Zawód: biblista

Wywiad z ks. Prof. Waldemarem Chrostowskim, biblistą, Przewodniczącym Stowarzyszenia Biblistów Polskich (tekst pochodzi z kwartalnika eSPe)

Natalia Polak: Księże Profesorze, w jaki sposób biblista czyta Pismo Święte?

Ks. prof. Waldemar Chrostowski: W zajmowaniu się Biblią można wyróżnić dwa poziomy. Pierwszym jest czytanie, rozumienie i objaśnianie Biblii, która odzwierciedla określone uwarunkowania historyczne, geograficzne, społeczne, obyczajowe i religijne. Bez znajomości bogatego świata, który znalazł wyraz w Piśmie Świętym, nie sposób właściwie orędzia Biblii zrozumieć. Jest to wymiar pod wieloma względami historyczny, można nawet powiedzieć: archeologiczny.
Drugi poziom objaśniania Biblii, polega na odczytaniu jej przez biblistę jako człowieka osadzonego we współczesności i żyjącego wiarą Kościoła. Setki tysięcy, miliony ludzi na całym świecie czyta Biblię dlatego, że ta Księga odpowiada na najważniejsze, najistotniejsze pytania człowieka. Biblia przetrwała nie tylko dlatego, że jest bardzo interesująca, ale dlatego, że każde pokolenie chrześcijan, wyznawców judaizmu, a także muzułmanów szuka przede wszystkim w niej drogi życia. Dzisiejszy człowiek też szuka takiej właśnie drogi życia. Podstawowe zadanie, które przed biblistą stoi, polega na pogodzeniu wymiaru historycznego i egzystencjalnego czytania oraz objaśniania Ksiąg świętych.

N.P.: Co to znaczy być dobrym biblistą?

W.Ch.: Być dobrym biblistą to znać, jak najlepiej, języki, w których Biblia została napisana: hebrajski, aramejski i grecki. Odzwierciedlają one biblijną mentalność, biblijny sposób myślenia, biblijny sposób wyznawania wiary w Boga, a więc ten sposób, który jest niezbędny dla zrozumienia Biblii. Być dobrym biblistą to znaczy głęboko i wszechstronnie poznawać realia, w jakich Pismo Święte powstawało. Jest to jeden wymiar. Można powiedzieć: wymiar intelektualny. Jednak on nie wyczerpuje wszystkich wyzwań, przed którymi staje dobry biblista.
Dobry biblista jest również wyczulony na wiarę Kościoła dzisiaj, dlatego że Biblia jest własnością Kościoła. Powstała z wiary i dla wiary, i została bardzo wiernie przechowana, ponieważ ludzie wierzący w Boga z największą troską ją przepisywali, utrwalali, przekazywali, objaśniali i komentowali. Dobry biblista z jednej strony, musi cierpliwie i wytrwale poznawać owoce wysiłku komentowania Biblii w przeciągu stuleci, ale także powinien być otwarty na potrzeby i dylematy współczesnego Kościoła i współczesnego człowieka.

o. Mateusz Pindelski SP: Czy Ksiądz Profesor zauważa nawyki, zachowania, sposób rozmawiania czy życia charakterystyczne dla biblistów?

W.Ch.: Każda dyscyplina teologiczna ma swoją specyfikę i zakłada przyzwyczajenia, predyspozycje, ukierunkowania i uwarunkowania ludzi, którzy ją uprawiają. Myślę, że bibliści wyróżniają się wśród teologów dużą otwartością. Muszą być otwarci na bardzo różne „światy”. Poznają przecież religię biblijnego Izraela, a także starożytne wierzenia sąsiednich ludów pogańskich. Takie poznanie zakłada nawet pewną sympatię dla tych wierzeń, bo dzięki niej można lepiej zrozumieć przesłanie tych części Biblii, które mają charakter polemiczny albo krytyczny.
Czytając Nowy Testament biblista nie tylko stara się zrozumieć orędzie Jezusa Chrystusa, ale także – motywy postępowania tych, którzy Go prześladowali, a w końcu ukrzyżowali – nie dlatego, żeby ich usprawiedliwiać, ale dlatego, żeby poznać mechanizmy zła czy sprzeciwu wobec Boga, które są w każdym człowieku.
Biblista musi być bardzo otwarty na rozmaite kierunki objaśniania Biblii, które w ciągu wieków były bardzo różne, nieraz wykluczające się nawzajem. Bibliści umieją budować jedność spojrzenia religijnego i jedność teologii przy uszanowaniu różnorodności poglądów. Z tego powodu miewają rozmaite kłopoty, dlatego że nie są rozumiani, nie są właściwie odczytywani przez ludzi, którzy mylą jedność z jednorodnością.

N.P.: Co Księdza Profesora denerwuje w związku z badaniem Pisma Świętego?

W.Ch.: Nie tyle denerwuję się, co raczej czuję się bezsilny, kiedy przychodzi mi publikować rezultaty dociekań biblijnych i okazuje się, że w wydanej książce czy w artykule pojawiają się błędy. To jest najczęstszy powód mojej frustracji. Natomiast innych powodów do frustracji nie mam, dlatego, że spotkania ze studentami czy wykłady ogólnie są zawsze bardzo interesujące. Wykładam Pismo Święte prawie 20 lat i muszę powiedzieć, że z roku na rok mam coraz lepszych studentów w tym znaczeniu, że są coraz mocniej zainteresowani tym, co studiują – są coraz lepiej przygotowani, znają coraz lepiej języki nowożytne i dzięki temu mogą również poznawać coraz lepiej języki starożytne. Częstsze niż kiedykolwiek są kontakty z zagranicą, wyjazdy studentów do Rzymu czy do krajów biblijnych.

M.P.: Co do tej pory sprawiło Księdzu Profesorowi największą satysfakcję związaną z pracą biblisty?

W.Ch.: Największą satysfakcję sprawiło mi to, że po żmudnych dociekaniach nad porównaniem Księgi Ezechiela z Księgą Rodzaju (zakładając, że obie powstały w VI wieku przed Chrystusem, czyli w okresie wygnania babilońskiego. stwierdziłem, że w jednej i drugiej są wspólne tradycje, wspólny sposób myślenia, wspólne materiały źródłowe; że jedna i druga mają mezopotamski rodowód. Zwykło się mówić, że w Księdze Rodzaju 1–11, są wykorzystywane tradycje mezopotamskie oraz że ta część ma bardzo dawne pochodzenie, sięgające X wieku przed Chrystusem, podczas gdy Księga Ezechiela pochodziłaby z VI wieku przed Chrystusem. Należałoby zatem wnosić, że Ezechiel znał Księgę Rodzaju. Doszedłem do przekonania, że wprawdzie prorok Ezechiel znał tradycje, które są zamieszczone w Księdze Rodzaju 1-11, ale znał je w kształcie wcześniejszym. Ten wniosek naprowadził mnie na myśl o istnieniu prężnej, okrzepłej i znaczącej diaspory asyryjskiej złożonej z Izraelitów, którzy zostali deportowani do Mezopotamii, na teren współczesnego Iraku, pod koniec VIII wieku przed Chrystusem. Ta teza o istnieniu prężnej asyryjskiej diaspory Izraelitów, którą zgłosiłem jako pierwszy i której od kilku lat wytrwale bronię, przyniosła mi najwięcej satysfakcji, bo ona stanowi żywy i znaczący wkład do biblistyki starotestamentowej i do biblistyki w ogóle.
Druga dziedzina, która przynosi mi ogromną satysfakcję, to badania dotyczące miejsca, statusu i roli Septuaginty jako Biblii greckiej w ostatnich wiekach przed chrześcijaństwem. Septuagina to nie tylko przekład, tłumaczenie, ale prawdziwa Biblia grecka, Biblia judaizmu hellenistycznego, która później, z początkiem ery chrześcijańskiej, stała się Biblią autorów Nowego Testamentu oraz Biblią Ojców Kościoła, a więc Biblią chrześcijańską. Septuaginta jest tak ważna, bo jest to Biblia Kościoła pierwszych wieków, (a Kościoła prawosławnego – po dzień dzisiejszy). Obydwa te zagadnienia: asyryjska diaspora Izraelitów oraz rola i miejsce Biblii greckiej mają ogromne znaczenie dla dialogu chrześcijańsko-żydowskiego. Odsłaniają one mechanizmy, które kierowały życiem biblijnego Izraela i kierują Żydami po dzień dzisiejszy, a polegają na tworzeniu swojej wizji historii przez kolejne pokolenia Żydów. Na przykładzie Septuaginy widać doskonale, w jaki sposób rozeszły się drogi Synagogi i Kościoła. Septuaginta, Biblia grecka, była Biblią Żydów, którzy ją jednak odrzucili, dlatego że stała się Biblią Kościoła. I właśnie ten pierwiastek antychrześcijański w judaizmie istniejący do dzisiaj to sprawa bardzo istotna. Dość powszechnie mówi się o elementach antyżydowkich w nauczaniu chrześcijańskim, natomiast druga strona tego procesu, czyli elementy antychrześcijańskie w nauczaniu żydowskim, jest skwapliwie przemilczana. Mówienie na ten temat bywa bardzo niewygodne i w związku z tym badania nad Biblią mają też swój aktualny wymiar i wydźwięk.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |