Beztroscy zwycięzcy

Garść uwag do czytań na II niedzielę wielkanocną roku B z cyklu „Biblijne konteksty”.

Reklama

Zmartwychwstanie Jezusa to największe wydarzenie w historii ludzkości. No bo czy jest ważniejsza od tej wieść? Okazuje się, że dla nieuchronnie umierających jest nadzieja. Nic dziwnego, że czytania II Niedzieli Wielkanocnej koncentrują się wokół tej prawdy. Przecież samo stwierdzenie faktu to mało. Jest co rozważać. I zastanawiać się, jak to wydarzenie, tak ważne dla przyszłości,  powinno zmieniać naszą teraźniejszość.

Ewangelia tej niedzieli jest ta sama co rok wcześniej. Proszę więc wybaczyć, że przy jej omawianiu posłużę się w dużej mierze tym co napisałem wcześniej....

1. Kontekst pierwszego czytania Dz 4,32-35

Pierwsze czytanie II Niedzieli Wielkanocnej roku B to jedna z kilku krótkich charakterystyk wspólnoty pierwszych chrześcijan. Ciągle jeszcze są w Jerozolimie, dopiero niedawno zstąpił na nich Duch Święty. Zaczynają się pierwsze cuda – uzdrowienie chromego – oraz pierwsze spory i szykany ze strony przywódców Izraela. A jego uczniowie, niesieni Duchem Świętym, głoszą zwycięstwo Chrystusa Zmartwychwstałego. I nic nie jest w stanie ich powstrzymać. Nic dziwnego, że w tej atmosferze radości i oczekiwania na rychły powrót Jezusa sprawy materialne nie miały większego znaczenia. Zresztą ta beztroska doprowadzi po jakimś czasie do wielkiego zubożenia tej gminy  tak, ze inne Kościoły będą dla niej organizowały zbiórkę. Póki co jednak trwa święto radości. Przytoczmy tekst tego czytania (pogrubiona czcionką) wraz z krótkim, dwuwierszowym dodatkiem pokazującym konkret.

Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących. Żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne. Apostołowie z wielką mocą świadczyli o zmartwychwstaniu Pana Jezusa, a wszyscy oni mieli wielką łaskę. Nikt z nich nie cierpiał niedostatku, bo właściciele pól albo domów sprzedawali je i przynosili pieniądze [uzyskane] ze sprzedaży, i składali je u stóp Apostołów. Każdemu też rozdzielano według potrzeby. Tak Józef, nazwany przez Apostołów Barnabas, to znaczy "Syn Pocieszenia", lewita rodem z Cypru, sprzedał ziemię, którą posiadał, a pieniądze przyniósł i złożył u stóp Apostołów.

Co zwraca uwagę?

  • Jedność członków pierwotnego Kościoła, wyrażająca się w wielkiej trosce o biedniejszych braci i chętnym dzieleniu się z nimi swoim bogactwem.
     
  • Świadczenie z wielka mocą o zmartwychwstaniu Jezusa. To „z wielka mocą” znaczy pewnie odważnie, bez kompleksów, ze wsparciem  mądrości Ducha świętego oraz – co pewnie też nie bez znaczenia – z potwierdzaniem nauczania cudami i znakami.

Byłbym jednak bardzo ostrożny w stawianiu tych pierwszych chrześcijan za wzór. I to nie z powodu roztropności jeśli chodzi o gospodarowanie pieniędzmi. Po prostu taki power można mieć tylko dzięki łasce Bożej. Nie da się go z siebie własnymi siłami wykrzesać. I jeśli nam go brakuje, to chyba nie z powodu jakiejś naszej winy, ale raczej dlatego, że chyba nie jesteśmy aż tak przez Boga obdarowani. Zaś w całym tym tekście bardziej niż zachętę do budowania świętych wspólnot na wzór pierwszych chrześcijan widziałbym raczej głównie... dowód na zmartwychwstanie Chrystusa. Dlaczego?

Rybacy, celnik i kilka osób niewiadomych profesji. To Apostołowie. Jacyś, bliżej nam nieznani, inni uczniowie. Jak dołączony do grona Apostołów Maciej, jak mający mniej szczęścia w tym losowaniu Józef Barsaba Justus, jak Józef z Arymetei czy Nikodem i grono kobiet. Zwyczajni ludzie. Widzieli zmartwychwstałego Jezusa? Na pewno. Ale przecież i oni musieli się zastanawiać, czy im się nie przywidziało albo czy nie zostali oszukani. Nawet niewierny Tomasz. Jest jednak coś, co musiało dla nich być dowodem nie do podważenia. To, że oni, prości ludzie, zyskali naraz odwagę i mądrość by wyjaśniać Pisma? Odwagi może człowiekowi przybyć i bez doświadczenia cudu. Mądrości... Wszak ktoś mógł ich pouczyć. Niekoniecznie – jak twierdzili – Zmartwychwstały, przez 40 dni, aż do swojego wniebowstąpienia. Ale kiedy zwyczajny człowiek odkrywa, że może powiedzieć do człowieka chromego „w imię Jezusa Nazarejczyka, chodź” – jest taka scena rozdział wcześniej –  a on wstaje i chodzi, to tego nie da się wytłumaczyć wzrostem odwagi, mądrości, zbiegiem okoliczności czy jeszcze czymś innym. Kiedy odkrywa się w sobie nagle taką moc nie można nie wierzyć,  że zmartwychwstanie nie było ani przywidzeniem ani oszustwem. Ma się w ręku namacalny dowód. A wtedy wszystko inne łatwo już porzucić. Przecież to inne i tak nie ma już znaczenia...

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama