Ja Jestem

Tego jeszcze nie było! Z Ewangelią można było się spotkać w kościele na kazaniu, w szkole na katechezie? ale w grze komputerowej?! Tymczasem taka właśnie jest najnowsza propozycja wydawnictwa multimedialnego "Marana Tha". Ja jestem to pierwsza polska gra przygodowa oparta na Biblii i będąca swoistą podróżą do wnętrza Księgi. Gra posiada imprimatur Kurii Metropolitalnej Gdańskiej.

Po zainstalowaniu na komputerze, program wita nas filmem, w którym poznajemy Filipa, głównego bohatera gry. Jest to rezolutny chłopiec w baseballowej czapeczce i koszulce z nazwą zespołu "Arka Noego". Od razu widać, że jest jego fanem! Stale nosi przy sobie walkmana, z którego w dowolnej chwili i ty możesz posłuchać jednego z ok. 20 utworów "Arki Noego"! Te piosenki stanowią muzyczną oprawę gry, co bez wątpienia jest jej wielkim atutem. Również graficy komputerowi stanęli na wysokości zadania - stworzone przez nich postacie, pejzaże i filmy są barwne i efektowne.

"Ja jestem" jest grą przygodową. Nasz bohater przemieszcza się z miejsca na miejsce, zbiera różne przedmioty, używa ich, rozmawia z napotkanymi postaciami? a wszystko po to, aby dojść do celu: Filip dowiedział się bowiem od swojego taty o Jezusie i teraz koniecznie chce Go osobiście poznać. Bóg wysłuchuje jego życzeń i przenosi go z naszego współczesnego świata w czasy, kiedy Jezus z Nazaretu wędrował od miasta do miasta i głosił Ewangelię o królestwie Bożym. Teraz Filip ma okazję spotkać Jezusa! Ale najpierw musi go odnaleźć - i to jest twoje, drogi graczu, zadanie: musisz pomóc Filipowi odnaleźć Zbawiciela.

I znów mała niespodzianka autorów gry: Jeżeli gracz zmęczy już swoje szare komórki, może nieco odpocząć przy zadaniach zręcznościowych. Gry zręcznościowe są właściwie oddzielnymi programami i dlatego można je uruchomić w każdej chwili, nie zamykając głównej gry. A tym, którzy lubią pogłówkować, zaproponowano zadania logiczne - pojenie osłów i wielbłądów może się okazać nie takie proste?

Gra ma także walor edukacyjny. Aby gracz mógł sobie poradzić w świecie tak różnym od naszego, autorzy przygotowali bardzo dobry ilustrowany przewodnik, z którego dowiemy się wiele o ówczesnych miastach Ziemi Świętej, ludziach ich zajęciach, ubiorach, pożywieniu itp. Gorąco polecam, by zajrzeć do niego zaraz na początku, pomoże w grze! Nasz Filip ma także do pomocy Pismo Święte, gdzie czasami może znaleźć wskazówki, jak powinien postąpić, aby osiągnąć postęp w grze. Ma również (jak każdy z nas!) swojego Anioła Stróża, który ostrzega go przed podjęciem błędnych decyzji. Koniec więc z charakterystyczną dla gier przygodowych zasadą: "Bierz wszystko, co zobaczysz, bo może się przydać". Ważniejsza staje się Boża zasada: "Nie kradnij". I w ten sposób gracz nie tylko bawi się, ale i uczy właściwego postępowania. Zresztą, zanim Filip dotrze do Jezusa, będzie miał wiele okazji, aby czynić dobro wokół siebie i przynosić radość innym.

Na zakończenie warto zapytać, dla kogo ta gra jest przeznaczona. Czy przede wszystkim dla dzieci? Na pewno. Dzieci mają nie tylko większą wyobraźnię, ale i wrażliwość - w lot łapią, jaką drogą można odnaleźć Jezusa wśród wzgórz Galilei. Ale? "Jeśli się nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego". Dlatego "starsze dziecko", choćby w krawacie lub z biżuterią, też może zasiąść do tej gry, aby na nowo postawić sobie pytanie: "A kim jest Jezus dla mnie? Co właściwie o Nim wiem?". A potem założyć słuchawki walkmana na uszy i wraz z Filipem rozpocząć wielką przygodę.

JA JESTEM. Producent: Wydawnictwo Multimedialne "Marana Tha" www.maranatha.com.pl. Scenariusz: H. Szalińska, J. Zdrojewski. Reżyseria H. Szalińska. Konsultacja naukowa i nadzór biblijny: ks. dr hab. A. Kowalczyk. Muzyka: zespół "Arka Noego".

Do projektu udało się zaangażować około 30 fachowców grafików i informatyków - czytamy w najnowszym numerze Magazynu Muzycznego "RUaH". ? Grę można będzie dostać wkrótce praktycznie wszędzie. Zaplanowana jest szeroka kampania reklamowa w mediach. Przygotowywane są tłumaczenia na języki obce. Obok działań typowo marketingowych, twórcy dbają także o wsparcie modlitewne swoich poczynań. Udaje im się angażować do współpracy znane sobie wspólnoty zakonne, a także prowadzoną przez biblistę, ks. prof. Andrzeja Kowalczyka, gdańską wspólnotę modlitewną Marana Tha, której wszyscy są członkami. Kto wie, może właśnie tak rozumiane uwspółcześnienie benedyktyńskiego Ora et labora przyniesie oczekiwane owoce?.

(za: Krzysztof Czabaj, Gość Niedzielny - Archiwum)

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |