Zatroskani.pl

„Nie lękaj się”. Wiecie, ile razy ta rada pojawia się na kartach Pisma Świętego? 365. Dokładnie tyle, ile jest dni w roku. Przypadek? Nie sądzę.

Martwię się. Nie wiem wprawdzie, co mnie spotka jutro, nie znam scenariusza napisanego przez Tego, który nie zna słowa „niemożliwe”, ale na wszelki wypadek zaczynam się martwić. Znacie to?

– Przez trzy miesiące czułem się przygnieciony ciężarem, uchodziło ze mnie życie, a ja nie wiedziałem, co się dzieje. Wtedy jeden z braci powiedział: „Zamartwiasz się”. To moje ostatnie nawrócenie – opowiadał mi o. Tomasz Nowak, dominikanin. – I odkryłem różnicę między zamartwianiem się a troską. Zamartwianie się jest zajmowaniem się rzeczami, na które nie masz wpływu, a troska myśleniem o tym, na co masz wpływ. Troska jest zdrowa, a za-martw-ianie się, jak sama nazwa wskazuje, jest stanięciem po stronie śmierci.

Tracisz energię

Jak rozróżnić te rzeczywistości? W którym momencie zdrowa troska zamienia się w destrukcyjne stanięcie po stronie śmierci? – Założycielka mojego zgromadzenia m. Paula Tajber przestrzegała przed niepokojeniem się o nieznaną przyszłość – opowiada s. Bogna Młynarz, doktor teologii duchowości. – Przecież nawet nie jesteśmy pewni, czy nastąpi to, czego się obawiamy! Zbytnia troska przypomina bezproduktywne błądzenie we mgle albo równanie ze zbyt wielką ilością niewiadomych. Tracimy energię i pokój, nie osiągając żadnych efektów. Natomiast kiedy Bóg stawia przed nami konkretne wyzwanie, jesteśmy w stanie odnaleźć właściwą drogę. Nasz wysiłek, troska, zmaganie przypominają wtedy stawianie kolejnych kroków na tej drodze. Właściwa postawa chrześcijańska lokuje się dokładnie pomiędzy dwoma skrajnościami: bezsensownym dreptaniem w kółko i leniwym siedzeniem na skraju drogi.

„Nawet nie jesteśmy pewni, czy nastąpi to, czego się obawiamy!” – te słowa są strzałem w dziesiątkę. Wielokrotnie przed różnymi ewangelizacyjnymi akcjami z wielu pobożnych ust padało magiczne słowo „rykoszet”. Organizatorzy przestrzegali: „Ponieważ tworzycie dobre dzieło, w waszym życiu zaczną się zawirowania. Małe lokalne trzęsienia ziemi. Uważajcie”. I czasem mówili o nich z większą pasją niż o samych ewangelizacyjnych przedsięwzięciach. Łatwo wyobrazić sobie, jaki efekt osiągali. Niektórzy już na starcie wychodzili ze spotkania z podciętymi skrzydłami, a ich głowy wypełniały czarne scenariusze tego, co się będzie działo. Oczekiwali najgorszego. Strach się bać.

Spodziewałyśmy się łomotu

„Każde dobro będzie ukarane” – ile razy słyszałem podobną dewizę? Często powtarzamy ją w kółko jak w mantrze. – A gdzie to jest napisane? – s. Bogna zdumiona podnosi brwi. – Doskonale znam podobne hasła. Powtarzanie ich może doprowadzić do skupienia uwagi na lękach, czy wprost na działaniu Złego. W takiej sytuacji cokolwiek trudnego, nieprzewidzianego nas spotka, podświadomie łączymy to z demonicznym „rykoszetem”. Przed laty sama wkręciłam się w takie myślenie. Prowadziłyśmy rekolekcje, psuł się samochód, a my mówiłyśmy: „Ooo, to znaczy, że robimy coś dobrego, bo Zły się mści”. Taka przekorna satysfakcja. Za każdym razem, gdy działo się coś dobrego, spodziewałyśmy się łomotu. Powiedziałyśmy o tym znajomemu egzorcyście, a on (naprawdę mądry człowiek!) odparł: „Same to prowokujecie i robicie dla tego furtkę”. Przestałyśmy oczekiwać „skutków ubocznych” czynienia dobra i one się skończyły. Łatwo nakręcić się na myślenie, że to zły duch pisze scenariusz naszego życia. Nieprawda! Bóg ma władzę absolutną. Za każdym razem, gdy naszą wiarę zastępuje lęk i zaczynamy obawiać się cierpienia, bólu, straty, dajemy przestrzeń do działania Złemu. Bo on, jak mówi Biblia, ma nad nami władzę przez lęk przed śmiercią. Życie chrześcijańskie polega na tym, że otrzymaliśmy łaskę po łasce, a nie dół po dole. To jest fundament!

Och, szatan!

– Czy boję się rykoszetu ciemnej strony mocy? Absolutnie nie! – zapewnia s. Małgorzata Borkowska, historyk, doktor honoris causa KUL. (Rozmawialiśmy w Staniątkach, w najstarszym klasztorze benedyktynek w Polsce, a obok zarybionego przez mniszki stawu leniwie spacerował osioł Michałek. – Ma sporo czasu. Jest na emeryturze. Kiedyś pracował jako traktor, ale odkąd dostałyśmy prawdziwą maszynę, spija śmietankę – śmiała się benedyktynka.) – Nie boję się żadnego rykoszetu. Pomyślmy logicznie: jeśli Bóg rządzi światem, to nie rządzą nim na przykład czary. Często straszono mnie (zdarzało się, że i z ambony) przed tym „rykoszetem”. Przepraszam, a kto dał diabłu moc? To bzdura! Sam Jezus zapowiedział: „Dana mi jest wszelka władza”. Jasne, On może dopuścić działanie zła, ale panuje nad światem bezbłędnie. Cały czas. Wystarczy zaufać, by wyzbyć się tych wszystkich idiotycznych w gruncie rzeczy lęków. Święta Teresa z Avila nie mogła nadziwić się, że pobożni ludzie częściej niż imię Boga powtarzali słowo „diabeł” i odmieniali je przez wszystkie przypadki. „Nic mnie nie obchodzą te wszystkie diabły w piekle” – pisała. – „To one będą drżały przede mną! Często krzyczymy: »Och, szatan! Szatan!«, zamiast wymawiać »Boże, Boże!« i przerażać tym diabła. Bardziej boję się tych, którzy boją się szatana, niż szatana samego”. Nie piękne? Ileż razy słyszałam na kazaniach o tym, że czynienie przez nas dobra będzie ukarane. Ci księża robili wszystko, by wierni po homilii nie czynili dobra i byli naprawdę solidnie wystraszeni. Winszuję takiego duszpasterstwa.

– Nie bójmy się rykoszetu! – proponuje ks. Józef Gut, proboszcz z Jaworzna-Szczakowej. – Pamiętam, jak włoski egzorcysta ks. Gabriele Nanni powiedział kiedyś: „Gorsza jest sytuacja człowieka żyjącego w grzechu ciężkim niż opętanego. Bo opętany chce się już wyrwać, jest dręczony zewnętrznie”. Pomyślałem: „Boże, przecież ja tyle lat spowiadam! Dlaczego miałbym się bardziej bać opętanych niż ludzi, których rozgrzeszam? Dlaczego mam bać się diabła, który stoi na straconej pozycji?”. Lęk, zamartwianie się o przyszłość blokują w nas chęć do uwielbienia. Trzeba zrobić krok w ciemno.

– Diabeł robi wszystko, by nas wystraszyć… – nie ma wątpliwości o. Stanisław Urbaniak, pallotyn, którzy przez lata pracował w Rwandzie. – Nie noszę w sobie lęku. Nigdy nie przestraszyłem się żadnego rykoszetu ciemnej strony mocy. Jeszcze mocniej i intensywniej głoszę wówczas Jezusa. (śmiech)

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Pati
    11.09.2018 07:48
    Duchu Św. natchnij mnie,Miłości Boża pochłoń mnie...; Chwała Ojcu i Duchowi św. ...
  • nika
    11.09.2018 12:09
    Alleluja!!! Dzięki, panie Marcinie, za ten artykuł i za zawarte w nim świadectwa. Trzeba ogłaszać panowanie Pana Jezusa, gdziekolwiek jesteśmy. Jesteśmy dziećmi KRÓLA !!
  • Gosia
    11.09.2018 12:15
    Owszem, tekst grecki nie ma słowa "zbytnio", jest sam czasownik. Ale on ma swoje odcienie znaczeniowe. Może być to jak najbardziej wskazana troska o innych (Flp 2,20; 1 Kor 12,25), o sprawy Pana (1 Kor 7,32), ale też zamartwianie się złączone z niepokojem jak w Mt 6 czy Flp 4,6. Od dawna mnie ciekawi, z jakiego wydania Biblii policzone zostało te 365. Wstępna próba Tysiąclatki (zdania: nie bój/lękaj/obawiaj się i liczba mnoga) dała 122 wystąpienia. Ktoś wie? Jerozolimska NJB frazy "do not be afraid" i "do not fear" ma łącznie 99 razy. W Biblii hebr. "nie bój/cie się" (al tira' i l. mn) razem 66 razy. Biblia grecka - me phobou/phobeisthe razem 79. Oczywiście, może jeszcze inne formy, ale te są najpopularniejsze. Ktoś zna źródło 365?
  • nika
    11.09.2018 12:16
    A portal, którego tytuł przywołano ? Dokładnie, jak w Biblii - troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało... Biedny ten Aleksandrów....
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.