Nowy Testament bez problemów

Masz problem ze zrozumieniem niektórych fragmentów Pisma Świętego? Nie wiesz, co oznaczją niektóre sformułowania? Przeczytaj.

 

„Zwołaj robotników i wypłać im należność począwszy od ostatnich...”
(Mt 20, 8)

Polecenie powyższe sprawia trudność dopiero wtedy, kiedy się je czyta w ścisłym powiązaniu z całą przypowieścią o robotnikach w winnicy. Problem sprowadza się do tego, że robotnicy byli angażowani do pracy o różnych porach dnia, a zakończyli pracę wszyscy o tej samej godzinie. Należało tedy przewidywać, opierając się na zasadzie sprawiedliwości społecznej, że ci, którzy stanęli do pracy później, otrzymają zapłatę proporcjonalnie mniejszą od tych, którzy zaczęli pracować najwcześniej. Otóż wiadomo, że tak się nie stało. Na domiar złego, ci, którzy zjawili się przy pracy jako ostatni, otrzymali zapłatę jako pierwsi, co uznano ogólnie za ich wyróżnienie. Nikt tego nie mógł pojąć. Jeszcze dziś, po lekturze tego tekstu, ludzie zdają się w duchu przyznawać rację tym, którzy szemrali przeciw gospodarzowi.

Lecz dokładne wczytanie się w sens przypowieści prowadzi do zgoła odmiennych wniosków, zwłaszcza gdy zważy się, że każdy z najętych do pracy otrzymał dokładnie to, co mu było obiecane. Nikomu nie powiedziano, że powinien spodziewać się zapłaty mniejszej niż ci, którzy najwcześniej stanęli do pracy, ani też, że zarobi więcej od tych, którzy jeszcze później przyszli do winnicy. Każdego tylko zapewniono, że otrzyma to, co słuszne. Niesprecyzowanie pod tym względem warunków umowy było najwyraźniej zamierzone przez gospodarza. Uiszczenie zapłaty za całodzienną pracę tego samego dnia wieczorem było zgodne z przepisami Prawa, w którym czytamy: „Nie pozostanie zapłata najemnika twego aż do rana” (Kpł 19,13).

Rozpoczęcie wypłacania należności od robotników zatrudnionych najpóźniej było podyktowane, być może, chęcią lepszego uwydatnienia dobroci gospodarza. Równocześnie zaś było to pouczenie, iż w każdym czasie warto zabrać się do pracy. Szemranie dłużej pracujących jako reakcja na dobroć gospodarza miało swe źródło w ciągle tej samej zazdrości - jednej ze smutniejszych pozostałości grzechu pierworodnego. Każdy grzech zazdrości polega na próbie zniszczenia dobra w innych ludziach. Jest najbardziej wyrafinowaną formą egoizmu. Zazdrośnika napełnia smutkiem to, że Bóg zajmuje się jego bliźnim; zdaje się rozumować w ten sposób: gdy ktoś jest dobry, lepszy, doskonalszy od nas, może się okazać niebezpieczny. Należy tedy zrobić wszystko, aby go pomniejszyć, albo wręcz zniszczyć. W ten sposób przeprowadza się likwidację człowieka, który to tylko „ma na sumieniu”, że jest od nas lepszy. Przypowieść o robotnikach w winnicy ma właśnie na celu zdecydowane potępienie zazdrości.

Z przymiotów Bożych przypowieść nasza obrazuje nie tyle sprawiedliwość, ile raczej dobroć, która przewyższa sprawiedliwość. Gospodarz wobec wszystkich dotrzymał obietnicy, niektórym zaś dał więcej niż może się spodziewali. Wolno mu przecież było rozporządzać dobytkiem swoim tak, jak chciał (w. 15). Okazać się hojnym w sposób przekraczający granice bardzo formalistycznie pojmowanej sprawiedliwości - to wcale nie znaczy być w konflikcie ze sprawiedliwością. Sprawiedliwości zapewne stało się zadość. Pan Bóg jest nie tylko sprawiedliwy, lecz „więcej niż sprawiedliwy”, tj. miłosierny. Licząc na to miłosierdzie warto przystąpić do pracy nawet wtedy, kiedy życie ludzkie „ma się już wyraźnie ku wieczorowi”. Nikt prócz Boga nie angażuje tak późno do pracy.

 

Spis treści :.

«« | « | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama