Błaganie o kromkę wieczności

Wierszami Romana Brandstaettera można się modlić. Sam w jednym z nich prosi Boga: „Nie omijaj mnie. Stąpaj po/ mojej spienionej modlitwie i/ nie pozwól, by mnie/ wyrzuciła jak topielca na/ swój zamulony brzeg”.

Reklama

Bo modlitwa nie może być martwa, a właśnie słowa poezji pomagają ją ożywić. Roman Brandstaetter jak żaden inny poeta wiedział, skąd czerpać inspiracje. Codziennie sięgał do Biblii, najważniejszej dla siebie, pełnej poezji księgi, którą nazywał „swoją Ojczyzną”. Przekazał mu to w testamencie dziadek Mordechaj Dawid Brandstaetter – właściciel tłoczni oleju lnianego w Tarnowie, świetny hebrajski prozaik. Kilka dni przed śmiercią powiedział: „Będziesz Biblię nieustannie czytał. Będziesz ją kochał więcej niż rodziców…Więcej niż mnie. Nigdy się z nią nie rozstaniesz. A gdy się zestarzejesz, dojdziesz do przekonania, że wszystkie książki, jakie przeczytałeś w życiu, są tylko nieudolnym komentarzem do tej jedynej Księgi” („Krąg biblijny”).

przyłóż ucho do krzyża

Jakimś trafem Roman Brandstaetter, prawnuk Abrahama – gorliwego chasyda – jako sześciolatek, zamiast na elementarzu, uczył się czytać i pisać po polsku na Piśmie Świętym w przekładzie ks. Wujka. Dopiero jako dojrzały mężczyzna, on – Żyd, przyjmując chrzest, poszerzył swoją regularną lekturę Biblii o Nowy Testament. Brał zresztą później ofiarny udział w pracach przy redagowaniu Biblii Tysiąclecia. O swoim odkryciu – Jezusie Chrystusie – Zbawicielu napisał przejmujący poemat „Pieśń o moim Chrystusie”. Kiedy czytamy wskazanie poety: „Młodzieńcze/ przyłóż ucho do krzyża/ tam bije twój czas”, nie mamy wątpliwości, że to najlepsza instrukcja dla nas, którzy w wierze jesteśmy wiecznymi młodzieńcami. Sama jako dwudziestolatka czytałam ten poemat, próbując porządkować swoje życie religijne. Jakby w ramach wdzięczności za pomoc napisałam o nim pracę magisterską na polonistyce Uniwersytetu Śląskiego. Byłam przekonana, że nikt jak Brandstaetter nie ma tak wielkiej świadomości, jak bardzo jesteśmy niewiernymi Tomaszami pragnącymi Boga:

(…)Przez zamknięte drzwi wszedł Chrystus i położywszy dłoń na mojej głowie, rzekł: „To ty jesteś dowodem mojego istnienia, Tomaszu, gdyż jesteś moją otwartą raną, miejscem cierni, gwoździ i włóczni”. (Pieśń o moim Chrystusie)

Zabił Boga

(…)Ty, Pozdrowiona I pochwalona, I błogosławiona, Księgo, Księgo, Księgo, Ocieniona przez Boga, Matko ukrzyżowanego Mesjasza

Tak Brandstaetter modli się w „Hymnie do Biblii”. Każdy ze starających się żyć słowem Bożym powinien poznać jego „Krąg biblijny” – niezbędne wprowadzenie do czytania Biblii. Osobiste świadectwo, które może zachęcić nawet nieczytających do jej lektury. Jakby w suplemencie do tej książki napisał, uznawaną przez wielu za dzieło jego życia, czterotomową powieść „Jezus z Nazaretu”, opowiadając w niej historię odnalezionego Chrystusa. Wielokrotnie podkreślał, że czytając Biblię, jakby poznawał swoje drzewo genealogiczne. Pochylając się nad opisanymi w niej historiami, czuł solidarność ze swoimi przodkami – uczestniczył w ich wzruszeniach, smutkach, bohaterskich przygodach. Kiedy przeszedł na katolicyzm, zobaczył na końcu ich historii jako jej ostateczne dopełnienie Jezusa Chrystusa. A kiedy się rodził 3 stycznia 1906 roku, z małżeństwa Ludwika i Marii z domu Brandstaetter, nic nie zapowiadało takich zakrętów jego życiowej drogi. W rodzinnym Tarnowie skończył gimnazjum męskie i chodził na lekcje gry na pianinie. Właśnie podczas nich boleśnie poczuł, jak to jest być Żydem. Koledzy katolicy przestali się do niego odzywać, bo, jak twierdzili – zabił Pana Boga. W Krakowie w okresie studiów na filozofii i filologii polskiej zadebiutował jako poeta. Po ich ukończeniu wyjechał do Paryża, gdzie prowadził badania nad działalnością polityczno-społeczną Adama Mickiewicza, co zaowocowało doktoratem z filozofii. Na początku wojny znalazł się w Wilnie. W 1941 r., kiedy jego osobą zainteresowało się NKWD, wyjechał przy pomocy rodziny żony, też Żydówki – Tamary Karren, przez Moskwę, Baku, Teheran i Bagdad do Palestyny. W Jerozolimie dostał pracę w nasłuchu radiowym Polskiej Agencji Telegraficznej. „Pewnego zimowego dnia wróciły do mnie listy, które przed rokiem wysłałem przez Czerwony Krzyż do moich rodziców” – wspomina w „Kręgu biblijnym”. „Na ich odwrocie znajdowały się pieczątki donoszące o wyjeździe adresatów w nieznanym kierunku. Ta formuła była w owym czasie w języku ludożerców równoznaczna z wiadomością o śmierci adresata”. 

Chwila po śmierci

Jezus Chrystus odnalazł go w grudniu 1944 r., podczas jednej z bezsennych nocy, które spędzał, prowadząc nasłuch radiowy. To wydarzenie opisał w „Kręgu biblijnym”: „Skończyłem pracę po północy. Zapaliłem papierosa. Wstałem od stołu, rozejrzałem się po pokoju i przypomniałem sobie, że nie mam w domu nic do czytania”. Ze sterty czasopism wyciągnął kilka tygodników. Z jednego wypadła na podłogę duża wkładka. Była na niej reprodukcja rzeźby przedstawiającej ukrzyżowanego Chrystusa, dzieło Innocentego da Palermo z kościoła San Damiano w Asyżu. Podniósł ją. „Wyobrażała Chrystusa w chwilę po Jego śmierci. Z półrozchylonych warg uszedł ostatni oddech. Kolczasta korona spoczywała na Jego głowie jak gniazdo uwite z cierni. Miał oczy zamknięte, ale widział. Głowa Jego wprawdzie opadła bezsilnie ku prawemu ramieniu, ale na twarzy malowało się skupione zasłuchanie we wszystko, co się działo. Ten martwy Chrystus żył. Pomyślałem: Bóg... Dzieje tej biblijnej nocy są dla mnie smugą najwspanialszego światła, jakie widziałem w moim życiu”.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama