Im wyżej, tym większe wymagania

Zło wyrządzone przez nam równym boli. Wyrządzone przez tych "lepszych" wyjątkowo mocno demoralizuje.

Reklama

Ciepły czerwcowy dzień. Z tych, co to nie kasują się z pamięci i pozwalają na starość twierdzić, że dawniej to wszystko było lepsze. Nawet pogoda. Wyprawiliśmy się z kolegą do podkrakowskiej Doliny Kobylańskiej. Mieliśmy tam spotkać znajomego, któremu przypadł w udziale „zaszczyt” szkolenia w skalnej wspinaczce komandosów. Miła odmiana po codziennych obowiązkach. Gdzie on? Dopytaliśmy. No, niestety, akurat w skale. Instruuje nieszczęśnika, któremu to wspinanie nie za bardzo wychodzi. Mamy poczekać? Poczekamy. Przecież się nie pali. Siadamy obok żołnierzy. Ci... Hm... Zmęczeni chyba cokolwiek. Wszyscy leżą w słońcu i drzemią. No tak – pomyślałem – biedaki zmęczone po nocnych manewrach.

– Niech który przyniesie tę dodatkową linę – słychać po dobrych kilkunastu minutach z góry.

To nie do nas, choć oczywiście nie byłoby problemu. No ale ważne szkolenie, nie ma się co wtrącać. Jakiś starszy... hmm... może nawet nie rangą, ale wojskowym stażem żołnierz podnosi się nieco na boku i zaczyna się rozglądać. Szybko znajduje wzrokiem tego, którego szukał.

–  Ty! Zanieś tę linę – pada polecenie.

–  Ja? Znowu ja?! Dlaczego ja?!! – niespodziewanie rozgorączkowanie oponuje ten, któremu wydano polecenie. Zaczynają się słowne przepychanki.

– To ja zaniosę – szybko deklaruje inny żołnierz, widać kolega tego, któremu kazano pójść z liną.  

– Nie ty! – krzyczy wyraźnie już wkurzony ów starszy żołnierz. – Jemu kazałem!

Koniec końców zbuntowany linę zaniósł. Głośno narzekając na niesprawiedliwość. A ja zacząłem się zastanawiać  na ile te wszystkie opowieści o wojskowej fali są prawdziwe. Przecież wojsko to wojsko. Nie można tam tolerować fanaberii maminsynków ciągle strojących fochy, że coś się im każe robić. Muszą nauczyć się solidarnego współdziałania.

Ale po chwili przyszła i inna refleksja: może to, co widziałem, to tylko wierzchołek góry lodowej? Może byłem świadkiem aktu desperacji kogoś, na kogo ów starszy żołnierz się uwziął? Może miał już dość i nie wytrzymał? Tego się już nie dowiem, ale...


***


(...) Lecz kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza. Biada światu z powodu zgorszeń! Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia, lecz biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie. Otóż jeśli twoja ręka lub noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie! Lepiej jest dla ciebie wejść do życia ułomnym lub chromym, niż z dwiema rękami lub dwiema nogami być wrzuconym w ogień wieczny. I jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie! Lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do życia, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła ognistego.

Namówić do grzechu, uwieść do niego.... To jasne i oczywiste.  Na tym polega zgorszenie. Nie na wywołaniu oburzenia. Zwłaszcza takiego świętoszkowatego, co to tylko oburzenie udaje. Zgorszyć to uczynić kogoś gorszym. W tym kontekście przychodzą na myśl w pierwszym rzędzie wszystkie przestępstwa seksualne wobec nieletnich. Przestępstwa, w których zderzają się przebiegłość w złu z brakiem doświadczenia, by nie dać się wodzić za nos. Potem przychodzi konstatacja, że przekonywać, uwodzić czy namawiać można do bardzo różnorakiego zła.  Nieuczciwości, złośliwości, samolubstwa... Ale jest jeszcze jedno: przecież gorszym można też człowieka uczynić, kiedy się sprowokuje do grzechu, prawda? Tak jak owego żołnierza – załóżmy, że tak było – do wybuchu złości ciągłym wymyślaniem mu nowych obowiązków...

Są tacy miłośnicy muzyki (?), którzy lubią mocno podkręcone basy i łomot taki, żeby można było poczuć drżenie żołądka. Świetna przy tym zabawa, prawda? Może i dla tych, którzy w każdej chwili mogą z takiej imprezy wyjść. Gorzej z tymi, którym tego rodzaju imprezę urządza się pod oknem ich mieszkania. W każdy ciepły, letni weekend, przez kilka godzin dziennie. Można to okno zamknąć, ale to pomaga tylko trochę. I na dodatek w mieszkaniu zaraz zaczyna się robić duszno. „Jacy nieżyczliwi ludzie!” – dziwią się organizatorzy, kiedy dostają sygnały na skargi. No pewnie. Wredni. Tylko czy interweniowaliby, gdyby nie byli zmuszani przez "melomanów" co weekend parę godzin dziennie wsłuchiwać się, jak ich wnętrzności wpadają w rezonans z łomotem?

Drobnymi, ale częstymi złośliwościami można bliźniego doprowadzić do furii. Prawdziwą krzywdą – do grzechu obmowy. Lekceważeniem ludzkich praw – do buntu, strajku albo i rewolucji. Tak, można bliźnich doprowadzić do grzechu. A przy tym udawać krzywdzone furią, obmowami czy rewolucją niewiniątko. Ale Jezus mówił „biada”; że temu, kto powoduje zgorszenie, lepiej byłoby zawiązać młyński kamień u szyi i wrzucić w morze. I że lepiej stracić rękę, nogę czy oko, niż grzeszyć i tym grzechem powodować, że gorszy staje się maluczki.

Im jesteś we wspólnocie Kościoła ważniejszy, tym rzadziej twoje duchowe ułomności są tylko twoją sprawą. Bo to jakim jesteś człowiekiem wpływa na to, jak postrzegane są reprezentowane przez ciebie wartości, jak postrzegany jest Kościół. A czasem nawet zależy od tego i to, co maluczcy myślą o samym Bogu. Tak, jak to kiedyś napisał św. Paweł o Żydach „Z waszej to bowiem przyczyny - zgodnie z tym, jest napisane - poganie bluźnią imieniu Boga” (Rz 2,24). A z powodu grzechów tych wielkich, nieraz grzeszą maluczcy.

***

To był ciężki dzień. Długa trasa, spowalniające i wybijające z marszowego rytmu błota i powalone drzewa. No i te przelotne deszcze, karmiące ubrania i buty kolejnymi porcjami wilgoci. Do pustego schroniska Janek i Witek dotarli bardzo późno.

– Trzeba coś zjeść – rzucił Witek.

– Trzeba, ale nie mam sił cokolwiek przygotowywać – odpowiedział ledwie żywy Janek.

Witek, jak to Witek, choć też zmęczony, bez słowa zaczął wszystko robić sam. I zamiast bezsensownego w takich okolicznościach sporu, było tylko „proszę” i „dziękuję”. A światu przybyła jedna kropla dobra więcej.

Powyższy tekst jest pierwszym z wakacyjnego cyklu "No to się zreformujmy" o Jezusowej wizji Kościoła. Tam parę słów o pomyśle i - sukcesywnie - linki do kolejnych odcinków cyklu. 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama