W miłości nie ma lęku

Studiując historię rodzin patriarchów, możemy się wiele nauczyć, odkryć mechanizmy, które rządzą naszym zachowaniem.

Reklama

Dziś w Polsce rozpada się co trzecie małżeństwo, coraz więcej dzieci rodzi się ze związków niesakramentalnych, a różne wpływowe lobby próbują forsować własne definicje rodziny. Czy rodzina przetrwa te zawieruchy?

Mówiłbym raczej o kryzysie małżeństw. To przede wszystkim w małżeństwach brakuje porozumienia, nie ma miłości ani wzajemnego szacunku. Młodzi, którzy stają przed ołtarzem, nie są przygotowani do wzięcia odpowiedzialności za siebie nawzajem i za rodzinę, którą pragną założyć. Dlatego wydaje mi się, że aby rodzina została uzdrowiona czy ustrzeżona przed złem, należałoby najpierw pomóc małżonkom na nowo odkryć wartość sakramentu małżeństwa, wartość miłości, która łączy ich w tym sakramencie. A jest to miłość nie uczuciowa, tylko osobowa – Duch Święty, który przez Chrystusa w tym sakramencie łączy dwoje ludzi w jedno, dla jednej miłości.

Kiedy Pan Bóg stworzył mężczyznę, powiedział: „Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam, uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc” (Rdz 2, 18). Kobieta ma być dla mężczyzny pomocą, takim sojusznikiem w wypełnianiu Bożego prawa i powinna wspierać go w wypełnianiu zadań, do jakich Bóg go powołał. Zatem mężczyzna potrzebuje kobiety, gdyż bez niej nie jest w stanie zrealizować swojego powołania. Podobnie i kobieta, bez obecności i wsparcia mężczyzny nie zrealizuje swego powołania. Kiedy więc mężczyzna i kobieta łączą się przez sakrament i stają się jednym ciałem, wówczas dopiero rozpoczyna się odkrywanie siebie nawzajem. Dokonuje się to we wzajemnej miłości, której źródłem zawsze jest Jezus.

Odkrywanie siebie nawzajem w miłości prowadzi do akceptacji osoby, która jest inna niż ja, której życie jest darem od Boga i za którą jestem też odpowiedzialny. To zaś prowadzi do otwarcia się także na życie, które zrodzi się ze wzajemnej miłości. Mężczyzna i kobieta stają się odpowiedzialni za życie dziecka, dla którego stają się nie tylko rodzicielami, ale przede wszystkim ojcem i matką na wzór Boga – który jest zarówno Ojcem, jak i Matką. To od Niego pochodzi wszelkie ojcostwo i macierzyństwo na ziemi. Mając tę świadomość, ojciec i matka powinni pamiętać o tym, że dziecko nie jest ich własnością, ale jest darem od Boga, który oczekuje od nich jak najlepszego wychowania go zgodnie ze swoją wolą, czyli do życia w relacji z Bogiem i drugim człowiekiem, do relacji, która zawsze powinna być oparta na miłości i szacunku. W takiej rodzinie nie dziecko jest najważniejsze, ale małżonkowie oraz ich relacja. Na fundamencie wzajemnej miłości uczą się oni budować właściwą relację z dzieckiem. A dziecko uczy się, obserwując ojca i matkę, relacji z Bogiem i z drugim człowiekiem.

Jeżeli w małżeństwie jest zachowana właściwa relacja między mężem a żoną, jeżeli małżonkowie odnoszą się do siebie z miłością i szacunkiem, jeżeli w relacji z Bogiem opierają się na wierze, zachowują Jego przykazania, spełniają obowiązki, jakie przynależą do ludzi wierzących, to wówczas i dziecko upodabnia się do swoich rodziców i przyjmuje ich sposób wiary, postępowania i zachowania. Bardzo pomocne w małżeństwie może być pielęgnowanie trzech „ołtarzy”, jak o tym pisze ojciec Ksawery Knotz OFM  w książce Seks, jakiego nie znacie. Dla małżonków kochających Boga. Pierwszy „ołtarz” to „ołtarz modlitwy”. Przy tym „ołtarzu” małżonkowie budują więź z Jezusem. Zapraszają Go do swego małżeństwa i wszystkich spraw, jakimi żyją. Poprzez wspólną modlitwę nieustannie uświadamiają sobie Jego obecność. Drugi „ołtarz” to „ołtarz zasiadania”. Przy tym „ołtarzu” małżonkowie rozmawiają o wszystkich sprawach swojego życia. Tak wyraża się wspólna troska o to, aby poprzez codzienne obowiązki się od siebie nie oddalić. Trzeci zaś „ołtarz” to „ołtarz obdarowania”. Ten „ołtarz” służy temu, aby małżonkowie mogli się dzielić miłością i przyjemnością poprzez współżycie seksualne, dzięki czemu zacieśnia się więź między nimi. Na tym „ołtarzu” współpracują z Bogiem Stwórcą.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
  • Hominibus
    18.06.2016 09:31
    Bardzo ładny ten wywiad. Tylko trochę jak dla mnie jest tworzeniem nowej Biblii. Autor wybiela braci Jakuba - jacy to biedni itd. a zapomina ,że to oni sprzedali Józefa. A wreszcie koncentrując się na ,,cierpieniach" najstarszych synów Jakuba zapomina o tym, że Józef i Beniamin byli najbardziej kochanymi dziećmi Jakuba.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama