...bo Krzyż to znak zbawienia

A jednak chętnie unikamy krzyża i odsuwamy go; wolimy go nie dopuszczać do siebie, staramy się zapomnieć o jego obecności w naszym życiu, niekiedy nawet zaprzeczamy jego istnieniu.

„W krzyżu cierpienie, w krzyżu zbawienie, w krzyżu miłości nauka.”[2] Każdego roku na nowo śpiewamy słowa tej dobrze nam znanej pieśni wielkopostnej. Czy jednak zastanawialiśmy się głębiej nad ich znaczeniem? O czym mówią nam owe niełatwe do zrozumienia, lecz o tak głębokiej treści słowa? Zwróćmy uwagę na to, że w tym krótkim zdaniu jedno pojęcie pojawia się aż trzy razy – jest nim „krzyż”. Okres Wielkiego Postu daje nam możliwość, a zarówno szansę do refleksji nad tym największym symbolem naszej wiary.

Z początku krzyż kojarzy nam się z cierpieniem, bólem, trudem czy ciężarem. Zdaje się ‘nie być’ człowieka na tej ziemi, którego by on nie dotknął. Któż z nas go nie doznał? Spotyka on każdego bez wyjątku – człowieka uczciwego i dobrego serca, jak i tego, który nie kieruje się zasadami, moralnością czy przykazaniami.

Krzyż widzimy w chorobie naszego bliźniego, gdy matka stoi ze zranionym sercem nad grobem własnego syna, choć kolej losu powinna być odwrotna, czy wtedy, gdy dziecko patrzy na ojca, który dopuszcza się przemocy wobec matki, a przecież to on powinien być przykładem i wzorem dla niego! Doświadczamy go również w naszej szarej codzienności, gdy spostrzegamy własne ograniczenia lub słabości, nasze grzeszne postępowanie, jak i wtedy, gdy nie jesteśmy w stanie wyciągnąć ręki do drugiego człowieka, by mu wybaczyć jego winy.

A jednak chętnie unikamy krzyża i odsuwamy go; wolimy go nie dopuszczać do siebie, staramy się zapomnieć o jego obecności w naszym życiu, niekiedy nawet zaprzeczamy jego istnieniu. Jeżeli w końcu spojrzymy w głąb naszego serca, stwierdzimy, że jest on nam bardzo dobrze znany i bliski naszych doświadczeń. Krzyż jest niewygodny, uwiera i prowadzi do konfrontacji z naszym własnym wnętrzem, a przez to z samym Bogiem.

Najchętniej pozbylibyśmy się krzyża, porzucili go – a Chrystus? On każe nam go podnieść, wziąć w nasze ręce i Go naśladować. To Chrystus sam jest dla nas wzorem! W końcu to On wziął krzyż na swe ramiona. Dla nas to uczynił i dla naszego zbawienia przezwyciężył grzech. Dlaczego więc tak bardzo boimy się tego krzyża?

Papież Jan Paweł II powiedział w Loreto: „Wiecie, że przylgnięcie do Chrystusa jest wymagającym wyborem. Jednak to nie sami niesiemy krzyż. Przed nami idzie On”.[3] Przecież nie jesteśmy sami! Nasz Pan, Jezus Chrystus idzie z nami, wspiera i prowadzi nas przez najgorszy ból, zwątpienia, najbardziej mroczną ciemność i najciemniejszą noc, która zdaje się nie mieć końca!

Jakże wielka jest Miłość Boga do człowieka! To właśnie z tej wielkiej Miłości Jezus wziął krzyż na swe ramiona – my zaś często bierzemy go z obowiązku. A gdzie jest nasza miłość? Czyż nie powinniśmy odpowiadać na Miłość Chrystusa właśnie miłością? Chociaż to takie trudne ...nieść krzyż; i to jeszcze z miłością?! Ależ owszem: z miłością. Mało tego, obowiązkiem naszym jest nawet pomóc dźwigać krzyż naszych bliźnich. Niełatwe to zadanie. Jak trudno nam czasem pocieszyć smutnego, nakarmić głodnego czy odwiedzić chorego?! Niekiedy wystarczy nawet mały gest, jakim może być np. uśmiech. Tak wiele możemy uczynić! Możemy przytrzymać drzwi wychodzącemu ze sklepu za nami, wnieść starszej osobie ciężkie siatki do domu, ustąpić miejsce w tramwaju osobie niepełnosprawnej itp.

Mając prawdziwą miłość w swoim sercu, jest się w stanie pójść nawet najgorszą i najtrudniejszą drogą, bo miłość „wszystko znosi” (1 Kor 13,7). Miłość ludzka nie jest doskonała. Czasami upada. Ważne jest jednak, żeby za każdym razem powstawać na nowo! Jezus, który sam upadł aż trzy razy pod ciężarem krzyża, rozumie nas i jest z nami. Możemy prosić naszego Pana o cierpliwość, stanowczość i wytrwanie w ciężkich chwilach oraz o pokorne przyjęcie naszego krzyża.

W rozważaniach drogi krzyżowej chiński kardynał Joseph Zen Ze-kiun słusznie zauważył: „Są odważni ateiści, gotowi poświęcić się dla rewolucji: skłonni wziąć krzyż, ale bez Jezusa. Wśród chrześcijan zdarzają się faktyczni ‘ateiści’, którzy pragną Jezusa, ale bez krzyża. Jednak bez Jezusa krzyż jest nieznośny. A bez krzyża nie da się być z Jezusem.”[4] Nie bądźmy ateistami lub niewiernymi chrześcijanami, lecz zmierzajmy „przez krzyż do nieba”[5]!


[1] Por. Pieśń wielkopostna „Nie zdejmę krzyża”. Ks. Stanisław Ludwiczak, ks. Leon Sądowicz. Radośnie śpiewajmy Panu. Polska Misja Katolicka, Niemcy, s. 151.

[2] Skarbiec modlitw i pieśni. Wydanie B dla dorosłych. Księgarnia Św. Jacka. Katowice 1980 r, s. 335.

[3] Loreto, 05.09.2004 r.

[4] Kard. Joseph Zen Ze-kium. Rozważania Drogi Krzyżowej w Koloseum, 21.03.2008 r. Stacja siódma. Tekst polski: Radio Watykańskie.

[5] Z Brewiarza.

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

Reklama