Zawód: biblista

Wywiad z ks. Prof. Waldemarem Chrostowskim, biblistą, Przewodniczącym Stowarzyszenia Biblistów Polskich (tekst pochodzi z kwartalnika eSPe)

Żyć Pismem Świętym

N.P.: Dlaczego Ksiądz został biblistą? Czy to jest zawód czy powołanie?

W.Ch.: Myślę, że najpierw jest to powołanie, które staje się zawodem; zawodem w najlepszym tego słowa znaczeniu. Zostałem biblistą, bo zawsze chciałem nim być. Od czasu podjęcia studiów teologicznych, zawsze mnie Pismo Święte interesowało. Czytałem Pismo Święte, kiedy byłem małym dzieckiem (w wieku jedenastu–dwunastu lat), oczywiście wtedy jeszcze nawet nie wiedziałem, że istnieje biblistyka (był to początek lat sześćdziesiątych). Przeświadczenie, że jest to bardzo ciekawa dziedzina, utrwaliło się we mnie podczas studiów w seminarium duchownym. Chociaż w seminarium byłem skupiony głównie na Nowym Testamencie, wiedziałem, że tym, co mnie bardziej interesuje jest Stary Testament. Na niego zorientowałem studia w Rzymie i Jerozolimie. Zwłaszcza pomocne były studia w Jerozolimie na Uniwersytecie Hebrajskim, które umożliwiały dokładniejsze, lepsze poznanie języka hebrajskiego, kultury hebrajskiej, realiów Palestyny, co sprzyjało, aby Stary Testament poznawać lepiej i głębiej.

N.P.: Czy nie zdarzyło się kiedyś, że żałował Ksiądz wyboru kierunku studiów?

W.Ch.: Nigdy nie żałowałem i nigdy nie było takiego momentu, żebym się zachwiał. Sama Biblia jest ciekawa, a studia nad Biblią są wręcz porywające. Kiedy byłem w Rzymie czy w Jerozolimie mogłem tylko żałować, że dzień jest za krótki na to, by czytać więcej; że pobyt w bibliotece jest ograniczony.
Co więcej, z roku na rok rosło poczucie satysfakcji, zadowolenia, czy wręcz głębokiej radości, że robię to, co lubię – im bardziej człowiek jest starszy, tym bardziej jest to poczucie spełnionego życia. Dlatego nie tylko nie żałuję, ale nie wyobrażam sobie życia innego niż to, które wybrałem i które prowadzę.

N.P.: Czy mógłby Ksiądz opowiedzieć o spotkaniu związanym z Pismem Świętym, które najbardziej utkwiło Księdzu w pamięci?

W.Ch.: Oczywiście był to pierwszy wyjazd do Ziemi Świętej. Pismo Święte żyło we mnie, na długo zanim pojechałem do Ziemi Świętej i Ziemia Święta we mnie żyła, na długo zanim pojechałem do Palestyny. Ale można powiedzieć, że do czasu pierwszego kontaktu z Ziemią Świętą Pismo Święte było rodzajem złotej legendy albo opowiadań o krainie i kraju, które może gdzieś istnieją, ale jak one wyglądają, tego nie wiemy.
Naprawdę z bijącym sercem leciałem z Warszawy do Bukaresztu – to był 5 lipca 1979 rok – a następnie z Bukaresztu do Tel Awiwu. Pamiętam, że na pokładzie samolotu leciała grupa sowieckich jeszcze wtedy Żydów i gdy samolot zbliżył się do Ziemi Świętej (pogoda była znakomita), zaczęli śpiewać tradycyjną żydowską pieśń. Dla nich Ziemia Święta była spełnieniem marzeń, które nosili w sobie od początku, ale dla mnie – też. Nie mogłem śpiewać żydowskiej pieśni ze zrozumiałych względów, ale była we mnie pieśń głęboko chrześcijańska, która z tą Ziemią Świętą się wiązała.
Pamiętam do dziś uderzenie gorącego powietrza, kiedy wyszedłem z samolotu, i zapach Ziemi Świętej. Najlepszym komentarzem do Biblii stawało się właśnie powolne, ale bardzo ubogacające, spotkanie z Ziemią Świętą. To było najważniejsze. Od tamtej pory Pismo Święte zaczęło dla mnie żyć w nowy sposób. Biblijne wydarzenia zaczęły się odtąd kojarzyć z biblijnymi miejscami.

Objaśniać słowo Boga

M.P.: Skoro Biblia jest tak bardzo zakorzeniona w konkretnym miejscu, konkretnym czasie, czy Ksiądz Profesor nie miał pokusy, żeby nie tylko przekładać Biblię, ale żeby napisać ją od nowa? Przesłanie objawienia napisać w realiach, w których żyjemy?

W.Ch.: Biblia to nie jest opowiadanie, które można po prostu dublować. Biblia to jest opowiadanie, które można i trzeba powtarzać oraz opowiadać na nasz własny sposób. Ale żeby to powtarzanie było owocne, potrzeba najpierw uszanować orędzie Biblii takim, jakim ono jest. Trzeba zastanowić się nad rodzajami i gatunkami literackimi, nad stylem, nad sposobem przedstawiania, nad stroną psychologiczną – a nawet psychoanalityczną – biblijnego orędzia. Trzeba to wszystko uwzględnić, żeby, pojmując je na swój własny sposób, owocnie przedstawiać je innym.
Rozmaite doświadczenia religijne, o których mowa na kartach Biblii, są powtarzalne, ale jest w Biblii coś, co jest absolutnie unikatowe: przymierze przeżywane przez Izrael i jednocześnie pokazywane od strony Boga, przymierze coraz wyraźniejsze, które zawiera elementy coraz bardziej mesjańskie; Przymierze urzeczywistnione we wcieleniu Jezusa Chrystusa, czyli wejściu Syna Bożego w ludzką historię, oraz w Jego śmierci i zmartwychwstaniu.

N.P.: Dlaczego Bóg nie sprawił, żeby Biblia była całkowicie jasna. Dlaczego uczniowie muszą w szkole zmagać z problemami, takimi jak ten: skąd się wzięły wnuki Adama i Ewy?

W.Ch.: Biblia odsłania nam przede wszystkim sposób działania Boga wobec człowieka, człowieka który potrzebuje wyzwolenia. Biblia pokazuje, że Bóg jest bardzo blisko każdego człowieka. Oczywiście, w związku z tym, o czym mówi Biblia, człowiek ma całą masę pytań. Chce znać sprawy, które są marginalne. Ale taki jest człowiek i trzeba to uszanować.
Mamy tu paradoks bardzo dosłownego odczytania Biblii, polegający na tym, że stawia się pytanie: skoro Adam i Ewa mieli trzech synów (Kain zabił Abla i wtedy Bóg dał im Seta) oraz jeszcze innych synów i córki, to ich dzieci pochodzą z kazirodczych związków braci z siostrami. Gdyby rzecz pojmować bardzo dosłownie... Oczywiście zawsze istnieje pokusa, aby opowiadania biblijne pojmować bardzo dosłownie. Tradycja dosłownego rozumienia jedenastu pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju jest bardzo długa.
Tam, gdzie natrafiamy na tego rodzaju próby odczytywania tekstu Biblii, to nie Pan Bóg sprawia nam trudność, tylko my sami ją sobie sprawiliśmy. Bo czytając Biblię, chcemy znać okoliczności, przyczyny według tego myślenia przyczynowo-skutkowgo. Stawiamy pytania lekceważące gatunek literacki biblijnych tekstów. Tymczasem w Biblii najważniejsze jest pytanie o znaczenie tych opowiadań – traktowanie ich jako swoistej przypowieści odsłaniającej dylematy człowieczego losu. Jeżeli tak to się traktuje, wówczas pytanie o pochodzenie wnuków Adama i Ewy przestaje mieć sens.

M.P.: Ksiądz Profesor jest bardzo mocno zaangażowany w dialog katolicko-judaistyczny. Czy Biblia łączy czy dzieli katolików i żydów?

W.Ch.: Sądzę, że powierzchownie patrząc – łączy. Wydaje się, że bierzemy do ręki Stary Testament i możemy go wspólnie czytać. Ale kiedy bierzemy do ręki egzemplarz Biblii, to zaczyna się dyskusja wokół tego, który to będzie? Czy będzie to Biblia hebrajska czy Stary Testament, który jest obszerniejszy niż Biblia hebrajska? Czy bierzemy w oryginale czy w przekładzie, a jeżeli w przekładzie, to w którym przekładzie? (Wiadomo, że przekłady chrześcijańskie są zorientowane chrystologicznie). Dalej, jeżeli czytamy Biblię, to w jakiej tradycji ją czytamy i objaśniamy? Czy w chrześcijańskim czytaniu Biblii uwzględniamy tradycję żydowską oraz czy w żydowskim czytaniu Biblii postulujemy uwzględnienie tradycji chrześcijańskiej (ten postulat jest bardzo rzadko podejmowany). Wtedy szybko okazuje się, iż Biblia nas dzieli. I właśnie dlatego dialog stanowi zadanie, które mimo tych wszystkich trudności, powinno być realizowane. Przy wspólnym czytaniu i komentowaniu Biblii dochodzi do głosu to, jacy naprawdę jesteśmy. Wtedy może się okazać, że za fasadą rozmaitych błahych, czasami wręcz pustych słów, ukłonów i grzeczności nie kryje się nic głębszego. Z drugiej strony może się też okazać, że, czytając księgi święte, odstępujemy od wielowiekowych nawyków wzajemnego odcinania się od siebie, a nawet wrogości, i chcemy budować nową przyszłość, której fundament stanowi przeświadczenie, że jesteśmy dziećmi jednego Boga.

Rozmawiali:
o. Mateusz Pindelski SP
Natalia Polak

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama