Równowaga między celebracją a egzystencją

Jak lilia rośnie, a symbolem jej wzrostu jest otwartość jej kielicha, tak Maryja wzrastała w cieniu słowa Bożego.

Reklama

Autentyczność doświadczenia chrześcijańskiego ma miejsce na skrzyżowaniu dróg celebracji i egzystencji. Jeśli istnieje potrzeba przeżywania doświadczenia liturgii celebracji chrześcijańskich w wymiarze teologicznym, to nie w mniejszym wymiarze istnieje potrzeba przyjęcia na płaszczyźnie egzystencjalnej trwałego znamienia, jakie celebracja wyciska na każdym dniu naszego życia.

Obydwa momenty są dla siebie wzajemnie niezbędne, a dominowanie jednego nad drugim oznaczałoby zachwianie równowagi na poziomie tej syntezy, którą nazywamy „jednością życia”. Natomiast punktem przecięcia się obydwu tych linii jest osoba samego Chrystusa. Ten bowiem, który swoje życie uczynił doskonałym kultem duchowym dla Boga Ojca, On właśnie jest początkiem, autorem i celebransem tych celebracji, które w Kościele nazywamy sakramentami.

Z tej perspektywy określenia Soboru Chalcedońskiego (451 r.) odnoszące się do istnienia Chrystusa Boga i Człowieka stają się wyjaśnieniem także relacji tych dwóch momentów życia chrześcijańskiego: obydwa elementy – celebracja i życie – są głęboką jednością bez pomieszania i zamiany, bez podziału i rozłączenia.        

Prawdziwym wyznacznikiem autentycznego życia chrześcijańskiego nie jest to, czy się „wysłuchuje” niedzielnej mszy, lecz związek między liturgią celebracji i liturgią egzystencji. Najistotniejszą sprawą jest osmoza zachodząca między tym, w co się wierzy, co się celebruje i czym się żyje. Dlatego też wielowiekowa działalność charytatywna Kościoła – działalność, w którą zaangażowane jest każde dziecko Kościoła czasów współczesnych i dawniejszych – jest niejako przedłużeniem „łamania chleba”.

Konsekwencje wynikające ze Mszy Świętej na płaszczyźnie społecznej nie są celem samym w sobie, lecz praktycznym owocem celebrowanego Misterium, urzeczywistniającym się w życiu codziennym każdego chrześcijanina. W ten sposób dochodzimy do wniosku, że życie jest papierkiem lakmusowym sprawdzającym autentyczność przeżywania Mszy: jeżeli życie jest przemieniane przez Eucharystię, wówczas sama Eucharystia jest owocna; jeżeli tak nie jest, wówczas sama celebracja pozostaje niepełna.     

Na zakończenie pozwolę sobie przywołać pewne wspomnienie z mojego życia. Wiele lat temu każdego dnia po południu szedłem w górę stromą ulicą Porta Lavernale na Awentynie, by asystować w zajęciach na Papieskim Instytucie Liturgicznym św. Anzelma w Rzymie.  Miałem w zwyczaju być na miejscu pół godziny wcześniej, by przez moment móc pomodlić się kościele tamtejszego opactwa. O tej godzinie pewien zakonnik z Katalonii miał w zwyczaju ćwiczyć grę na organach, wypełniając całą przestrzeń kościoła niezapomnianą muzyką.

Dobrze pamiętam, że zazwyczaj siadałem przed skromnym ołtarzem po lewej stronie absydy – na przedniej części tego ołtarza widniała rycina z symbolem chrześcijańskim. Był to otwarty kielich utworzony z dwóch płatków białej lilii na które schodziły trzy pozłacane promienie białej gołębicy z rozpostartymi skrzydłami. Po dziś dzień pamiętam moje przemyślenia dotyczące tego symbolu.    

Obraz kielicha był chętnie używany przez autorów starożytnych jako odniesienie do Maryi. Gołębica jako symbol Ducha to tradycyjny element ikonografii chrześcijańskiej. Złoto promieni, które wychodzą z gołębicy, to symbol boskości i łaski Ducha. Otwarte płatki lilii mówią o ofierze i dyspozycyjności Dziewicy, którą Gabriel pozdrowił jako „łaski pełną” – całą świętą (pan-haghía). Otwartość kielicha na promienie Ducha symbolizuje kult duchowy, jaki miał miejsce w całym życiu Maryi i w Jej matczynym zjednoczeniu z Synem. 

Jak lilia rośnie, a symbolem jej wzrostu jest otwartość jej kielicha, tak Maryja wzrastała w cieniu słowa Bożego, aż osiągnęła otwartość i całkowitą dyspozycję względem zbawczego planu Trójcy Przenajświętszej.

Maryja jest nieskalanym kielichem lilii, który przyjął słowo Boga, gdy Duch osłonił Ją swym cieniem (por. Łk 22,20 i 1 Kor 11,25). Konieczne było, by Słowo przyszło do Niej, by Duch okrył ją swym cieniem, by Ona przyjęła w wolności to Słowo i pozwoliła, by w Niej z jej ciała i krwi kształtowało się człowieczeństwo Chrystusa – sakrament naszego zbawienia, ludzkie ciało Chwalebnego Ukrzyżowanego, które jest „zawiasem” naszego zbawienia.

***

Tekst pochodzi z książki Żyć w Chrystusie według Ducha. Teologia sakramentów wtajemniczenia chrześcijańskiego, Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama