I za biurkiem, i na kolanach!

Kilka refleksji o kondycji i wyzwaniach współczesnej polskiej biblistyki oraz aktualnej roli badacza Pisma Świętego.

Wspomniał Ksiądz Profesor, że studiują już nie tylko księża, osoby duchowne, ale także i świeccy. Tutaj rodzi się pytanie: czy biblistyka to wąska specjalizacja zarezerwowana dla określonej grupy adeptów – głównie osób duchownych? Kto może być biblistą? Czy to przestrzeń aktywności poznawczej tylko dla chrześcijan? Czy agnostyk będzie dobrym badaczem Pisma?

- To nie jest kwestia - agnostyk, ateista czy wierzący – tylko kwestia doboru i zastosowania metod interpretacyjnych. Selektywność i subiektywizm w doborze metod egzegetycznych, nie tylko ogranicza, zawęża perspektywę badawczą, np. odkrywa tylko warstwę historyczną, bez implikacji teologicznej (ewentualnie teologię uzna za mit wpisany, jakoś wkomponowany w dzieje zbawienia), ale niejednokrotnie deprecjonuje cały proces badawczy wraz z uzyskanymi rezultatami. Istnieją określone  procedury badawcze, jednak i dzisiaj jawi się niebezpieczeństwo tego rodzaju, że do odczytania całej głębi orędzia Pisma Świętego należy zastosować kilka metod badawczych, poczynając od krytyki tekstu, poprzez historię powstawania tekstu, jego środowisko, redakcję, tradycję, ale również  metoda analizy narracyjnej, czy - omawiana wcześniej - analiza retoryczna,  socjologiczna lub antropologiczna, a także spojrzenie z perspektywy żydowskich metod interpretowania czy pisania tekstów. Dopiero zharmonizowanie tych wszystkich podejść, wyników obserwacji, daje pełniejsze podstawy do odczytania Orędzia. Bywa jednak, że socjolog religii pisze książkę i obwieszcza, że wynik właśnie jego badań, to jest całe przesłanie Pisma Świętego. To  daleko idące nieporozumienie; w świecie biblistów tego rodzaju – rzekłbym – megalomania, jest natychmiast karcona bardzo surowymi recenzjami. Wiadomo bowiem, że każda z metod jest w stanie odczytać jakiś fragment rzeczywistości. Chodzi o zdolność zachowania głębokiej uczciwości i pokory oraz świadomości specjalizacji (bym umiał - będąc np. morfokrytykiem, skorzystać z wyników badań narratologa lub retoryka) .

Jak przekładają się efekty studiów biblijnych na życie Kościoła w Polsce – np. na kształt liturgii, przekaz katechetyczny lub standardy homiletyczne?

- Przekładają się bardzo dobrze na sposób myślenia specjalistów w tych dziedzinach – teologów, księży, studiujących te przedmioty, na ich wykłady, publikacje, Niemniej, wielkim dla mnie wyzwaniem pozostaje pogłębienie tego procesu przenikania. Wielu duszpasterzy śledzi dobre publikacje biblijne, ale generalnie rzecz biorąc, nie jest to zjawisko powszechne; sądzę, że gdybyśmy tak spojrzeli - zwłaszcza w kierunku młodszego duchowieństwa - to nie wiem, czy bylibyśmy do końca usatysfakcjonowani oglądem tych spraw. Na pewno prezbiterzy wynoszą bardzo dużo wiedzy z Seminarium Duchownego, z seminariów naukowych, ale potem praktyka pozostawia sporo do życzenia. Najbardziej bolą homilie, czy raczej kazania, a właściwie swego rodzaju „przemówienia”, wygłaszane w trakcie liturgii, po czytaniu Ewangelii. W owych „przemówieniach” żadna myśl, nie mówię ze wszystkich czytań, ale nawet z Ewangelii, nie jest  interpretacją tematu, czy argumentem w rozumowaniu. Zjawisko jest zatrważająco aktualne. Niestety, duża część tych „przemówień” bywa transmitowana przez media. Jako biblista zastanawiam się, na ile mówiący zdaje sobie sprawę z tego, że jest po to, by na konkretną sytuację życia określonych ludzi, pielgrzymów, czy innych wiernych, spojrzeć przez pryzmat Słowa Bożego(!), a nie z perspektywy wybranego przez siebie tematu i własnych przemyśleń. Czy to jest jeszcze kazanie katechizmowe? W tej materii pozostaje wiele do zrobienia, rozważenia i spokojnego przedyskutowania.

Niedawno miałem przyjemność przeprowadzić dłuższą rozmowę – wywiad z J.E. Arcybiskupem Damianem Zimoniem. Zadałem wtedy podobne pytanie o transpozycję dorobku naukowego biblistyki na praktykę życia chrześcijańskiego. Ekscelencja udzielił niezwykle ciekawej i przenikliwej odpowiedzi, wskazując na dzieło Sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego, który w charyzmat Ruchu „Światło – Życie” immanentnie wpisał podstawę biblijną, jako drogę do zanurzenia  w Chrystusie. Wychował w tym duchu kilka pokoleń śląskiej – i nie tylko śląskiej – młodzieży. To jest niesłychanie namacalne, realne sprzężenie zwrotne między studium Słowa a codziennością. Czyż to nie znakomita egzemplifikacja tego zagadnienia?

- Tak. Jest to bardzo dobra egzemplifikacja. Mogę tylko dorzucić pewien szczegół, otóż wychowanka Oazy, pani Małgorzata Dec - katechetka w parafii św. Józefa w Lublinie - założyła Uniwersytet Biblijny dla Dzieci. Zaproponowała formę cotygodniowych spotkań formacyjnych w sali katechetycznej na plebani. Zajęcia przeznaczone są dla dzieci po I Komunii Świętej; uczestniczą w nich całe rodziny. Spotykają się, by czytać określony fragment Pisma, interpretować go, a w domu znaleźć odpowiedzi na pytania, które trzeba przemyśleć z rodzicami. Katechezy biblijne są też ukierunkowane na przeżywanie sakramentów, Eucharystii przez - pryzmat tekstów Pisma Świętego. Zatem, dzieło Sługi Bożego, księdza Franciszka Blachnickiego jest swoistym natchnieniem, jakże ważnym dla nas, działających w Dziele Biblijnym - inicjatywie, którą Episkopat Polski obdarzył wielkim zaufaniem, a która dobrze funkcjonuje w wielu diecezjach. W innych powinna jeszcze lepiej, ale na to trzeba troszeczkę czasu. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że dzięki działalności Dzieła Biblijnego, ukazuje się kwartalnik „Krąg Biblijny”, w którym proponujemy materiały do prowadzenia Kręgów Biblijnych w parafiach. Z radością odnotowuję wzrost zamówień na ten periodyk, zwłaszcza w środowisku młodych duszpasterzy, pracujących w parafiach, z grupami młodzieżowymi.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | » | »»

Reklama

Reklama