To był duszpasterski Synod Kościoła powszechnego

O zakończonym Synodzie biskupów na temat Słowa Bożego Radio Watyańskie rozmawia z abp. Marianem Gołębiewskim, ojcem synodalnym.

Reklama

- Synod dobiegł końca, co się udało, a czego, zdaniem Księdza Arcybiskupa, zabrakło podczas tego zgromadzenia?

Abp M. Gołębiewski: Przede wszystkim bardzo mocno podkreślano aspekt duszpasterski i można powiedzieć, że był to rzeczywiście Synod duszpasterski. Nie weszliśmy zatem w jakieś dyskusje akademickie dotyczące zagadnień egzegetycznych, które mogłyby nas sprowadzić na manowce, tylko cały czas była obecna orientacja duszpasterska. Orędzie, które będzie skierowane do całego świata, do wszystkich wiernych, nawet i do braci z innych Kościołów, ma też wydźwięk duszpasterski, zawiera horyzont wielkiego otwarcia na wszystkie narody, do których się idzie ze Słowem Bożym.

- A jeśli chodzi konkretnie o duszpasterstwo, z jakimi postanowieniami, pomysłami Ksiądz Arcybiskup powróci do Polski? Co po tym Synodzie w polskim Kościele powinno się zmienić?

Abp M. Gołębiewski: Przede wszystkim trzeba skupić wielką uwagę na dobrym przygotowaniu homilii. Chodzi o ich ubiblijnienie, żeby to nie były jakieś oderwane przemówienia, nie mające związku z aktualnym Słowem Bożym, które jest czytane w czasie Liturgii Słowa. Z tego właśnie homilia powinna wychodzić, stawiać pytania i na nie odpowiadać w kontekście konkretnej wspólnoty kościelnej, gdzie sprawowana jest liturgia.

- Mówiono nieraz, że księża nie są dobrze przygotowani do głoszenia dobrych homilii. Czy Ksiądz Arcybiskup jako Wielki Kanclerz Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu coś w tym kierunku zamierza zrobić?

Abp M. Gołębiewski: Już robimy. Otworzyliśmy podyplomowe dwuletnie Studium Biblijne. Tam przygotowują się formatorzy, którzy będą działać w terenie, zwłaszcza przy tworzeniu kręgów biblijnych, grup modlitwy, czy tak zwanej lektury modlitewnej Pisma Świętego, a więc lectio divina itd. To się już zaczęło. Na pewno w stosunku do tego cośmy mieli jeszcze w PRL-u, zrobiono sporo. Gdy porównuję z tym, co ojcowie synodalni mówią, to my jesteśmy gdzieś pośrodku. Ale jest wiele krajów, które nas wyprzedzają, zwłaszcza gdy chodzi o praktykę lectio divina, o wspólnie odmawianą liturgię godzin. Tu jeszcze są braki, słabsze punkty w naszym duszpasterstwie, nad którymi jeszcze trzeba pracować, żeby nadrobić dystans pod tym względem do Kościoła powszechnego.

- Od kogo moglibyśmy się uczyć?

Abp M. Gołębiewski: Ciekawa rzecz, ale na przykład od Ameryki Łacińskiej, która ma wiele milionów ludzi, wielu wiernych. Istnieje tam też wiele zagrożeń, jak mnożenie się sekt, spadek liczby katolików. Jednak tamtejszy Kościół ma również masę osiągnięć i dobrych pomysłów, które realizuje. Także stamtąd możemy się wiele nauczyć, jako że jest to katolicyzm żywy, dynamiczny.

- Synod to wciąż pewne novum w Kościele. Odrodzone po Soborze Watykańskim II synody krajowe, diecezjalne z różnym powodzeniem się odbywają. Czy Synod Biskupów powiódł się? Czy zdaniem Księdza Arcybiskupa sprawdziła się ta praktyka w Kościele?

Abp M. Gołębiewski: Myślę, że najbardziej uderza tu powszechność Kościoła, jej przeżywanie, bliskość. Można podejść do Ojca Świętego, można się z nim przywitać, zamienić jakieś słowo. Podobnie z innymi dostojnikami Kościoła, na których patrzymy zazwyczaj z pewnym respektem. To jest coś wspaniałego. Poza tym, przeżywanie kolegialności, czy nawet synodalności Kościoła jest niepowtarzalnym zjawiskiem. Uważam, że to doświadczenie gdzieś pozostanie głęboko w nas wszystkich. A do tego należy dodać wspólną modlitwę. Ten potężny śpiew Veni Creator Spiritus, który zabrzmiał w Bazylice św. Pawła za Murami bardzo przejmującego i imponująco, daje nam świadomość powszechności Kościoła.

- Czyli warto było żeby z całego Kościoła, z dalekich stron przyjeżdżali tutaj Biskupi?

Abp M. Gołębiewski: Myślę, że warto i trzeba się będzie teraz dzielić tym wszystkim w terenie, w Kościołach lokalnych.

Rozm. K. Bronk/ rv

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama