Anna. Kobieta modlitwy (2)

Niezależnie od ludzkich możliwości i wysiłków, źródło życia pochodzi z daleka i ma swe korzenie w tajemnicy Boga.

Reklama

Witaj drogi Czytelniku dobrze, że jesteś i że przymierzasz się do czytania drugiej części tekstu o niepłodnej kobiecie z 1 Księgi Samuela (1,1-27; 2,1-21). Część pierwszą (znajdziesz ją tutaj) zakończyłam w momencie, w którym Anna dochodzi do wniosku, że skoro to Bóg jest odpowiedzialny za sytuację, w której się znalazła, czyli bycie niepłodną (por. 1 Sm 1,6) to tylko On może jej pomóc. Zapraszam Cię do lektury.

Przyznam się, że pomysł Anny, aby zwrócić się o pomoc do Boga bardzo mi się podoba. „Nie uczyniła jednak tego w duchu oskarżenia, lecz zwróciła się pełna nadziei, świadoma, że niezależnie od ludzkich możliwości i wysiłków źródło życia pochodzi z daleka i ma swe korzenie w tajemnicy Boga” (A. Fumagalli). Znam wiele osób, które są takim «chrześcijańskimi Zosiami Samosiami», starającymi się osiągnąć wiele jedynie za pomocą własnych sił i możliwości. A prawda jest taka, że „gdy ludzie zmniejszają Boga, to modlą się bez wiary, pracują bez pasji, służą bez radości, cierpią bez nadziei. Skutkiem tego jest ucieczka, utrata wizji i brak wytrwałości” (J. Ortberg).

Anna, postanawia zwrócić się do Boga w modlitwie (por. 1 Sm, 1,10). Nie była to jednak rozmowa sztuczna, udawana, kobieta nie starała się mydlić Bogu oczu, była autentyczna w każdym wypowiedzianym słowie. W chwili intymnej rozmowy, prawdziwa kobieta spotkała się z prawdziwym Bogiem. Podczas tego spotkania Anna w sposób niezwykle konkretny przedstawiła Bogu pragnienia swego serca, zaczynając od słów: „Panie Zastępów...” (1 Sm, 1,11).

Czytając komentarze do tego fragmentu Pisma Świętego dowiedziałam się, że Anna jest pierwszą osobą, która w ten właśnie sposób zwraca się do Boga. On jest przecież Panem ziemskich i niebieskich zastępów, Panem wszystkiego co stworzył, Panem cudów, które uczynił dla Narodu Wybranego, Panem życia każdego człowieka, również Twojego i mojego mimo iż o tym zapominamy, albo pamiętać nie chcemy. W słowach, które kobieta kieruje do Boga wyraża się jej wiara w Jego wielkość i wszechmoc. Stanięcie w prawdzie z Bogiem daje człowiekowi możliwość spojrzenia na siebie w świetle prawdy, i przejścia od tego Kim jest Bóg, do tego kim jest człowiek. Ta prawda o Bogu i o człowieku w sposób szczególny jest widoczna w czasie adoracji Najświętszego Sakramentu, kiedy w geście pełnym pokory stworzenie zbliża się do swego Zbawiciela. Już nie jestem wtedy kimś wyższym, mądrzejszym, bogatszym, ładniejszym, lepszym niż człowiek obok mnie, ponieważ patrzę na niego z poziomu swoich kolan, jednocześnie podnosząc głowę, by spojrzeć w oczy Temu, który pokornie ukrył się dla nas w kawałku Chleba.

Żona Elkana modląc się do Boga ma świadomość bycia Jego służebnicą (por. 1 Sm 1, 11). Czuje się jak malutki ziemski robak, który chce służyć swemu Panu. I w takim momencie człowiek może odkryć jakie zadanie Bóg dla niego przygotował. Pan chce, aby Mu służono biorąc wzór z postawy Jego Syna, Jezusa Chrystusa. Przy takim poznaniu siebie Anna ma do Boga wielką prośbę i błaga Go o cud: o dziecko, a dokładnie o syna i składa obietnicę (por. 1 Sm 1,10-11). Możliwe, że Anna zwracając się do Boga w ten sposób chciała powiedzieć: „Boże na niebie wiesz jak bardzo chciałabym mieć syna. Ale błagam o niego bardziej dla Ciebie, niż dla siebie!”. Kobieta widzi co dzieje się wokół niej, dostrzega jak nabożeństwo zobojętniało ludowi i kapłanom (por. 1 Sm 2,12-17), i być może zdaje sobie sprawę z tego, jak bardzo Naród potrzebuje człowieka, który stałby się prawdziwym łącznikiem pomiędzy Bogiem i Jego ludem.

Czy Anna płacze tylko nad sobą i swoją niepłodnością, czy też nad ludem, którego jest częścią i jego obojętnością wobec Boga? Czy to z tego powodu jej modlitwa wybiega tak daleko w przyszłość? Czy dostrzega ona swój udział w rozwiązaniu duchowego i narodowego problemu? Tego nie wiem, ale nie jest to niemożliwe. Jednak ten fragment jest zbyt zwięzły, aby można to było wyraźnie odczytać. Na rozpad narodu i kapłaństwa wskazuje zachowanie Helego wobec Anny (por. 1 Sm 1,12-14), który zauważył kobietę, gdy ta „modliła się w ciszy, tylko poruszając wargami, co było niezgodne z Prawem, nakazującym publiczną modlitwę odmawiać głośno” (G. Ravasi). Anna jednak nie musiała tłumaczyć się ze swojego zachowania, potrafiła wybaczyć złe traktowanie i w kilku słowach wyjaśnić sytuację, której kapłan był świadkiem (por. 1 Sm 1,15-16).

Być może pod wpływem cierpliwego zachowania kobiety, Heli nagle przypomina sobie o tym, kim jest, o tym, że jest kapłanem i odpowiada: „Idź w pokoju, a Bóg Izraela niech spełni prośbę, jaką do Niego zaniosłaś” (1 Sm 1, 17). Po tych słowach spływa na Annę pokój Boży, który towarzyszy każdej ufnej modlitwie wierzącego. Kobieta złożyła swoje troski na Boga i Jemu je pozostawiła. „Wiara  (...) jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy” (Hbr 11,1) napisze wiele wieków później Autor Listu do Hebrajczyków. Tego właśnie mogła doświadczyć Anna. W jej serce wstępuje pewność, że modlitwa została przez Boga wysłuchana.

«« | « | 1 | 2 | » | »»
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama