Bóg który odchodzi

Na pustyni codziennych spraw i ludzkich opinii znowu zagubiłem drogę do Ciebie...

W niedzielny poranek dwoje zakochanych ludzi spotyka się, aby wspólnie zjeść śniadanie, wypić kawę i w ten sposób rozpocząć nowy dzień. Są parą od ponad roku, na początku byli po prostu przyjaciółmi, mogli na siebie liczyć w każdej sytuacji, wiedzieli, że bez względu na porę zawsze mogą zadzwonić do drugiej osoby licząc na pomoc i wsparcie.

Po pewnym czasie okazało się, że relacja przyjaźni przerodziła się w miłość jaka łączy kobietę i mężczyznę. Przed niedzielnym spotkaniem wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że zakochany mężczyzna oświadczy się. Po złożeniu zamówienia i wypiciu pierwszego łyka kawy, bierze kobietę za rękę i …pluje jej w twarz, a następnie odchodzi. Zaskoczona kobieta przez dłuższą chwilę siedzi jak skamieniała i oczami pełnymi łez wpatruje się w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą siedział ten, którego kocha.

Mimo iż powyższa historia jest fikcyjna, to jednak jej bohaterami mogą być nie tylko ludzie, ale również Bóg i człowiek. Ile razy stawiasz Jezusa w takiej sytuacji, w jakiej mężczyzna postawił kobietę? Ile razy podczas niedzielnych czytań słyszysz słowa miłości, które Bóg do Ciebie wypowiada, a mimo to bez mrugnięcia okiem plujesz Mu w twarz, kiedy świętokradczo przyjmujesz Eucharystię? Dzisiejszy tekst będzie o odejściu Boga. Zapraszam do lektury.

Odejść, znaczy coś lub kogoś opuścić bez pewności otrzymania czegoś lub kogoś w zamian. Kiedy mówimy, że «ktoś odszedł», to najczęściej mamy na myśli, że «ktoś umarł», bo odejść to stać się niedostępnym dla innych. Odejścia zawsze są przykre i nawet, kiedy z mojego życia odchodzi ktoś, kogo nie darzę sympatią nie ma we mnie radości, jest raczej smutek i poczucie jakiegoś braku. Pismo Święte wiele razy mówi o odejściach Jezusa, a ja przywołam tylko niektóre biblijne fragmenty, aby pokazać przyczyny, dla których Syn Boży odchodził z jakiegoś miejsca: Jezus odszedł po to, aby pogłębić mądrość tych, których wybrał na Apostołów (por. Mt 16,4nn); odszedł by okazać jeszcze większe miłosierdzie (por. J 10-11); by objawić jak należy się modlić (por. Mt 26; Mk 6,46); Chrystus odszedł po to, aby przyjść do zepchniętych na margines i obdarzyć ich uzdrowieniem (por. J 4,3; Mk 7,24); by zmienić ludzkie myślenie i dać początek nawróceniu człowieka (por. Mt 8,19-20; Mt 16,21-23); by zrobić miejsce dla Ducha Świętego (por. J 16,7); ale również odchodził z powodu swojej pokory (por. J 12,36).

W kontekście odejść Chrystusa sięgnę po wypowiedź jednego z paulinów: „Można się (…) tak oswoić ze świętością, że przestanie ona nas przejmować drżeniem bojaźni”. Czyli można tak bardzo przyzwyczaić się do tego, że Bóg w naszym życiu po prostu jest, że Boża Obecność po prostu nam spowszednieje! „Każdego dnia biorę do ręki eucharystyczny Chleb”, kontynuuje swoją wypowiedź duchowny „i zdaje sobie sprawę, że właśnie dlatego, że czynię to codziennie, może wkraść się w moje serce zobojętnienie na świętość Boga. Bywały chwile, kiedy po przyjęciu Komunii świętej nie wzbudzałem w sobie żadnej modlitwy, żadnego słowa, żadnego uczucia, jakbym zjadł kawałek sernika albo krakersa. Czy to nie przerażające? Bóg ogranicza swoją obecność do kilku gram mąki wypieczonej na kształt małego pieniążka, a ja nawet mu nie mówię dziękuje”. Bóg jest niesamowicie cierpliwy, ale może i potrafi się oddalić „Jeślibyś otworzył usta na niego, nie martw się, jest bowiem możność pojednania; wyjąwszy obelgę, wzgardę, wyjawienie tajemnicy i cios zdradliwy – to wszystko oddali każdego przyjaciela” (Syr 22,22).

W jednym z fragmentów Pisma Świętego Jezus odchodzi po rozmowie z faryzeuszami, którzy zażądali od Syna Bożego znaku, a w odpowiedzi usłyszeli tylko o znaku Jonasza, po czym Jezus odszedł (por. Mt 16,4). To niestety bardzo smutne stwierdzenie: «Bóg odszedł od ludzi». Jednak po rozmowie z faryzeuszami Chrystus pogłębia myślenie uczniów, którzy siedząc w łódce martwili się, że nie zabrali ze sobą chleba (por. Mt 16,6-11). Uczniowie w pierwszej chwili nie zrozumieli o czym Jezus mówi, dlatego Ten powtarza swoje słowa bardzo dobitnie: strzeżcie się kwasu faryzeuszów (por. Mt 16,11). Ów kwas, będący symbolem egipskiego zepsucia był zawsze wyrzucany przed przygotowaniem paschy. Dlatego dzień wcześniej wszyscy mieszkańcy dokładnie sprawdzali dom, a znalazłszy nawet odrobinę kwasu wyrzucali go, gdyż dom musiał być czysty. Podobnie czyste powinno być nasze ciało gdyż jest świątynią Ducha, jest domem Boga. I mimo, iż Bóg pozwala abyśmy Go przyjmowali w swoim eucharystycznym Ciele, to nie jest Mu obojętny stan naszego (!) ciała. Stan grzechu ciężkiego, z którego próbujemy usprawiedliwić się przed Bogiem i samym sobą po to, aby przyjąć Komunię świętą jest jak splunięcie w twarz Synowi Bożemu, który mówi: «pamiętaj, że Cię kocham»; jest jak policzek wymierzony Temu, który pokornie ukrył się w kawałku Chleba, abyśmy mogli żyć. Komunia święta powinna działać na nas jak podwójne espresso, a nie jak tabletka nasenna, jednak jeśli w Twoim przypadku jest inaczej to przyczynę tego wyjaśni Ci św. Paweł (por. 1 Kor 11,27-30).

«Kwas faryzeuszów» to obłuda i pozorna religijność pozbawiona wewnętrznego nawrócenia. Współcześnie ten problem niestety przybiera na sile. Bo o co tak naprawdę się martwisz? O samego siebie i o to, czy na stare lata będziesz miał finansowe zabezpieczenie na życie? O to, czy Twój samochód jest lepszy, mieszkanie ładniejsze, a dzieci zdolniejsze niż te od sąsiadów? O to, jak ważne jest, aby każdego dnia przychodzić do pracy w modnym stroju, bo w końcu «jak Cię widzą, tak Cię piszą»? O to, czy łódź, którą płyniesz przez życie jest wystarczająco luksusowa, a nie o to, czy w tej łodzi płynie z Tobą Chrystus? Czy troszczysz się o przyjaźń z Jezusem, czy o to z kim, jak i gdzie spędzisz piątkowy wieczór albo weekend? Co Cię wzmacnia w drodze do spotkania z Bogiem? W jaki sposób zaspokajasz swoje pragnienia? Jakie są Twoje doświadczania, dotyczące przyjmowania Komunii świętej? Czy masz świadomość, Kogo przyjmujesz? „To, że spożywamy Chleb eucharystyczny”, pisze wspomniany przeze mnie paulin, „nie zwalnia nas z konieczności zastanowienia się nad szczerością naszych serc wobec Boga. Zdarza się niestety niektórym spożywać Komunię świętą z obłudnych powodów: na przykład będąc w grzechu ciężkim. Podchodzimy do Chleba eucharystycznego i lękając się tego, co inni powiedzieliby o nas, gdybyśmy nie przyjęli, przyjmujemy Ciało Pańskie z poważną miną, albo maską, nie będąc oczyszczeni na sumieniu z grzechów ciężkich”. A przecież zamiast na opinii innych ludzi, powinno nam zależeć na tym, co o nas pomyśli Bóg!

Jeśli chodzi o relację z Bogiem, to wiem, że On potrafi wybaczyć nawet największe zbrodnie, ale wystarczy jeden chamski gest z Twojej strony i już na długo nie poczujesz Jego bliskości, bo Bóg się oddali. „To ironia, że Bóg nas nie potrzebuje, ale nas chce, kiedy my rozpaczliwie Boga potrzebujemy, ale tak często Go nie chcemy” (F. Chan). Co więc powinieneś zrobić, aby Ten, którego tak często opluwasz wrócił? Zawołaj do Niego z głębokości swej duszy wypełnionej (tym razem) szczerym postanowieniem nawrócenia: «Biegłem prostą ścieżką przez życie mając Ciebie przed oczami (por. Dz 2,25), jednak na pustyni codziennych spraw i ludzkich opinii znowu zagubiłem drogę do Ciebie. Chcę wrócić Panie, ale nie potrafię, bo brakuje mi już sił. Dlatego błagam Cię, jeśli to możliwe, znajdź mnie Panie». A Pan Ci odpowie: „Będziecie Mnie wzywać, zanosząc do mnie modlitwy, a Ja was wysłucham. Będziecie Mnie szukać i znajdziecie Mnie, albowiem będziecie Mnie szukać z całego serca. Ja zaś sprawię, że Mnie znajdziecie (...)” (Jr 29,12-14). Bóg dotrze do Ciebie szybciej niż Pendolino, tylko Ty musisz podjąć decyzję o zmianie swojego życia i wyjść na stację (por. ks. W. Węgrzyniak), a wtedy na pewno się spotkacie.

«« | « | 1 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg