowcipów odnosi się do filmowej niezniszczalności aktora. Grane przez niego postacie są w stanie pokonać nawet znacznie liczniejszego przeciwnika. Od kilku lat znany aktor regularnie zabiera publicznie głos na temat chrześcijaństwa i polityki. Na swojej oficjalnej stronie internetowej ma nawet specjalne miejsce poświęcone tym tematom. Znaleźć tam można filmiki, nagrania audio zachęcające do czytania Biblii, zapis konferencji i spotkań, w których brał udział. 


Kariera 
bez smaku 


Naprawdę nazywa się Carlos Ray Norris. Był najstarszy z trojga rodzeństwa. Ojciec alkoholik porzucił rodzinę, gdy chłopak miał 12 lat. Mały Carlos lubił całymi dniami przesiadywać w domu i oglądać filmy. Po latach zdradził, że najbardziej lubił westerny, ponieważ w tym gatunku dobro zawsze wygrywało ze złem. Przyznał też, że z powodu braku ojca w rodzinnym domu właśnie w filmach jako młody chłopak szukał męskiego wzorca. Po szkole średniej, żeby móc utrzymać mamę i młodsze rodzeństwo, wstąpił do wojsk lotniczych. Stacjonował w Korei. To z armii pochodzi jego pseudonim Chuck. W Korei poznał sztuki walki. Szły mu one tak dobrze, że po powrocie założył w USA własną szkołę karate. Uczył się m.in. od Bruce’a Lee, przyjaźnił się z nim. Lee zaproponował mu później wspólny występ w filmie. 
O trudnym i szybkim dorastaniu opowiadał przy różnych okazjach. Pisał o tym również w dwuczęściowej autobiografii zatytułowanej „Tajemnica siły wewnętrznej” i „Łamiąc bariery”. Z dzieciństwa Chuck zapamiętał wiarę matki. Wspomina, że zabierała dzieci do kościoła i nauczyła je modlitwy. Rodzina 75-letniego dziś aktora wywodzi się ze wspólnoty chrześcijan baptystów. O tym, że sam otrzymał chrzest podczas ewangelizacyjnego tournée znanego baptystycznego kaznodziei Billy’ego Grahama, przypomniał sobie później, gdy jego kinowa kariera nabierała rozpędu.

– Grałem w filmach. Miałem sławę i pieniądze, ale byłem nieszczęśliwy i nie wiedziałem, co jest tego powodem. Wyraźnie odczuwałem, że czegoś mi w życiu brakuje – opowiadał studentom na amerykańskim Uniwersytecie Liberty. – Im więcej pracowałem, byłem sławniejszy, tym bardziej moje serce było dziurawe, puste – mówił. Przyznaje, że na własnej skórze przerobił prawdę o tym, że branża rozrywkowa ma to do siebie, że łatwo stracić z oczu to, co jest naprawdę ważne.
Nie udało mu się uratować małżeństwa. Po rozwodzie ożenił się powtórnie. Gena, była modelka, często czytała Biblię. Pewnego razu zaczęła to robić na głos. – Wówczas poczułem, że coś się dzieje i ożywa coś, co dotąd było ukryte – mówił Norris. – To było, jakby Duch Święty uderzył mnie i powiedział: „Już czas na powrót do domu”. To był moment, w którym zrozumiałem, że nie mogę być letni, muszę być gorący. I staram się utrzymywać taką postawę – tłumaczy aktor. Zrozumiał, że Bóg jest źródłem szczęścia, którego tak brakowało mu w tej wielkiej aktywności i filmowym sukcesie. 


Kluczowy był rok 2001, gdy Gena trafiła na stół operacyjny z komplikacjami ciąży, które mogły zagrozić zarówno matce, jak i bliźniętom, które miały się urodzić. Chuck Norris wspomina, że mało kiedy udaje mu się modlić tak gorąco jak wówczas. Wszystko skończyło się szczęśliwie, a on odczytał to jako znak dla siebie. 
– To była dla mnie prawdziwa próba, czas przewartościowania – mówił. Chodziły za nim też słowa matki o tym, że Bóg ma plan dla człowieka. Chuck Norris zastanawiał się, jakie plany ma wobec niego. 


«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.