Abp. Muszyński o prof. Annie Świderkównie

Kobieta niezwykła, mądra a do tego bardzo skromna. Tak prof. Annę Świderkównę zapamięta jeden z jej przyjaciół, abp Henryk Muszyński. Publikujemy wspomnienie metropolity gnieźnieńskiego o prof. Annie Świderkównie.

Reklama

Abp Henryk Muszyński: Ona sama uważała się zawsze za specjalistkę od kultury antycznej, a dokładniej od epoki hellenizmu i za filologa. W tym względzie jej zasługi są niekwestionowane. Cały jej pierwszy okres badawczy dotyczy tego zagadnienia. Była znakomitą znawczynią papirologii, pracowała w Egipcie, tłumaczyła teksty Homera. Wszystkie jej dzieła z pierwszego okresu, takie jak „Bogowie zeszli z Olimpu”, „Hellada Królów”, „Hellenika”, „Siedem Kleopatr”, dotyczą tego okresu. Ona nie tylko była wyśmienitym znawcą tej epoki, ale potrafiła znakomicie popularyzować te dzieła. Zresztą sama powiedziała, że w jakiś sposób identyfikuje się z postaciami, które opisuje, postaciami antycznymi, światem antycznym. Gdy kiedyś w zimie zapytano ją, czy nie jest jej aby zimno odpowiedziała: „jakże może być zimno, kiedy jestem w III w. przed Chrystusem i to w Egipcie”? Tak dalece identyfikowała się z tą rzeczywistością. Potrafiła ją znakomicie oddać poprzez tłumaczenia, na punkcie których była bardzo wrażliwa. Ponieważ znała zarówno świat grecki, jak i rzymski, widziała tę rzeczywistość jako preparatio evangelii. O ile świat rzymski przygotowywał, w znaczeniu struktur, dróg, jedności kulturowej, o tyle świat grecki przygotowywał duchowo.

Byłem świadkiem wielkiego przełomu, kiedy w latach 70. Pani Profesor zawsze odczuwała niedosyt, że nie zna języka hebrajskiego. Kiedy się dowiedziałem, że ona właściwie była samoukiem, miałem okazję ukazać jej ducha języka hebrajskiego, na czym on polega. Nawet pierwsze rozmowy dotyczyły tego właśnie zagadnienia. Potem była na tyle samodzielna, że kiedy weszła nie tylko w ducha, ale także w semantykę języka, to w niektórych wypadkach muszę powiedzieć, że ją podziwiałem. Ponieważ znała obydwa światy, dzięki temu mogła wydobyć wszystkie odcienie znaczenia biblijnego, bo one nie zawsze się pokrywały. W jej książkach to wyraźnie widać, i to w odniesieniu do takich zagadnień jak np. zmartwychwstanie czy zwiastowanie Matce Najświętszej.

Kiedy się później spotykaliśmy, to od jakiegokolwiek tematu byśmy nie zaczęli, prawie zawsze kończyło się na Biblii, na tłumaczeniach, na interpretacji. To był jej piękny, wielki świat, a także mój. Dzięki temu Biblia, a nawet więcej: miłość do Biblii tak bardzo nas złączyła.

Była osobą niesłychanie delikatną. Zawsze usiłowała wydobyć całą głębię i prawdę. Dzięki temu miała świadomość, że wszyscy jesteśmy właściwie sługami Prawdy Objawionej, która jest jak Bóg - przepastna i do samego końca nigdy człowiek nie dojdzie. Natomiast ona miała tyle talentów, że mogła dojść wyjątkowo daleko i głęboko. Dochodzi do tego jeszcze talent narratorski i popularyzatorski Pani Profesor. Pod tym względem była naprawdę unikalna.

Czytałem jej małą książeczkę o koniu Aleksandra Wielkiego, zatytułowaną „Bóg Effalas”. Pojawia się tam sporo postaci historycznych, ale też wiele dialogów fikcyjnych. Powiedziałem jej: Pani Profesor tak pięknie pisze, że mam wrażenie, jak gdyby nie tylko rozmawiała z Aleksandrem Wielkim, ale także z jego koniem. Odpowiedziała mi: nigdy nie polegam na jednostronnych relacjach.

Pani Profesor była świadoma, że posiada wyjątkowy dar. Sama mówiła, że mamy wielu biblistów i to dobrych, ale mało popularyzatorów. Zresztą znalazła bardzo oryginalny styl - rozmowy o Biblii. To był dialog. Ona chciała być i była przewodniczką. Jestem przekonany, że jeszcze przez długie lata Pani Profesor będzie przewodniczką dla wielu, ponieważ trudno naśladować jej styl.

Ja z trudem czytałem publikacje biblijne, ale publikacje Pani profesor czytałem najpierw ze względów osobistych, ponieważ bardzo mnie to interesowało, a po wtóre ze względu na sposób jej popularyzacji. Filologia to był bardzo silny argument, motyw Pani Profesor, a ponadto wspomniana popularyzacja. Dla przykładu: kiedy mówiła o tym, że tradycja biblijna kształtowała się przez X wieków, wszyscy wiedzieliśmy o tym, ale to jest teoria. A ona powiedziała: proszę sobie wyobrazić od Mieszka do naszych czasów. To jest taki konkret, który mówi coś dzisiejszemu człowiekowi.

Ona z jednej strony tkwiła bardzo głęboko w świecie Biblii, ale z drugiej znała potrzeby i duchowość współczesnego człowieka. Może dlatego, że żyła wśród ludzi i pod tym względem miała wyjątkowy dar dotarcia do człowieka przez dialog, jako przewodniczka. Zresztą głosiła orędzie, przesłanie biblijne, nie tylko słowem pisanym, ale także w radiu, w niezliczonych odczytach. Wszędzie ja zapraszano, ponieważ mówiła w sposób ciekawy, oryginalny, pociągający. To był żywioł, pasja, jej życie. Ja to nazwałem: to była jej świątynia, w której zamieszkała i nie tylko wiedzą i świadectwem dzieliła się w innymi.

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama