Nowe a stare prawo

Nie znieść, a wypełnić. Tajemnicze stwierdzenie. No to jak to jest, z tymi prawami Starego Testamentu. Obowiązują? Nie? Żadne nie jest zniesione, ale które zostały „wypełnione”?

Reklama

Konstytucja królestwa, opowieść druga, część pierwsza

Kazanie na górze.... Tak, to prawdziwa Konstytucja królestwa. W pierwszej o niej tekstowo-filmowej opowieści temat został ledwie rozpoczęty. No, prawda, dotknęliśmy wtedy tego, co w niej najważniejsze: jej stawiającej na głowie przyjęte przez zdecydowaną większość ludzi schematy myślenia osiem (albo i dziewięć) błogosławieństw no i odpowiedzi na pytanie podstawowoe: po co Bogu na tym świecie chrześcijanie; co to znaczy że mają być solą ziemi i światłem świata. Dziś czas  na rozpoczęcie kolejnej  opowieści....

 

Portal Wiara.pl Kazanie na górze s2 c1

Dwie jednokierunkowe uliczki. Kiedyś jedna z nich była główną arterią wjazdową do tego rejonu miasta. Dziś dojechać nimi, owszem, można, ale służą głównie jako miejsce parkingowe. Tylko światła na skrzyżowaniu zostały. Choć by przejść na drugą stronę trzeba tylko – dosłownie – pięciu kroków – nieustannie, nawet gdy nic nie jedzie,  zatrzymują pieszych. Jaki jest sens ich istnienia? 

Trzeba przystanąć, klepnąć w guzik (zimą koniecznie zdejmując wcześniej rękawicę, bo inaczej nie załapie), odczekać swoje i dopiero jak zapali się zielone, zrobić tych pięć kroków. Te światła zainstalowano kiedyś, żeby było bezpieczniej. Dziś, gdy ruch się uspokoił, bo to i owo w tym rejonie miasta zmodyfikowano, tych pięć kroków to żadne niebezpieczeństwo. I choć zasada, by przechodzić tylko na zielonym jest niewątpliwie słuszna,  konieczność zatrzymywania się na nich w tym akurat miejscu to już zupełnie niepotrzebna uciążliwość.

Zasada kontra rozsądek. Tak samo wyglądał niegdyś spór Jezusa z oficjalnym judaizmem. Strażnicy prawa Starego Testamentu byli jak dzisiejsi zarządcy ulic: zasady są po to, żeby ich przestrzegać. Jezus byłby jak ci piesi na tym przejściu, którzy nie zważając na światło czujnie się rozglądają i jeśli nic nie jedzie, przechodzą

Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę. bowiem powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni. Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim. A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim. Bo powiadam wam: Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego.

To które prawo (i prorocy), choć niezmienione, zostało wypełnione? Właściwie już po kłopocie. Wyboru za nas dokonali uczniowie Jezusa już w czasach Apostolskich. To wtedy, przypominając sobie nauczanie Jezusa, np. o czystych czy nieczystych pokarmach,  zrezygnowano z wymogu przestrzegania wielu kultycznych przepisów Starego Przymierza, ale jednocześnie pozostawiono w mocy to, co stanowiło istotę Bożego prawa. Dziś pozostaje nam, bardzo bezpiecznie, zwyczajnie słuchać Kościoła.  Jednak i dziś w stosunku do tych przykazań, które w Kościele pozostały, musimy ciągle pamiętać, że zostały „wypełnione”; że w wielu wypadkach musimy się trzymać nie litery prawa, ale zrozumieć i wprowadzić w życie jego ducha. Nie, wcale nie po to, by się usprawiedliwiać i mówić: „to nas nie obowiązuje”. I nie tylko by dostrzec wyjątki od zasady. Przede wszystkim by przyznać, że zakres tego czy innego przykazania jest dużo szerszy niż sztywne trzymanie się jego litery.

W tym zresztą właśnie duchu będzie za chwilę te przykazania tłumaczył Pan Jezus: słyszeliście że powiedziano tak a tak, a Ja mówię wam, że musicie więcej. Nie tylko nie zabijać, ale i nie gniewać się na brata, nie tylko nie cudzołożyć, ale i nie patrzyć pożądliwie, nie tylko dotrzymywać przysięgi, ale zawsze mówić prawdę.

Dawno to było, prawda? Ale dziś też nie brakuje prób omijania Bożego prawa przez kurczowe trzymanie się jego litery. Ot, pojawiające się czasem pytanie, ile mogę spóźnić się na niedzielną Msze, by została mi zaliczona? Jakich słów nie mogę używać, bo są niecenzuralne, a jakimi mogę obrażać bliźniego (na przykład  częste dziś wzywanie adwersarza, by czytał ze zrozumieniem)? Albo tłumaczenie, że nie okłamałem, tylko mój rozmówca był naiwny ufając moim zapewnieniom  albo że nie oszukałem, tylko byłem sprytniejszy. „Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego”. Musicie przestać zadowalać się wypełnianiem litery prawa. Koniecznie musicie też widzieć jego ducha. 

W tym właśnie tkwi istota odpowiedzi na owo pytanie o różnicę między „zniesieniem” a „wypełnieniem” prawa. Nie przeciwstawiam się zasadzie prawdomówności, gdy nie chcę ujawnić prawdy bandycie szukającemu swojej ofiary, by ją zabić. Ponad jednym dobrem stawiam inne, ludzkie życie. Nie jestem zabójcą nienarodzonego dziecka, jeśli ratując życie matki zgadzam się na nieuchronną śmierć jej dziecka. Wybieram dobro, uratowanie choć jednego życia, gdy nie mogę ocalić obu. Nie jestem złodziejem, jeśli zabieram bogatemu bo inaczej nie nakarmię mojego płaczącego z głodu dziecka. Ale  choć nie upaprałem rąk krwią jestem mordercą, jeśli zaszczułem bliźniego swoimi gierkami. Choć nikomu niczego nie zabrałem jestem złodziejem, gdy nie zapłaciłem bliźniemu tyle, ile miał dostać za wykonaną pracę. Choć niby nie kłamię, tak naprawdę jestem oszczercą, gdy publicznym pytaniem sugeruję jakąś moralną ułomność bliźniego. Tak, nasza sprawiedliwość musi być większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszy. Nie możemy szukać sposobów na obejście Bożego prawa. A raczej we wszystkim szukać jak największego dobra.

 

Zobacz też:

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama