Czy naprawdę wierzysz w istnienie aniołów?

Walt Shepard już wierzy! A był tak przygnębiony nieudanym związkiem, że chciał skończyć ze sobą.

Reklama

W mrokach niedzielnych godzin wczesnoporannych pędził swoim sportowym samochodem z prędkością ponad 160 km/h autostradą międzystanową Interstate 10 na północ od Nowego Orleanu.

Przed sobą na poboczu ujrzał coś, co przypominało porzucony samochód. Oto jego szansa. Z całym impetem uderzył w tył pojazdu. Nastąpiła eksplozja, po której obydwa samochody stanęły w płomieniach.

W pobliskim motelu kierownik na nocnej zmianie usłyszał huk zderzenia i zadzwonił pod numer alarmowy 911. Walt został wyrzucony siłą uderzenia przez przednią szybę i leżał na zmiażdżonym silniku, uwięziony pod zgniecioną blachą maski. Wokół niego szalały płomienie. Stracił przytomność.

Drogówka przybyła niezwłocznie, ale buchające płomienie nie pozwoliły policjantom podejść do wraku. Nagle funkcjonariuszy i kierownika motelu w osłupienie wprawił widok dwóch postaci, które podeszły do samochodu i wyciągnęły Walta z płomieni.

Policjanci chcieli przesłuchać dwóch nieznajomych, by dowiedzieć się więcej o wypadku, ale jak tylko mężczyzna został umieszczony w ambulansie, tajemniczy pomocnicy w niewyjaśniony sposób zniknęli.

Ojciec poszkodowanego, który był misjonarzem, rozmawiał ze świadkami akcji. Wszyscy oni zgodzili się co do tego, że te dwie niezidentyfikowane osoby zbliżyły się do samochodu, jak gdyby w ogóle się nie palił. Cała akcja ratunkowa wprawiła w zdumienie policjantów z drogówki.

Dla Walta rozpoczęły się miesiące rekonwalescencji, na którą składały się zabiegi chirurgiczne i sesje terapeutyczne. Zmagał się z gniewem, ale zaczął również myśleć o swoim życiu i dorastaniu w domu misjonarzy prezbiteriańskich. Gdy tak leżał w gipsie na szpitalnym łóżku, cały sfrustrowany i zrozpaczony, w końcu zdecydował się na modlitwę. Stwierdził: „Panie, nie dam rady. Potrzebuję Twojego przebaczenia… Wejdź w moje życie i zrób porządek”. Następnego ranka po przebudzeniu czuł się wypoczęty po raz pierwszy od pięciu lat!

Tamtego dnia odwiedził go ojciec. Ucieszył się niezmiernie, słysząc, że syn zaczął się modlić. Stwierdził: „Synu, sądzę, że zostałeś uratowany przez dwóch aniołów po to, byś miał szansę zrobić to, co zacząłeś robić w tym tygodniu – doprowadzić swoje życie do ładu razem z Bogiem”.

Z początku Walt był sceptyczny, ale teraz, gdy minęło już kilka lat, mówi: „Wierzę, że aniołowie po prostu mają swój udział w tym, jak Bóg postępuje wobec nas. To doprawdy zdumiewające i jestem przekonany, że tamtego poranka aniołowie wyciągnęli mnie z ognia. I wierzę, że nadal działają w moim życiu”.

Czy wierzysz w tę historię? Nie jestem w stanie jej potwierdzić, ponieważ nie było mnie na miejscu wypadku. Niemniej przyznaję, że wpasowuje się ona w zakreślone w Biblii ramy działania aniołów w przeszłości, w dzisiejszym świecie oraz w przyszłości.

Czyż nie są oni wszyscy duchami służebnymi, posyłanymi na pomoc tym, którzy mają odziedziczyć zbawienie? (Hbr 1, 14)

  mat. prasowy ZACHĘTA DO REFLEKSJI: No dobrze, rozważmy to pytanie jeszcze raz: Czy naprawdę wierzysz w istnienie aniołów? Krytycy mają to do siebie, że zawsze wypowiadają się, podając w wątpliwość wszystko, co wiąże się ze sferą duchowości. Ale ty masz dostęp do znacznie lepszego źródła. Biblia – od początku do końca – przedstawia proste założenie, według którego aniołowie naprawdę istnieją. W rzeczywistości znaleźć w niej można ponad 300 bezpośrednich odniesień do tych istot! Przekonaj się sam, sprawdzając to w swojej konkordancji biblijnej.

***

Tekst pochodzi z książki "W towarzystwie aniołów" autorstwa Roberta Stranda. Wydawnictwo M, rok wydania: 2014.

 

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama