Wersja Judasza

Nowy biblijny film. Włosko-polski. A w jednej z głównych ról Tomasz Kot. O czym jest ta historia? I jak ją interpretuje reżyser, Gulio Base?

27 marca do kin wejdzie film włosko-polski pt. "Wersja Judasza", gdzie w jednej z ról występuje Tomasz Kot, a narratorem jest Wojciech Mecwaldowski. Poza nimi mamy legendarną gwiazdę kina amerykańskiego, Ruperta Everetta, który wciela się w postać Kajfasza. On ma na swoim koncie takie hity jak: "Idealny mąż", "Zakochany Szekspir", "Napoleon". Natomiast Józefa gra John Savage (Łowca jeleni, Ojciec chrzestny III). Co ciekawe w rolę Piotra wcielił się aktor Darko Perić, którego pamiętamy z serialu "Dom z papieru".

Reżyserem jest Włoch Gulio Base, który ma na swoim koncie kilka religijnych filmów i sprawdził się też jako aktor. Między innymi zagrał w produkcji międzynarodowej "Jan Paweł II". 

O czym jest film Wersja Judasza?
Tego samego dnia, wiele, wiele lat temu, dwóch mężczyzn umiera niedaleko od siebie: Jezus na krzyżu, Judasz wiszący na drzewie. Jezus i Judasz są swoimi lustrzanymi odbiciami: jedno potrzebuje drugiego, aby "przeznaczenie" się wypełniło.

Fakty, zwykle przytaczane przez czterech Ewangelistów, tym razem zostają opowiedziane przez Judasza, jednego z dwunastu apostołów. Wyznanie Judasza rozdziera serce: stając się narzędziem do wypełnienia Pisma, zostaje najgorszym niegodziwcem w historii, mimo że był "wybranym", jako nie tylko najbardziej haniebny z ludzi, ale być może także najbardziej hojny. Zdradza i skazuje się na wieczne potępienie, aby "męka" mogła się spełnić.

Judasz umiera samotnie, pełen myśli samobójczych, bez ucieczki, bez nadziei, spełniwszy swój "obowiązek". Opowieść Judasza wyrywa nas z Ewangelii i zmusza do wniknięcia w siebie. Kto z nas nigdy nie zdradził Jezusa?

Reżyser i scenarzysta Giulio Base zastosował interesujący zabieg filmowy, sprawiający, że widz długo nie widzi twarzy Judasza, będącego narratorem, co wzmaga ciekawość, a także sprawia, że na wydarzenia patrzy się niejako oczami głównego bohatera. Głosu narratorowi w polskiej wersji użycza Wojciech Mecwaldowski.

*

Rozmowa z Gulio Base
Twój dorobek artystyczny jest imponujący. Wiele twoich dzieł podejmuje tematy religijne. Czy uważasz się za specjalistę w tym gatunku, czy wynika to również z faktu mieszkasz we Włoszech?

Nie nazwałbym siebie specjalistą. Specjalistami od sztuki sakralnej są wielcy artyści wszech czasów. Uważam się raczej za szczęściarza, że mogę wpisać się w tę długą tradycję osób, które opowiadały wydarzenia ewangeliczne nie tylko poprzez Pismo Święte, ale także poprzez sztukę. Kino, z tej perspektywy, jest sztuką stosunkowo młodą, ale przynależy do znacznie starszej historii. Przez tysiąclecia sztuka była niemal w całości sakralna. Przed pojawieniem się fotografii i późniejszych nurtów abstrakcyjnych, ogromna większość dzieł artystycznych mierzyła się z tematami religijnymi i duchowymi. W tym sensie czuję, że poruszam się wewnątrz bardzo starożytnej tradycji.

Reżyserowałeś serial „Don Matteo” (Ojciec Mateusz), który w Polsce od lat cieszy się ogromną popularnością. Jakie masz wspomnienia z tej produkcji?
Nie wiedziałem, że „Don Matteo” jest tak popularny również w Polsce, co sprawia mi wielką radość. Zresztą jest to rzeczywiście niezwykle udany format, sprzedany do wielu krajów na świecie. Moje wspomnienia z produkcji są wspaniałe. Do dziś jestem reżyserem, który wyreżyserował najwięcej odcinków tego serialu: pięćdziesiąt. Ekipa była – i wierzę, że nadal jest – prawdziwą rodziną. Ideą było tworzenie małych filmów: dzieł rozrywkowych zdolnych bawić publiczność, ale także sugerować refleksję, mały sygnał duchowy. Z Terence’em Hillem łączy mnie szczególna więź. Wiąże nas wielka przyjaźń. Jestem jedynym reżyserem, który nakręcił z nim film „na cztery ręce” – „Doc West”, a on jest ojcem chrzestnym mojego syna Valerio. Dla mnie jest on naprawdę członkiem rodziny.

Zagrałeś małą rolę w filmie „Jan Paweł II”. Jakie masz wspomnienia z tej produkcji? Czy spotkałeś papieża osobiście?
To bardzo poruszające wspomnienie. W filmie wcieliłem się w postać lekarza, który operował Jana Pawła II tuż po zamachu. Aby się przygotować, dużo czytałem i rozmawiałem z rodziną prawdziwego lekarza, która przechowywała całe jego archiwum. Było to emocjonujące doświadczenie również ze względu na obsadę: pracować u boku tak wielkich aktorów jak Jon Voight, Ben Gazzara i wielu innych. Tak, miałem też szczęście spotkać Jana Pawła II osobiście przy trzech okazjach. Za pierwszym razem miałem bardzo silne odczucie, że stoję przed kimś naprawdę wyjątkowym, kimś, kto zdawał się nie należeć wyłącznie do tej ziemi. Nieprzypadkowo na jego pogrzebie skandowano „Santo Subito”. Jego natychmiastowa kanonizacja zawsze wydawała mi się naturalnym uznaniem tego, co reprezentował: świętości.

Czy znasz historię naszego kraju?
Nie mogę powiedzieć, bym znał historię Polski dogłębnie, poza jej ogólnymi zarysami. Jest to jednak kraj, do którego żywię wielką sympatię. Odwiedziłem go z wielką przyjemnością. Byłem w Krakowie, który uważam za wspaniałe miasto, zwiedziłem też Auschwitz – miejsce straszne i głęboko bolesne dla historii ludzkości. Część jednego z moich pierwszych filmów kręciłem w Europie Wschodniej.  Był rok 1993, a film nosił tytuł „Lest”. Mam bardzo żywe wspomnienia z tego doświadczenia i z kraju o silnych tradycjach, z ludźmi szczerymi, pracowitymi i uczciwymi.

Twoja ostatnia produkcja, „La versione di Giuda” (Wersja Judasza), ponownie podejmuje temat religijny. Jak zrodził się ten projekt?
Od wielu lat czułem pragnienie opowiedzenia o postaci Judasza. Bardziej niż sama jego historia, zawsze fascynowała mnie granica między grzechem, błędem a zdradą w życiu każdego chrześcijanina. Pozostaje też wielka kwestia teologiczna: relacja między predestynacją a wolną wolą. Jeśli Bóg jest wszechmogący i wszystko jest już zapisane, jaką odpowiedzialność ponosi Judasz za swój czyn? Jeśli natomiast przeważa wolna wola, pytanie staje się inne: czy naprawdę wybrał zdradę? Jednocześnie jednak bez Judasza nie byłoby Męki Pańskiej i być może historia chrześcijaństwa potoczyłaby się inną drogą. To ogromne pytania, które towarzyszą mi od wielu lat. Z czasem, rozmyślając nad tymi tematami, narodził się pomysł na film.

Jak pracowało się z Tomaszem Kotem, który wcielił się w postać apostoła Szymona.
Tomasz Kot jest nadzwyczajnym aktorem i praca z nim była wielką przyjemnością. Pomysł zaangażowania go wyszedł od koproducenta Alessandro Leone, z czego bardzo się ucieszyłem, ponieważ znałem już i ceniłem jego dorobek. Na planie okazał się dokładnie taki, jak przypuszczałem: aktorem nie tylko przygotowanym, ale niezwykle uważnym na detale postaci. Film jest specyficzny, ponieważ nie posiada tradycyjnych dialogów. To zostawiało wiele miejsca na kreację. Z Tomaszem zbudowaliśmy wiele rzeczy bezpośrednio na planie, nadając jego apostołowi charakter niemal księżycowy, nieszablonowy: postać czystą, niemal jak duże dziecko. Byłem naprawdę dumny, mając go u boku i nieraz, nawet nieświadomie, podsuwał mi intuicje pełne autentycznej duchowości.

Jaki jest Twój stosunek do wiary?
Mam solidną, silną wiarę i uważam to za wielki dar otrzymany od rodziny. Moja mama była gorliwą katoliczką, a mój ojciec być może był nią mniej, ale to on nauczył mnie pierwszych modlitw, gdy nie umiałem jeszcze czytać ani pisać. To wychowanie dało mi pewnego rodzaju duchowy kręgosłup: świadomość, że istnieje coś poza tym, co widzimy i czego dotykamy, oraz że jesteśmy pod opieką i miłością Ojca, który nas stworzył. Religia z pewnością odgrywa ważną rolę w moim życiu, podobnie jak w moich studiach. Po ukończeniu studiów humanistycznych chciałem zgłębić teologię, uzyskując dyplom z teologii patrystycznej na tym samym wydziale, którego dziekanem był wówczas obecny Ojciec Święty. Na moim dyplomie widnieje bowiem podpis ówczesnego Roberta Francisa Prevosta, dzisiejszego kardynała (i bliskiego współpracownika papieża).

Jak obchodzi się Wielkanoc we Włoszech?
We Włoszech każdy region, każde miasto – a często każda wieś – ma inne tradycje. Wielkanoc jest w pewnym sensie matką współczesnego widowiska: lubię przypominać, że odrodzenie teatru nowożytnego, po greckim i rzymskim, nastąpiło właśnie w średniowieczu wraz z przedstawieniami pasyjnymi i Drogami Krzyżowymi, które odbywały się w okresie wielkanocnym. W mojej rodzinie w Wielki Piątek odwiedzamy siedem różnych kościołów, zgodnie z tradycją. Niedzielę świętuje się w gronie rodzinnym, natomiast w poniedziałek – Poniedziałek Anioła (Pasquetta) – odbywa się klasyczną wycieczkę za miasto: piknik i dzień na świeżym powietrzu. Wraz z wiosną nadchodzi także poczucie odrodzenia, które jest nie tylko religijne, ale także naturalne i duchowe.

Z czego jesteś najbardziej dumny jako Włoch? I jak spędzasz czas wolny?
Jest wiele rzeczy, z których my, Włosi, możemy być dumni. Jedna dotyczy z pewnością naszej tradycji artystycznej: Leonardo, Rafael, Michał Anioł, Botticelli, ale także wielcy pisarze i wielcy filmowcy. Jest też styl życia, który jest często podziwiany na świecie: sposób ubierania się, kuchnia, towarzyskość, pewna radość życia. Jeśli chodzi o czas wolny, mam to szczęście, że głęboko kocham swoją pracę. Często spędzam go więc oglądając filmy lub czytając książki dotyczące kina. Moją prawdziwą odskocznią jest jednak joga, którą praktykuję regularnie i która daje mi energię, by pozostać zawsze aktywnym.

Wersja Judasza

«« | « | 1 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg