Wieczerza w Emaus

olej na płótnie, ok. 1621, Zamek Sanssouci, Poczdam

Wieczerzę w Emaus wielu artystów przedstawiało jako scenę z pozoru rodzajową. Wokół Jezusa i Jego uczniów pojawiają się więc czasem karczmarz, służący, jacyś przypadkowi goście, zwierzęta domowe… Hendrik ter Brugghen postąpił inaczej. Pokazał tylko to, co najważniejsze. Dwaj uczniowie Jezusa, kilka dni po Jego śmierci, wybrali się do Emaus, wioski pod Jerozolimą. Po drodze spotkali nieznajomego, którego zaprosili na kolację w gospodzie. W chwili gdy łamał i błogosławił chleb, zorientowali się, że to zmartwychwstały Chrystus.

W centrum obrazu widzimy ręce Jezusa trzymające chleb. Palce obu dłoni Zbawiciela łączą się w geście człowieka, który mówi o czymś ważnym i chce jak najlepiej dotrzeć do świadomości słuchaczy. Błogosławienie chleba miało wszak przypomnieć uczniom o ustanowieniu Eucharystii podczas Ostatniej Wieczerzy. Uczniowie nachylili się w kierunku Chrystusa, jakby chcieli bliżej przyjrzeć się Jego twarzy. Poznali Go, ale chcą się jeszcze upewnić, bo przecież pojawienie się Zmartwychwstałego jest wydarzeniem niezwykłym.

Uczeń z lewej strony, nieco oszołomiony, bezradnie wyciąga ręce przed siebie, uczeń z prawej kurczowo trzyma się poręczy krzesła (widzimy tylko jedną jego rękę). W rezultacie w centrum kompozycji obserwujemy pięć dłoni, które chyba jeszcze precyzyjniej niż twarze oddają emocje przedstawionych osób.
Artysta zrezygnował z oznaczania Jezusa aureolą. Wyróżnia Go jednak światło skupione na twarzy. Jezus nie patrzy na żadnego z uczniów. Jego oczy skierowane są na nas, oglądających obraz. Bo to właśnie do nas zwraca się Zbawiciel. To dla nas wszystkich ustanowił Eucharystię.

(za: Leszek Śliwa, Gość Niedzielny Nr 16/2009)

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |