„Widzenie” dobra jest w Bogu

Do tego widzenia dobra w świecie my również jesteśmy wezwani. Dlatego mój znajomy ksiądz miał rację, gdy mówił, że jeżeli się zgasi w kapłanach tę świecę zachwytu, jeżeli uciszy się śpiew uwielbienia – ten, który jest motywem przewodnim pieśni Kościoła – wtedy stłamsi się w nich wszystko.

Przyznam w tym miejscu, że w mojej posłudze kapłańskiej często jestem konfrontowany ze sprawami trudnymi, ciężkimi, dramatycznymi – wręcz z religijną patologią. Czasami widzę, jak łatwo gaśnie mój duch uwielbienia w zetknięciu się z tą rzeczywistością. Biorę teksty psalmów czy teksty z mszału i czuję się z nimi obco. Czytam: „Chwalcie”, „Śpiewajcie”, „Uwielbiajcie”, ale często to jest ostatnia czynność, jaką chciałbym wówczas robić. Chętnie bym za to usiadł i ponarzekał – powiedział: „Do bani to wszystko. Bez sensu”. A tymczasem słyszę: „Święty, święty, święty”, „Chwała na wysokości”, „Przyjdźcie, radośnie śpiewajmy Panu”. Ciężko mi odnaleźć w sobie podobny nastrój po tym wszystkim, co słyszę od ludzi, z którymi się spotykam. Wtedy właśnie myślę o zachęcie papieża Franciszka do odnowienia w sobie ducha uwielbienia.

Psalm 95, który jest podstawą naszej medytacji, powstał najprawdopodobniej po niewoli babilońskiej. Była ona dla ludu izraelskiego trudnym doświadczeniem. W Psalmie 137 czytamy, że ci, którzy uprowadzili Izraelitów, żądali od nich pieśni: „Nasi gnębiciele żądali pieśni radosnej: «Zaśpiewajcie nam którąś z pieśni syjońskich!»”. Psalmista wyznaje jednak: „Jakże możemy śpiewać pieśń Pańską w obcej krainie?” (por. Ps 137,3–4). Im głębsze jest zniewolenie, tym trudniej śpiewać radosną pieśń chwały. Dlatego powracający do świątyni Izraelici są zachęcani przez chóry stojące u wejścia, aby odnowili w sobie ducha uwielbienia. Jest to oczywiście proces, ale możliwy do zrealizowania. Chór w wielu kulturach uobecnia to, co obiektywne – tak jak w teatrze greckim. On reprezentuje obiektywne prawdy w zagubionej subiektywnej dramatyczności dziejów. „Śpiewajcie Panu” – ta zachęta nie znaczy, że to ma się dokonać już, w tym momencie, na siłę. Przecież lud wraca z niewoli, dopiero wychodzi z doświadczenia smutku, z przygnębienia. Jedna zachęta nie zmieni samopoczucia ludzi, nie zadziała jak magiczna różdżka czy cudowny przycisk, którego naciśnięcie wszystko natychmiast odmieni. Nie można ludziom nakazać uwielbienia, nie można im go narzucić. Ono musi płynąć z serca. To jest długi proces... „Przyjdźcie”, „idźcie” – użyte czasowniki podpowiadają nam, że psalm trwa, że proces kształtowania w sobie ducha uwielbienia także jest w trakcie. „Uwielbiajmy Go, padając na twarze” – chór mówi, że to jest możliwe. Można na nowo rozpalić żar uwielbienia w swym wnętrzu. Nie w jakiś magiczny sposób, bo – jak uczy przysłowie – „co nagle, to po diable”, ale w ramach długiej drogi.

Zauważamy, że wśród ludzi, którym służymy, jest wiele smutku. Tyle w ludzkich sercach narzekania, złorzeczenia, czegoś zupełnie przeciwstawnego do ducha uwielbienia. Im bogatsze kraje, tym łatwiej zgasić w człowieku tę postawę zachwytu i skoncentrować go tylko na tym, czego nie ma – na brakach, niedostatkach. Niedawno miałem okazję wysłuchać relacji pewnej młodej kobiety, matki trójki dzieci, absolwentki Wydziału Teologicznego w Opolu. Wybrała się na spacer ze swoim dwuletnim synkiem. W czasie przechadzki chłopiec nagle stwierdził: „Mamusiu, ja tutaj na chwilę zaparkuję swój rowerek i popatrzę sobie”. Zapytała go: „Synku, na co chcesz patrzeć? Co tu niby jest do oglądania?”. A on jej odpowiedział: „Aaa, mamusiu, popatrzę, jaki piękny jest ten świat”. Zawstydził ją, absolwentkę teologii – dopiero bowiem przez swojego syna zobaczyła piękno, które ich otaczało. Najmłodsi mają w sobie płomiennego ducha uwielbienia, który w nas, dorosłych, już czasem ostygł. Możemy być poważnymi księżmi, wykształconymi teologami, a tymczasem dzieci muszą nas pouczać, że warto kontemplować świat, bo to, co widzimy, jest godne uwielbienia i zachwytu. „Usta dzieci i niemowląt oddają Ci chwałę” (zob. Ps 8,3) – przekonuje nas psalmista. To rodzaj pierwotnego doświadczenia w ludzkim bycie, niezależnego od tytułów, które zdobyliśmy. Wielu antropologów uważa, że właśnie postawa zadziwienia jest najbardziej pierwotnym aktem ludzkiego bytu.

Zadziwienie. „Widział Bóg, że wszystko było dobre” (zob. Rdz 1,31). „Widzenie” dobra jest w Bogu – do tego widzenia dobra w świecie my również jesteśmy wezwani. Dlatego mój znajomy ksiądz miał rację, gdy mówił, że jeżeli się zgasi w kapłanach tę świecę zachwytu, jeżeli uciszy się śpiew uwielbienia – ten, który jest motywem przewodnim pieśni Kościoła – wtedy stłamsi się w nich wszystko. Wówczas to, co będziemy robić, nasz trud, praca i duszpasterstwo, stracą swój blask.

Tylko zachwyceni zachwycą. Jeżeli chcemy jako księża zafascynować chrześcijaństwem i Ewangelią, sami bądźmy nimi oczarowani, urzeczeni Chrystusem. Jeżeli męczymy się, przygotowując rekolekcje; jeżeli martwimy się, co powiemy ludziom; jeżeli ubolewamy, że znowu nasza kolej, by wygłosić homilię – i akurat nie ma do przeczytania listu od biskupa – to znak, że nie jest dobrze. Moje słowo, „produkt” mojego niezachwyconego wysiłku, nie zachwyci słuchających. Podobny absurd ukazuje scena z filmu Usiadł gołąb na gałęzi i rozmyśla o istnieniu, do którego już nawiązywałem. Ludzie patrzą na martwe stworzenia i sami są jakby martwi. Patrzą, a nie widzą. Żyją, ale jakby nie żyli.

Dlatego też u początku dnia, gdy wstaję zniechęcony, wiedząc, że może mnie spotkać coś trudnego, znajduję się jakby między dwoma chórami, które mnie wprowadzają do świątyni i śpiewają: „Przyjdźcie, radośnie śpiewajmy Panu, (…) stańmy przed obliczem Jego z uwielbieniem”. Bóg przez ten hymn zachęca mnie, przekonuje, że taka postawa może stać się również moją. „Rozpal na nowo w sobie charyzmat Boży” (zob. 2 Tm 1,6), w tym również charyzmat uwielbienia Boga. Prośmy Go, byśmy na nowo wzbudzili w sobie ów zachwyt. Każdy z nas tego potrzebuje, bo łatwo stygniemy w wewnętrznym zapale. Nasza kultura dobrobytu szybko gasi ducha zachwytu. Tak jak widzieliśmy to na przykładzie młodej absolwentki naszego wydziału – czasem dziecko musi przypomnieć dorosłemu, iż jest powód, aby chwalić, aby rozpalić w sobie na nowo ducha uwielbienia. A chór nieustannie zachęca w Psalmie 95: „Przyjdźcie, uwielbiajmy Go, padając na twarze, klęknijmy przed Panem, który nas stworzył”.

*

Powyższy tekst jest fragmentem książki ks. Krzysztofa Grzywocza pt. "Bądź pochwalony, Panie mój". Wydawnictwo WAM

„Widzenie” dobra jest w Bogu

«« | « | 1 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg