Nie leń się!

Garść uwag do czytań na XXXIII niedzielę zwykłą roku A z cyklu „Biblijne konteksty”.

Reklama

  • Człowiek ma pomnażać dane mu przez Boga dobro.... A zło? O nim ani w tej, ani w kolejnej opowieści Jezusa nie ma mowy. Jest o zaniedbaniu dobra. To zaniedbanie w tych przypowieściach jest złem. Jest więc o lenistwie, obojętności, nieczułości na ludzkie potrzeby... Na pierwszym planie jest więc pracowitość. Pracowitość w mnożeniu dobra. To z tego kiedyś będzie nas Bóg rozliczał.

    Wydaje się, że warto sobie w tym miejscu uzmysłowić, jak zdecydowana większość ludzi ma na co dzień wiele okazji do mnożenia dobra. Serio. W rodzinie będzie to na przykład służba dzieciom. Gdy są małe, trzeba im służyć na okrągło Karmić je, poić, ubierać, przewijać i po nich sprzątać. No i być z nimi, znaleźć czas, nawet na rozmowy o byle czym. Gdy dzieci są większe zakres obowiązków się zmienia, ale nie znaczy że zmniejsza. Także praca zawodowa, dzięki której rodzina ma na utrzymanie, jest służbą dla niej...

    A ci, którzy dzieci (już) nie mają? Małżonkowie służą sobie nawzajem. Nie tylko w pracach domowych. Dobrym słowem, życzliwym gestem. To przecież pomnażanie danego przez Boga talentu, pomnażanie dobra. Dzieci z kolei służą rodzicom przede wszystkim wtedy, gdy są już samodzielne. Wtedy  znajdują dla nich czas na odwiedziny, wtedy w razie potrzeby opiekują się nimi....

    A osoby samotne? Sąsiedzi, przyjaciele? Jest przecież też praca zawodowa. W zdecydowanej większości sytuacji w środowisku pracy też jest okazja do czynienia dobra. Czasem wobec współpracowników. Ale w zdecydowanej większości przypadków to sama praca jest też świadczeniem jakiegoś dobra bliźnim. Ot, to moje pisanie. Jeśli choćby tylko paru osobom w czymś pomoże, to już przecież jest coś, prawda? A taki ksiądz w konfesjonale, pielęgniarka,  nauczyciel, sprzedawca, sprzątaczka, kierowca autobusu... Ile dobra dzieje się przez ich ręce. Ile razy pomnażają dobro dobrym słowem, życzliwością, uśmiechem czy żartem.
     
  • Jezusowa przypowieść o talentach to też w pewnym sensie ostrzeżenie przed dość często spotkaną postawą, którą chyba najlepiej ujmuje śląskie powiedzenie: „zrób się głupi, przyjdziesz fraj”  Czyli udawaj że nic nie wiesz i nic nie umiesz, to szybciej będziesz miał wolne, bo nikt ci żadnej pracy nie dołoży. Tak to czasem bywa, że w tej samej firmie, na tych samych stanowiskach i z tą samą wypłatą jedni gonią jak szaleni, a i tak ledwie się wyrabiają, a inni mają czas i na kawę i na drugie śniadanie i na poczytanie czegoś ciekawego i na pogaduszki. To nie tylko wina szefa, który niesprawiedliwie dzieli pracę. On czasem zwyczajnie nie ma sił, żeby się użerać z takimi, którym się ciągle nie chce. Takimi, którym ciągle trzeba przypominać, poganiać ich, a potem jeszcze po nich poprawiać. Bo przecież jak robota nie będzie zrobiona, to jego zwierzchnik będzie miał do niego pretensje, nie do lenia.

    Oczywiście można się żachnąć, że to z przypowieścią o talentach nie ma nic wspólnego, bo przecież tam chodzi o pomnażanie dobra, a „sługo zły i gnuśny” słyszy człowiek, któremu się pomnażać tego dobra nie chciało. Ano właśnie. Przecież  zdecydowana większość zajęć zawodowych, to pomnażanie jakiegoś dobra. Wytwarzanie czegoś, naprawianie, usługiwanie, sporządzanie dokumentów potrzebnych do działania firmy...  To lenistwo tego czy innego pracownika niekoniecznie sprawi, ze firma zaraz źle funkcjonuje. Ale może mieć przez to kłopoty. A przede wszystkim to lenistwo sprawia, że więcej roboty ma sumienny bliźni. Który nieraz w duszy zaklnie w swojej bezsilności, zezłości się, a potem nie wytrzymawszy napięcia odreaguje na bliskich.

    To jego problem? Owszem, ale to też problem gorszyciela. Tak, gorszyciela, Bo nie ten nim jest, kto bliźniego oburzył. Jest nim ten, kto uczynił go gorszym. A jeśli ktoś z mojego powodu, z powodu mojego lenistwa zaczyna kląć i irytować się na swoich bliskich... Wiadomo...
«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • pytia
    13.11.2014 13:28
    Wszystko fajnie, tylko dlaczego Autor używa, wynalezionego przez ludzi wrogich chrześcijaństwu, określenia "nasza era" - zamiast - co jest standardem wśród ludzi wierzących i myślących - "po Chrystusie"... Warto by się pilnować zwłaszcza w komentarzu biblijnym.
  • Andrzej_Macura
    13.11.2014 15:18
    Wymyślonego przez wrogów chrześcijaństwa? A czemu niby to "nasza" era, a przedtem "nie nasza"? Czy nie z powodu Jezusa Chrystusa? Czy powiedzenie, że żyjemy w erze chrześcijańskiej jest wrogie chrześcijaństwu? Tak obiektywnie, bez uprzedzeń?

    Świadom jakie emocje wzbudza to sformułowanie za pierwszym razem, kiedy pisałem o datowaniu Księgi Przysłów, napisałem "w V wieku przed Chrystusem". Za drugim razem też tak najpierw napisałem. Ale potem poprawiłem. Dlaczego?

    Napisać że 1 list św. Pawła do Tesaloniczan został napisany w 50 roku po Chrystusie może sugerować, ze chodzi o 50 lat po Jego śmierci i zmartwychwstaniu, prawda? Mnie się w każdym razie przy czytaniu tego co napisałem tak skojarzyło. Tymczasem ten list powstał - jeśli przyjąć, ze Pascha Jezusa miała miejsce ok 33 roku - ledwie kilkanaście lat po tych wydarzeniach. Kiedy żyło jeszcze wielu świadków tamtych wydarzeń. Dlatego poprawiłem. Żeby nie zostać opacznie zrozumianym.

    Informacja ta, nieistotna z perspektywy tego co pisałem, ma jednak spore znaczenie jeśli chodzi o wiarygodność przekazu Pisma Świętego. To nie są jakieś legendy spisane w czasach, w których już nikt nie mógł niczego sprawdzić. Niestety, tak się dość często na Pismo Święte patrzy. Przez łatwe do pomylenia "w 50 roku po Chrystusie" z "50 lat po Chrystusie" wolałem użyć bezpieczniejszego w tym kontekście "50 rok naszej ery"
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama