Usłyszałem Twój głos w ogrodzie i… ukryłem się

Kryzys grzechu jest kryzysem Boga.

Dzisiaj słowo „grzech” wypadło ze słownika mowy codziennej. Na próżno go szukać w podręcznikach socjologii, poradnikach psychologicznych albo w magazynach dla nowoczesnych kobiet. W nowoczesnym społeczeństwie nikt grzechu nie traktuje poważnie.

To, co do niedawna było grzechem, dziś stało się problemem, błędem lub chorobą. A więc należy się do tego odnieść ze zrozumieniem, niemal czułością.

Niegdyś pił, bo nie dbał o charakter, dziś pije, bo jest „obciążony genetycznie”, a ponadto żyje w stresogennym otoczeniu. To, co dawniej było lenistwem i gnuśnością, dziś staje się zespołem wyuczonej bezradności. Człowiek nie jest winny, jest ofiarą.

Złem nie jest już to, co niszczy więź życiodajną z Bogiem i narusza obiektywny porządek natury, ale to, co przeszkadza samorealizacji. W pokoleniu ego największym przestępstwem jest to, co nie pozwala ci zrobić kariery, dojść do sławy, co psuje twoje zdrowie lub zanieczyszcza środowisko naturalne. Dziś człowiek ucieka od poczucia winy, od rachunku sumienia. Konfesjonały są puste tam, gdzie nie ma proroka ani apostoła. Kryzys grzechu jest kryzysem Boga.

Jeśli dziś coś uchodzi za zło, to dlatego, że przeszkadza innym. To, co dawniej żenowało czy kazało się czerwienić, dziś staje się powodem do chełpliwości. Zaniknął wstyd – ów dar Boga dla człowieka, aby po grzechu mógł przykryć swoją nagość.

„Kto zna swój grzech, jest większy od tego, kto wskrzesza umarłego” – mówił św. Izaak Syryjczyk. „Kto idzie za Chrystusem w tajemnicy i z wielkim żalem za grzechy, jest większy od tego, kto cieszy się sławą w Kościele”. Dlatego tak ważną powinnością jest głosić Zmartwychwstałego i udzielać daru przebaczenia. Pomagać człowiekowi zobaczyć w sobie grzesznika.

Kiedy Bóg przebacza, to nie tylko puszcza grzechy w niepamięć, ale je niszczy. Uzdrawia w człowieku głęboką ranę, instynkt zła, bakcyl przewrotności. Wieść o zmartwychwstaniu Chrystusa przywraca wolność, uzdalniając do nowego początku. Dlatego też istotnym impulsem do pójścia za Chrystusem jest rozpoznanie siebie jako grzesznika pokochanego przez Pana Boga miłością niewiarygodną i darmową, na którą nikt nie jest w stanie sobie zasłużyć.

Bóg wprowadza nas w stan nieprzyjaźni ze złem i staje po naszej stronie. Wraz z Maryją, odkupioną i świętą Niewiastą.

«« | « | 1 | » | »»
  • Ppp
    21.07.2018 14:54
    Z drugiej strony, jeśli człowiek często bywa obwiniany fałszywie, o rzeczy błahe lub takie, których realna „szkodliwość czynu” jest żadna (grzech przeciwko formalnościom) – wtedy łatwo stwierdzić, że „uświadamianie sobie własnego grzechu” nie ma sensu. A wymiganie się od odpowiedzialności nie jest „nienależnym zyskiem”, lecz odszkodowaniem za wyżej wymienione przypadki, kiedy człowiek ucierpiał niesłusznie.
    Pozdrawiam.
  • łukasz
    23.07.2018 12:56
    Króka ciekawa refleksja, ale ilustracja i ostatnie zdanie zakończenia jakby z innej bajki sztucznie doklejone by wykazac artykuł w innej kategorii, przez co traci spójność i logikę.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.