Ja i mój dom chcemy służyć Panu

– Byłem jak umarły, a wróciłem do żywych. To Jezus mnie uratował, a miejscem spotkania Zmartwychwstałego była Galilea – opowiada Darek Staśko.

Reklama

Dariusza Staśko do uczestnictwa w rekolekcjach „Nowe Życie” trzy lata temu namówiła przyjaciółka. – Znała Galileę i miała w sercu pewność, że i ja powinienem tam jechać. Nie chciałem, ale ona prosiła, dzwoniła, pisała esemesy. A ja nie czułem się godny, żeby ludzie na mnie patrzyli, a co dopiero Bóg… – wspomina Darek.

Żyłem w grzechu…

W końcu pojechał. – Już pierwszego dnia rekolekcji usłyszałem coś, co zwaliło mnie z nóg. Jechałem z przekonaniem, że dla takiego grzesznika jak ja nie ma szans, a Bóg dał mi słowo, że mnie kocha – pomimo moich grzechów – wspomina. Darek swoją przygodę z alkoholem zaczął, mając 17 lat – najpierw „niewinnie”, a potem pił już bez końca. 15 lat temu zostawił też żonę i córkę, związał się z inną kobietą.

– Żyłem w grzechu, w rozpuście i jeszcze bardziej pogrążałem się w alkoholu, przez który niejeden raz straciłem pracę. Oszukiwałem się, że jestem wolnym człowiekiem, bo nikt nie zabroni mi picia i imprez. W głębi serca uważałem jednak, że jestem nikim i staczam się – wyznaje. Do kościoła raczej nie chodził. Myślał, że są tam ludzie „godni”, którzy Boga kochają, bo się modlą. – A ja byłem przecież wyrzutkiem społeczeństwa. I nagle w Stryszawie poczułem, że Bóg naprawdę mnie kocha. Uwierzyłem w Jego słowa tak bardzo, że chciałem coś w sobie zmienić. Jezus zareagował na to zielone światło i dzięki modlitwie ludzi ze wspólnoty wkroczył w moje życie. Unormował mój czas pracy, relacje z bliskimi. Z dnia na dzień zabrał alkohol i papierosy, a paliłem po 40 dziennie – opowiada.

Jak przekonuje, Duch Święty, którego prosił o pomoc, przygotował też jego żonę na rozmowę. Po 15 latach zadzwonił do niej, by przeprosić za wszystkie krzywdy, a ona przyjęła to spokojnie i choć nie wrócili do siebie, dziś utrzymują „pokojowe” kontakty. – Nawet córka mnie nie odrzuciła. Słowa wielkanocnej sekwencji: „Zmartwychwstał już Chrystus, Pan mój i nadzieja, a miejscem spotkania będzie Galilea”, stały się moim udziałem. 2 tysiące lat po zmartwychwstaniu, w stryszawskiej Galilei, spotkałem żywego Jezusa. Albo raczej: On pozwolił, bym Go spotkał, by stał się cud – nie kryje wzruszenia Darek, obecnie animator jednego z Domów Zmartwychwstania, czyli prywatnych domów, w których odbywają się cotygodniowe spotkania modlitewne Galilei. – Nadzieja jest w Jezusie. W Nim mam obumierać, zmartwychwstawać z upadków i dla Niego mam mieć coraz więcej miejsca w sercu. Żyć od Paschy do Paschy – przekonuje.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama