Zapomniane błogosławieństwo

Osiem błogosławieństw? Tak zazwyczaj myślimy. Ostatnie, sformułowane już trochę inaczej, jest jakby zapominane. Ciekawe dlaczego?

Reklama

Osiem to liczba nieskończoności. Piękny symbol. Nieskończoność dróg prowadzących do Królestwa. Ale dziewięć też niczego sobie. Trzy po trzy. Trzy do kwadratu. Trzy to doskonałość. Doskonałość do kwadratu....

Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami (Mt 5, 11-12).

Słońce. Niedzielne popołudnie w wypełnionym kuracjuszami Iwoniczu. I nasza trójka. Z wielkimi plecakami, w lekko przybłoconych butach. Jak to podczas dłuższej górskiej wędrówki. Moja trwała już tydzień. Więc i gęba trochę za mocno już zarośnięta, i twarz ogorzała od słońca, wody i wiatru. Zdawało mi się? Może, ale odnosiłem wrażenie, że ubrane w eleganckie sukienki panie mijały nas  z niejakim niesmakiem. Podobnie panowie ubrani w zaprasowane na kant i koniecznie jasne spodnie. Nic nadzwyczajnego nie robiliśmy. Ale wyglądaliśmy nie tak. Nie komponowaliśmy się z niedzielnym wystrojem uzdrowiska.

Doświadczyłem tego wyraźniej, gdy zapukałem do drzwi domu z wielkim napisem „wolne pokoje”. A jakże, wolne, ale dla kogoś takiego? Pani wyraźnie się mnie przestraszyła. Dopiero miła wymiana zdań nieco ją uspokoiła. To i tak lepiej niż zimą, gdy już po ciemku zawitałem do pewnej stacji narciarskiej. Wolne pokoje, owszem, były. Ale dla tych, którzy przyjechali samochodem i z nartami. Człowiek z rakietami śnieżnymi przytroczonymi do plecaka nie budził zaufania...

Upokarzające? Budzące słuszny gniew? We mnie wywołało raczej rozbawienie, Miałem niepowtarzalną okazję na własnej skórze doświadczyć – ja, na co dzień szanowany członek zadowolonego z życia społeczeństwa – jak czują się ci, których otoczenie  z jakiegoś względu uznaje za kogoś gorszego; kogoś kto samą swoją obecnością zakłóca poczucie spokoju i zadowolenia. Dziwne doświadczenie. Swoiście piękne. Dzięki niemu wzmocniło się też moje przekonania, że urągania, prześladowania czy kłamstwa z powodu wierności Chrystusowi nie muszą boleć. Mogą rodzić niekłamaną radość. Radość płynącą z tego, że choć zadufani w sobie prześladowcy jednak się mylą. A rację mam ja, pogardzany i wyśmiewany.

Przeczuwam że tak jest, ale nigdy tego nie doświadczyłem. Bo nie przypominam sobie, by kiedykolwiek ktokolwiek z powodu mojej wiary urągał mi, prześladował mnie czy kłamał na mój temat. Ostatecznie całe życie spędziłem wśród ludzi mniej lub bardziej wierzących. Drobne docinki kończyły się, gdy kpiarze zauważali, że spływa to po mnie jak woda po kaczce. Może moje świadectwo zawsze było zbyt słabe, by mogło budzić sprzeciw? Może nie dość mocno piętnowałem zło? Nie wiem...

Nie próbowałem jednak pomagać losowi i niepotrzebnie drażnić różnych „prywatnych wrogów Pana Jezusa”. Bo przecież On nie mówił, że szczęśliwi ci, o których inni mówią źle z powodu ich kłótliwości, złośliwości czy obraźliwego języka, ale ci, którzy tej krzywdy doświadczają z Jego powodu. Z powodu tego, że na serio tratują Jego przykazanie miłości. I dlatego przeciwstawiają się wszelkiemu, bez wyjątku złu. Także temu, które sami mogliby szerzyć, nie powściągając języka, nie znając miłosierdzia i łaskawości, a hołdując kłótliwości czy starannie pielęgnując w swoim sercu złość.

Z czego się cieszyć, gdy ktoś urąga, oczernia czy prześladuje? Gdyby to robił brat w wierze można by się zastanawiać, czy przypadkiem się na coś takiego nie zasłużyło. Rzekome oszczerstwo może okazać się szczerą prawdą, urągania rozpaczliwą próbą zwrócenia uwagi na zło, a prześladowania spowodowane ciągłym w nim trwaniu. Ale gdy robi to jakiś wróg Jezusa, a sumienie mam czyste, to czym się przejmować? Im więcej takich przykrości, tym bardziej jest się podobnym do proroków. I tym większa nagroda w niebie!

Niepoważne? Myślę sobie, że gdyby za każdą przykrość, która chrześcijanina spotyka z powodu Jezusa ktoś przesyłał na jego bankowe konto,  w zależności od wielkości krzywdy, od 100 do 1000 złotych, pewnie  tańczyłby i śpiewał za każdym razem, gdyby coś takiego go spotkało. A przecież nagroda w niebie to coś znacznie więcej. Z powodu mojej wiary spotyka mnie coś przykrego? Nie ma co się żołądkować i pieklić. Alleluja! Moja nagroda jest co raz większa! To nie wariactwo. Naprawdę jest z czego się cieszyć!

Nie biadol więc, uczniu Chrystusa, jeśli z powodu Twoje wiary spotykają cię przykrości. Kiedy mówią, żeś ciaśniak, że nie myślisz albo że nie jesteś w myśleniu samodzielny. Nie ciskaj się, że cię zlekceważono, pominięto, nie doceniono. Wyrzuć ze swego serca wszelka złość na swoich nieprzyjaciół. Przecież kiedyś okaże się, że byli jak biedne, zagubione dzieci. A Ty jesteś dziedzicem Królestwa.

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama