Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości!

Trudne błogosławieństwo. Szczęśliwi, którym zaczyna brakować śliny by przełykać krzywdy. To możliwe? Jeśli spojrzeć na doznawanie krzywdy nieco inaczej...

Reklama

„Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni” (Mt 5,6).

Ile to będzie kosztowało? – pytam fachowca, który ma zająć się odpadającym w moim mieszkaniu sufitem. O, to nie będzie drogie. Maksymalnie... I tu pada kwota, która na tle innych propozycji wydaje się całkiem interesująca. OK, to robimy. Cóż z tego, kiedy po wykonaniu pracy na fakturze pojawia się kwota o połowę wyższa? I co z tym fantem robić? Awanturować się? Iść do sądu?  Szkoda zachodu. Lepiej przełknąć niesprawiedliwość. Któż podobnych sytuacji nie przeżył?

A przecież to drobiazg. Bywa znacznie gorzej. Zwłaszcza jeśli jest się tak zwanym „podpadniętym”. Najgorsza jest bezsilność. Kiedy doskonale zdajesz sobie sprawę, że jeśli zaczniesz domagać się sprawiedliwości, tylko narobisz sobie większych kłopotów. Kiedy z tego powodu sam odpuszczasz, a odkrywasz, że ktoś dalej  bez skrupułów pod tobą kopie. Wyjaśniać? Masz marne szanse. Przecież już masz przyprawioną gębę. A ludzie niechętnie zmieniają zdanie. Zwłaszcza gdyby to miało zakłócić ich święty spokój. Zresztą po co? W takich sytuacjach krzywdziciel, chroniony milczeniem ofiary towarzysko rozkwita. Może śmiać się, żartować. Całkiem sympatyczny człowiek. Krzywdzony to smutas. Mruk, z którym nie ma o czym rozmawiać. Zaklęty krąg bezsilności....

Skąd więc pomysł Jezusa, że złaknieni sprawiedliwości mieliby być szczęśliwi? Tylko z tego powodu, że w dniu sądu tej sprawiedliwości się doczekają? A jeśli Bóg ich krzywdzicielom wybaczy – przecież w makroskali takie pojedyncze krzywdy to drobiazg – a oni, chcąc nie chcąc znów będą musieli w bezsilności przełykać ślinę?

To może zabrzmieć przewrotnie. Ale.... Chyba po prostu lepiej doznawać niesprawiedliwości niż samemu być wśród tych, którzy krzywdzą. A już na pewno o wiele lepiej jest być po stronie krzywdzonych, razem z nimi odczuwać dyskomfort z powodu ich krzywd niż oklaskiwać tych, którzy postępują niesprawiedliwie. Ci, których krzywdy – własne czy cudze – uwierają, dzielą los Jezusa i upodabniają się do Niego. Z Nim też obeszli się niesprawiedliwie. I Jego też uwierało, że wielcy tego świata uciskają maluczkich. Być choćby tylko w tej kwestii podobnym do Jezusa, to zaszczyt...

Błogosławieni łaknący i pragnący sprawiedliwości... Być może w dniu sądu Bóg wcale nie będzie musiał sycić ich pragnienia zemsty za doznane krzywdy. Rozpoznając w nich ludzi dzielących na ziemi los Jego Syna pewnie więcej im wybaczy. I pewnie w swojej hojności doznane krzywdy jakoś wynagrodzi. Bo przecież jest sprawiedliwy. Taki zysk za doznane od ludzi krzywdy?. Naprawdę zdecydowanie lepiej być z krzywdzonymi niż samemu krzywd się dopuszczać....

Czwarty tekst z cyklu "Na ścieżkach błogosławieństw"

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama