Mamona i opatrzność

„Nie martwcie się” – zachęca Pan Jezus.

Reklama

1. „Nie możecie służyć Bogu i Mamonie!” Radykalizm pouczeń Chrystusowego Kazania na Górze zatrzymuje się w czytanym dziś fragmencie Ewangelii na relacji człowieka do świata i Pana Boga. Bóg Stwórca staje po jednej stronie, Mamona po drugiej. Stary Testament nie zna słowa „mamona”, nie zna też bożka o takim imieniu. W odczytaniu obrazu pomaga język aramejski, będący w powszechnym użyciu w Palestynie w czasach Pana Jezusa. Rzeczownik ma’mon znaczy zysk, bogactwo. W skrajnym znaczeniu słowo staje się wręcz jakimś nazwaniem demonicznej siły, która totalnie odwraca od Pana Boga, a każe się skupić na tym, co doczesne i materialne, a co więcej, zaślepia i zamyka człowieka w tym, co nietrwałe i przemijające.

2. „Nie martwcie się” – zachęca Pan Jezus. Ta troska dotyczy ubrania i jedzenia, a więc tego wszystkiego, co jakoś symbolicznie stanowi o naszej codzienności. Opisując owo zamartwianie się, ewangelista Mateusz użył greckiego czasownika merimnao. Jego znaczenie wskazuje na postawę zatroskania, ale czasownik posiada szersze pole znaczeniowe, aż po pozostawanie w postawie lęku i przygnębienia, które przeczą jakiejkolwiek nadziei. A przecież nadzieja jest fundamentalną postawą, która pozwala przyjąć orędzie o zbawieniu.

3. „Ja nie zapomnę o tobie”. Z Jezusowym kazaniem harmonizuje orędzie zapisane w starotestamentowej Księdze Izajasza. Ono jest wielką kartą potwierdzającą prawdę o Bożej opatrzności. Bóg i Stwórca nie tylko powołał wszystko do istnienia, ale też opiekuje się tym, czemu dał istnienie, a szczególnie człowiekiem. Dzisiejsze pierwsze czytanie wieści, że „nawet gdyby ona (matka) zapomniała, Ja (Pan Bóg) nie zapomnę o tobie”. O tym samym mówi Pan Jezus: „Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie”, i pokazuje fundament: „Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane”.

4. Niejeden raz rozmawiałem z misjonarzami, którzy podczas urlopów wracali do Polski. Wśród wielu ich opowieści, pokazujących mentalne różnice między nami i mieszkańcami Afryki, słyszałem o sposobie reagowania na trudne, a nawet dramatyczne wydarzenia. Misjonarze opowiadali, że wtedy ci ludzie po prostu zaprzestawali jakiejkolwiek aktywności. Przychodzi kłopot, trzeba go przeczekać, bo przecież ta sytuacja minie. My reagujemy zupełnie inaczej: szukamy rozwiązań, często miotamy się, dokonujemy różnych wyborów i podejmujemy decyzje dalekie od tych wyuczonych z codzienności. Kto ma rację? Zdaje się, że poprawną odpowiedź, jeszcze w chrześcijańskiej starożytności, na przełomie IV i V w., znalazł św. Augustyn, biskup Hippony: „Pracuj tak, jakby wszystko zależało od ciebie, ale ufaj tak, jakby wszystko zależało od Pana Boga”. Tę samą myśl po ponad tysiącu lat powtórzył św. Ignacy Loyola, założyciel zakonu jezuitów. I chyba warto tę myśl powtórzyć dzisiaj, bo ona jest zanurzeniem się w opiekuńczej opatrzności Boga Stwórcy. 

«« | « | 1 | » | »»

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama