Błogosławieni ubodzy!

To błogosławieństwo wzbudza największy opór. Zupełnie niepotrzebnie. Możesz sobie być bogaty. Chodzi tylko o to, że ubóstwo może dawać szczęście. Ale jak nie chcesz, to nie :)

Reklama

Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie (Mt 5,3)

Późna jesień. Cichy zakątek Brennej. Asfaltowa droga. Na stokach drzewa z resztkami czerwonych, jeszcze niepogubionych liści. I chłodne, błękitne niebo. Szybko nadchodził zimny wieczór. „O, patrz dom na sprzedaż” – wołam do kolegi. Jeden, niebawem drugi, piaty.... Potem pogubiliśmy się w rachunku. Co się stało, ze wszyscy chcą się pozbywać swoich domów?

Powód chyba prosty. W dobie budowlanego boomu taki dom czy domczysko w górach wydawały się cudownym kawałkiem świata należącego tylko do mnie. Jest gdzie wyjeżdżać na weekendy, jest gdzie zaprosić znajomych, a przy okazji jest i dobra lokata kapitału. Z czasem pewnie niejeden odkrył, że to ma średni sens. Nie tylko dlatego, że jak to się mówi: „ja mam dom, a dom ma mnie”;  wymaga ciągłej troski: napraw, koszenia trawy, odśnieżania. Przede wszystkim dlatego że trudno mieszkać w dwóch miejscach na raz. I to nie tylko kwestia wydatków. Także czasu i sił. Znacznie prościej i stanowczo taniej jest wynająć sobie na weekendy jakąś kwaterę. I nie jest się tak przywiązanym do jednego miejsca.

No bo co z tego, że mogę powiedzieć, iż ten cudowny kawałek świata wokół mojego domku w górach jest mój? Ten, kto nie jest przywiązany do tego jednego jedynego miejsca jest przecież  znacznie bogatszy. Bogaty i szczęśliwy tym, co widziały jego oczy. Jego może być wschód słońca na Żabim Wyżnim albo zachód na Świnicy. Jego jest błękit jezior Suwalszczyzny, biel wapiennych skałek Jury i zieleń bieszczadzkich połonin. Choć nie jest właścicielem żadnego z tych miejsc, są jego.  Kto mu będzie chciał wyrywać z serca ich obraz, którym  napasł (!) swoje oczy?

Kiedy nie pragnie się posiadania nie wiadomo czego, tyle wystarczy. Moje są pełne krokusów łąki, moje są chwiejące się na wietrze łany zbóż, moje są nawet kwiaty w ogródku sąsiada. Że nie mogę ich zerwać? Ale po co? Przecież one piękne są tam, gdzie są. Gdyby je zerwać cały ich urok by prysł. Ich piękno czyni mnie bogatym, kiedy pozwalam im rosnąć tam, gdzie są.

Gdy nie chcę mieć kawałka świata na wyłączność, moim staje się praktycznie cały świat. Moim jest pokój, który wynajmuję na jedną noc podczas górskiej wędrówki, moja jest łąka na skraju lasu, na której spędzam noc pod gołym niebem, gdy nie szukam czegoś lepszego. I gdy nie odgradzam się od innych płotem swojej „posiadłości”, ubogacają mnie i ci, z którymi zamieniam parę słów na szlaku, i ci, z którymi mogę dłużej pogawędzić wieczorem w schronisku.  Czyż nie jestem szczęśliwszy od tych, którzy cały dzień  spędzili w warunkach może i luksusowych, ale samotnie połykając kolejne przekąski czy wśród ludzi tak samo znudzonych luksusem, jak oni sami?

A przecież prawda, że bogactwo niekoniecznie daje szczęście nie sprawdza się tylko, gdy idzie o spędzane wakacji.  Zwykły wieczór z sąsiadami na ławce przed blokiem jest ciekawszy niż taki sam, wypełniony zabawą pilotem od telewizora. Czujesz to?

Jeśli tak patrzę na świat, przestaje mieć znaczenie spór, czym się ma różnić ubogi w duchu od ubogiego. Albo ile mogę mieć, żeby się Bogu nie narazić i ile powinienem rozdać. Jestem szczęśliwy, bo mając niewiele, mam właściwie wszystko. A kiedy dzielę się swoim szczęściem - uśmiechem dobrym słowem - nie tylko niczego nie tracę, ale staję się jeszcze bogatszy.

A do tego – obiecuje Jezus – moje jest jeszcze królestwo niebieskie. Nie ma nawet co pytać dlaczego.  Przecież to oczywiste. Królestwo to miłość. Miłość bezinteresowna, miłość która nie chce zagarniać dla siebie, która niczego innym  nie zazdrości, którą cieszy spotkany przyjaciel, choć nie można z nim ubić żadnego interesu. Jeśli już tu na ziemi uświadamiam sobie, że nie muszę posiadać, zdobywać, by być szczęśliwy, świetnie nadaję się na obywatela nieba. Znacznie bardziej od tych, którzy ciągle gonią by mieć więcej albo ciągle muszą dla intratnego stanowiska wyrzekać się swoich ideałów. Dlaczego dobry Bóg akurat temu, który dojrzał do nieba, odkrył, że więcej radości jest w dawaniu niż braniu,  miałby zabronić tam wejść? Tak, do takich należy Królestwo. 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama