ABC filmu biblijnego: Księga Clarence'a

Po co właściwie nakręcono ten film?

Podejrzewam, że sami twórcy mogą mieć problem z podaniem jakiejś spójnej, logicznej odpowiedzi, bo tak chaotycznego, a przy tym kompletnie pozbawionego sensu film biblijnego, naprawdę, jeszcze nie widziałem. A trochę ich już było, czego dowodem nasz portalowy cykl ABC filmu biblijnego.

Ale właśnie, czy nakręconą w 2023 roku „Księgę Clarence'a” w ogóle można uznać z film biblijny? Cóż…

Akcja toczy się tu w 33 roku naszej ery w Jerozolimie, wśród postaci są Chrystus, Barabasz, Poncjusz Piłat, Jan Chrzciciel, apostołowie. Tak się jednak składa, że w większości są czarnoskórzy, a i nie stronią od używek, ewidentnie wpływających na ich stany świadomości.

Strona wizualna tej produkcji, za którą odpowiada Jeymes Samuel (scenarzysta i reżyser), może robić wrażenie. Zdjęcia, kostiumy, realia biblijnej epoki naprawdę są imponujące. Cóż jednak z tego skoro to film nieustannie balansujący między „totalną beką”, a mistyczną powagą. Przecież tych dwóch rzeczy nie da się połączyć. Albo-albo. Tymczasem...

Tymczasem dostajemy produkt filmopodobny, którego niektórzy próbują jednak bronić. Ma być bowiem swoistym probierzem naszej tolerancji (bo czarnoskórzy Chrystus i apostołowie), a także dziełem na wskroś postmodernistycznym. Przekraczającym dotychczasowe granice gatunkowe.

Można i tak, tyle tylko, że nie zmienia to faktu, że to bardzo słaby i marny film o… kolesiu handlującym dragami, któremu (na haju?), marzy się bycie apostołem, a może wręcz Mesjaszem. No przepraszam bardzo.

A to, że gra go czarnoskóry LaKeith Stanfield naprawdę jest najmniejszym, czy wręcz żadnym problemem tego filmu. U Joela Coena w „Tragedii Makbeta” w tytułową rolę wcielił się Denzel Washington. W obsadzie byli też inni czarnoskórzy artyści i jakoś nikomu to nie przeszkadzało.

Ale Joel Coen, to Joel Coen. A Jeymes Samuel?

Spuśćmy może w tym miejscu zasłonę milczenia…

*

Tekst z cyklu ABC filmu biblijnego

«« | « | 1 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg