Wybraniec Boży

Syn, o którym zapomniał rodzony ojciec został największym królem w historii Izraela.

Reklama

Prorok puka do drzwi Jessego. Ilu masz synów? Siedmiu – wypala ojciec. Nieprzypadkowo pada ta liczba. To symbol doskonałości. Siedmiu wspaniałych. Jak w westernie. Przyprowadź mi ich – nakazuje prorok. Chłopy jak dęby, kwiat izraelskiej młodzieży, jeden przystojniejszy od drugiego. Żaden z nich – rzuca prorok – nie zostanie królem Izraela. Nie masz już żadnego syna?

„Mam jeszcze jednego – szepcze zażenowany tatuś – Ale… on pasie owce”. Obciach. Wiocha. Jest jeszcze pastuch. Syn, który nie załapał się do elitarnego klubu „Siedmiu”. Syn, o którym…. zapomniał rodzony ojciec. „Zabrany od owczych zagród” Dawid zostaje największym królem w historii Izraela.

W ubiegłym tygodniu miałem powiedzieć świadectwo w Chorzowie i Lubinie. Posypało się wówczas (na płaszczyźnie emocjonalnej, psychicznej, chorobowej, logistycznej i samopoczuciowej) tak wiele rzeczy,, że miałem największą ochotę wycofać się na „z góry upatrzone pozycje”. Doszło do tego zapalenie krtani. Trzymałem już w dłoni telefon, by zadzwonić do organizatorów i przeprosić, że nie przyjadę. Co gorsze, figurowałem na plakacie z budzącym politowanie dopiskiem „świadek wiary”.

Gdy w absolutnej bezradności otworzyłem Biblię i zapytałem wprost: „Dlaczego ja? Nie masz na składzie innych? Prawdziwych świadków?”, aż dwukrotnie przeczytałem wersy, w których padało słowo „wybrany”. „Zbierze swoich wybranych…”  i „Nie wyście Mnie wybrali, ale ja was wybrałem”.

Komunikat był prosty, jak schemat linii warszawskiego metra; wybrałem cię do tego, byś mówił. Koniec, kropka. Jeden robi pizzę, drugi kieruje busem, ty masz gadać. To twoje zadanie.

Rozczaruję komentatorów: nie wycofuję się z ostatniego tekstu („Bida z nędzą”). Wciąż uważam, że jesteśmy „dzieckiem specjalnej troski” Najwyższego. Zżymam się, gdy słyszę „Polskę szczególnie umiłowałem” w towarzystwie szowinistycznych „ochów” i „achów” i litanii naszych wyjątkowych cech.

Wybranie to nie rodzaj nobilitacji! Raz w życiu widziałem zdenerwowaną prof. Annę Świderkównę (na co dzień uosobienie spokoju). Podczas panelu dyskusyjnego na Targach Ksiązki Katolickiej w Warszawie jakiś facet wypalił: „A dlaczego to Żydzi są Narodem Wybranym? Dlaczego to ich wybrał, a nie nas”. Zdumiona biblistka odparła: „A pan myśli, że to wybranie do splendoru? Do zaszczytów? Honorów? Nie! To powołanie do tego, by iść Jego drogą. Drogą ogołocenia, uniżenia, służby, ofiary. Proszę poczytać sobie Stary Testament…”.

Wybraństwo Boże to nie bonus, specjalne wyróżnienie. To prolog do wyznania: „Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii” i „Straszną jest rzeczą wpaść w ręce Boga żywego”.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Rohirrim
    21.10.2013 11:13
    "Szowinistyczne ochy i achy" ? Administrator to puścił ?
  • ds
    21.10.2013 11:41
    Przecież św. Faustyna także nie należała do tego klubu "specjalnej troski" Najwyższego :))
    Pan zaprasza do tego klubu KAŻDEGO Z NAS
    właśnie z powodu naszej NĘDZY :)
    Mocarze są tam niepotrzebni, dopóki sami sobie radzą...
  • Anka
    21.10.2013 12:22
    Ale gdzie jest to pytanie do Jessego o to, ilu ma synów? Przedstawił wszystkich, którzy byli w domu. Samuel może powinien był wcześniej spytać Jessego, czy wszyscy synowie są w domu albo właśnie: ilu masz synów, ale (wbrew sugestiom szanownego Autora artykułu (którego bardzo cenię, naprawdę) nie zrobił tego... Czy Jesse zapomniał o Dawidzie? A skąd taki wniosek. Samuel nie wyjaśnił mu, o co chodzi, bo sprawa była niebezpieczna. Gdyby powiedział: chcę zobaczyć wszystkich twoich synów - może Jesse posłałby po Dawida wcześniej.
    A do poprzedniego artykułu: Ja wiem, że Bóg wybiera "to co głupie", ale myślę, że ta cecha związana jest generalnie z człowieczeństwem a nie z takimi czy innymi narodowościami.
  • MT
    21.10.2013 17:24
    Też lubię ten fragment i bardzo się utożsamiam z pasącym owce.
    Nie rozumiem tylko, po co to tłumaczenie się z ostatniego artykułu?
    Też denerwują mnie och i achy na temat Polski. Ale równie mocno robienie z Polaków takich biednych, specjalnej troski i - oczywiście - wybranych! Robienie z Polski Mesjasza Narodów zawsze wdawało mi się śmieszne. Głównie dlatego, że czemu niby służą te podziały? Bóg patrzy na konkretnego człowieka, a nie na jego narodowość... W Chrystusie nie ma już Polaka czy Niemca, parafrazując Pismo, ale wszyscy są jedno.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama