Nie musisz postawić na swoim

Odrzuć prowadzące do zemsty pogardę i gniew.

Reklama

Spędzona w pociągu noc nie pozwoliła młodym organizmom wypocząć. Ponury poranek nie rozgrzał serc optymizmem. Ot, gehenna początku wakacji lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Do tego autobus zapchany. To tylko ze czterdzieści minut, ale... Można wytrzymać, jeśli wszystko toczy się swoim torem. Gorzej, gdy w takiej chwili coś albo ktoś wejdzie w drogę.

I – niestety – wszedł. Na pierwszy rzut oka widać było, że do słabeuszy nie należał. Pijany i szukał zaczepki. Ładne dziewczyny? O, trzeba się popisać. Choćby głupim gadaniem. Janka wolała udawać, że nie słyszy. Za to Magda wdała się w dyskusję. Jedna cięta uwaga, druga, trzecia....  Pijany robił się coraz bardziej agresywny. Za chwilę przejdzie do rękoczynu – pomyślał nie na żarty wystraszony Marcin. Wprawdzie w autobusie pełno ludzi, ale przecież nie wiadomo, ilu wśród nich znajomków tego draba. Nie wiadomo jak się sytuacja potoczy. Kto się wstawi za jakimiś turystami? Na szczęście Olek nie stracił zimnej krwi. Zagadał do pijanego. Udało mu się odwrócić jego uwagę od Magdy. Rozmawiali jak ludzie, którzy nagle uświadomili sobie, że mają wspólnych znajomych. Po kliku minutach nawet się rozpogodził. Dalej oczywiście, jak to pijany, wygadywał głupoty, ale już nikogo nie chciał bić. Dopóki Magda znów nie wypaliła....

– Musiałaś się odzywać? – wybuchnął Olek, gdy w końcu dotrwawszy jakoś wysiedli z autobusu.
– Gadał takie głupoty,  że trzeba mu było powiedzieć do słuchu – odparł jak zwykle pewna siebie Magda.
– Ty się nie możesz ugryźć w język, a ja się miałem z tym pijanym drabem bić, tak?

***

Wtedy Piotr zbliżył się do Niego (Jezusa)  i zapytał: „Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy?” Jezus mu odrzekł: „Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy.

Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który chciał rozliczyć się ze swymi sługami. Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który mu był winien dziesięć tysięcy talentów. Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, aby tak dług odzyskać. Wtedy sługa upadł przed nim i prosił go: «Panie, miej cierpliwość nade mną, a wszystko ci oddam». Pan ulitował się nad tym sługą, uwolnił go i dług mu darował. 

Lecz gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: «Oddaj, coś winien!» Jego współsługa upadł przed nim i prosił go: «Miej cierpliwość nade mną, a oddam tobie». On jednak nie chciał, lecz poszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki nie odda długu. Współsłudzy jego widząc, co się działo, bardzo się zasmucili. Poszli i opowiedzieli swemu panu wszystko, co zaszło. 

Wtedy pan jego wezwał go przed siebie i rzekł mu: «Sługo niegodziwy! Darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swoim współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą?» I uniesiony gniewem pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu całego długu nie odda. 

Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu”.

Trudny temat przebaczenia. Jezus stawia bardzo ciężkie wymaganie: nie siedem razy trzeba wybaczyć bratu, który zawinił, a siedemdziesiąt siedem razy. Czyli zawsze. Inaczej nie ma co liczyć na przebaczenie ze strony Boga. Czy to w ogóle realne?

Dla tych, którzy przekonani o swojej bezkarności niczym się nie przejmując krzywdzą bliźnich oczywiście tak. Nie ma problemu. Wybaczać to mogą głównie urojone winy. Ale dla słabych, dla tych, którzy naprawdę cierpią wskutek zła wyrządzonego przez bliźnich, czasem bardzo wielkiego, to nie takie proste. Pomijając poczucie upokorzenia, z którym można jeszcze jakoś się pogodzić, gdzie byłaby elementarna sprawiedliwość?

Czyżby Jezus w tym jednym, jedynym wypadku stawał nie po stronie słabych i krzywdzonych, a samolubnych i rozpychających się łokciami przez życie ważniaków? Czy unieważnia swoje błogosławieństwo wobec ubogich, cichych, prześladowanych, łaknących sprawiedliwości, a staje po stronie nic z nikogo sobie nie robiącej buty? Nie byłoby nic straszniejszego, niż wzruszyć ramionami na ludzkie krzywdy, a za winnego zepsucia dobrej atmosfery między ludźmi uważać tego, który szuka obrony przed dalszymi krzywdami i przywrócenia sprawiedliwości. Więc jak?

Obaj słudzy z przypowieści nie udają, że nic się nie stało. Są świadomi, że są winni bliźniemu pieniądze, a proszę nie o darowanie długu, a o odłożenie w czasie jego spłaty. Są świadomi, że powinni oddać. I choć mówiąc o konieczności przebaczania aż 77 razy Jezus wcale nie mówi, że trzeba takiej skruchy, to jednak przypowieść, którą uzupełnia swoją wypowiedź jest bardzo wymowna. Ten, który krzywdzi musi uznać, że jest dłużnikiem tego, któremu krzywdę wyrządził. Bez tego przebaczenie mogłoby być  zgodą na plenienie się zła.

To ostatnie nie jest oczywiście istotne, gdy chodzi o drobiazgi: krzywe spojrzenie, złośliwy osąd czy obrazę, które można po prostu puścić w niepamięć. Ale w sytuacji wielkich krzywd, zwłaszcza takich które nie są przeszłością, a ciągle trwają, oskarżanie tych, którzy – jak się wydaje – nie potrafią wybaczyć, jest po prostu draństwem.

Jak się wydaje. Bo przebaczenie to przede wszystkim – jak napisano w jednym z podręczników teologii moralnej – odrzucenie pogardy i gniewu pchającego do zemsty. Wystarczy, gdy wskutek decyzji o przebaczeniu relacje wrócą do poprawności. Nie jest natomiast brakiem przebaczenia domaganie się dla winnego kary, mające służyć naprawieniu zła i poprawie winnego. Z kolei winni, podobnie jak dłużnicy z Jezusowej przypowieści muszą przynajmniej uznać swoją winę. A jeśli to możliwe, zawsze powinni jakiś naprawić wyrządzone zło, naprawić zgorszenie, wyrównać krzywdy czy zadośćuczynić za zniewagę...

Dla nas, uczniów Chrystusa, słowa Jezusa o konieczności przebaczenia zawsze jednak pozostaną ważnym wyzwaniem. Tak, bo jak wcześniej, w Kazaniu na górze, uczył Pan Jezus, lepiej przez nieprzebaczenie nie nakręcać spirali nienawiści. Lepiej być tym „stratnym”, tym, który w sytuacji konfrontacji „praw” i „racji” ustąpił”. Nie dla świętego spokoju. Dla budowanie pokoju. By nie jątrzyć...

Tak postępując nie tylko stajemy się podobni do Boga, który jest dobry i dla dobrych i złych, ale możemy też liczyć na to, że w dzień sądu On nam też więcej wybaczy.

***

Żabi Mnich. Dla niewprawnego oka kawałek skały gubiący się wśród wielu innych turni wystających z grani okalających Morskie Oko. Janek idzie pierwszy. Na szerokiej półce zakłada stanowisko asekuracyjne. Zarzuca pętle na solidnie wyglądający skalny bambulec. Można by przejść półkę wyżej, ale na niej siedzą jeszcze inni, przymierzając się do nakrywającej tę półkę niewielkiej przewieszki. Dochodzi Andrzej.

– To musimy poczekać, co? – rzuca.
– Ano musimy.

Z nudów przymierza się do wspinaczki w otaczających go skałach. W pewnym momencie obejmuje turniczkę, na którą zarzucona jest stanowiskowa pętla i z całych sił ciągnie ją do siebie. Turniczka wysuwa się z trzymającego ją dotąd pionowo zakleszczenia.

– Jakieś ty stanowisko założył! – wrzeszczy Andrzej. – Chcesz nas pozabijać?!
– No, turniczka wyglądała na mocną – niepewnie próbuje tłumaczyć się Janek.
– Wyglądała, wyglądała! To brak podstawowych umiejętności wspinaczkowych! A sprawdziłeś?!

Nie było co się tłumaczyć. Andrzej był wystraszony. To dlatego tak się wściekał i żadne tłumaczenia, że wielka platforma, że bezpieczna asekuracja z ciała, że inny kąt, pod którym w razie czego obciążona była nieszczęsna turniczka do Andrzeja i tak by nie dotarły.

–  Pokonałeś tą przewieszkę w lepszym stylu niż ci, którzy szli przed nami – rzucił pochwałę Andrzej, gdy po ruszeniu stanęli na kolejnym stanowisku.

To był pierwszy krok ku pojednaniu. Jak wyciągnięta do zgody ręka. A po zejściu w doliny w ogóle już do kłótni w ścianie nie wracali. Czym byłby świat i ile warta byłaby przyjaźń, gdyby miały ją zburzyć takie drobiazgi?

***

To kolejny i ostatni tekst z cyklu "No to się zreformujmy", poświęconego Jezusowej wizji Kościoła na podstawie osiemnastego rozdziału Ewangelii Mateusza. Więcej artykułów z tego cyklu znaleźć można TUTAJ. Coś jeszcze? Cóż...

Sześć spraw, sześć tematów, które sam Jezus przedłożył jako swoje wymagania odnośnie do relacji w Jego Kościele... Na pewno warto wziąć je pod uwagę, kiedy dyskutujemy nad tym, jaki powinien być Kościół. I zastanawiać się nimi nie tylko od święta. Może warto by je uczynić przedmiotem któregoś z kolejnych "roków duszpasterskich"? Zwłaszcza że w roku A, w którym czytana jest Ewangelia według św. Mateusza część z tych jego nauk w ciągłej lekturze jest opuszczana....

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama