Najpiękniejsza historia miłości

Walentynki to dzień opowieści o miłości. Czy znamy tę najwspanialszą ze wszystkich love story? Ta historia wydarzyła się naprawdę, a właściwie wciąż trwa.

To opowieść o zakochanym do szaleństwie tajemniczym młodzieńcu, który poszukuje swojej ukochanej, aby ofiarować jej swoją miłość. Ona, choć widzi jego miłość, opiera się, nie jest mu wierna. Szuka szczęścia w ramionach innych. A jednak kolejne związki okazują się bolesną pomyłką. Spragniona wielkiej miłości odnajduje zaledwie miłostki, które sprawiają, że czuje się coraz bardziej samotna, nieszczęśliwa, a nawet niegodna miłości. On jednak nie traci nadziei. Czeka cierpliwie. Nigdy nie przestał jej kochać. Aż w końcu odnajduje i poślubia. Jego wierna miłość uzdrawia jej poranione serce. To historia pełna nadziei. Jakby nie z tego świata. Tak, w jakimś sensie jest nie z tego świata, a jednak jak najbardziej prawdziwa.

Zakochany Bóg

Święty Paweł w piątym rozdziale Listu do Efezjan porównuje Chrystusa do męża, a Kościół do Jego żony. Ludzka miłość jest obrazem miłości Boga. Apostoł, posługując się tą analogią, pisze, że związek tych dwóch miłości to wielka (gr. mega) tajemnica (gr. mysterion). Jest w tym rzeczywiście coś zastanawiającego. Jezus nie miał przecież żony, a żydowska tradycja nakazywała, aby rabin był żonaty. Paweł, pisząc o pełnej pasji miłości Jezusa, mówi o Jego ukrzyżowaniu. W jaki sposób okrutna rzymska kara śmierci, jaką było krzyżowanie, może nasuwać jakiekolwiek podobieństwo z zaślubinami, z weselem? To wydaje się niemożliwe, to jakby całkowita sprzeczność. A jednak skojarzenie to nie jest fanaberią św. Pawła. Apostoł daje interpretacyjny klucz do odczytania całej Ewangelii. Ten klucz pochodzi z żydowskiej tradycji, ze Starego Testamentu. Otóż całą historię zbawienia, od początku świata do jej eschatologicznego końca, można odczytać jako jedną wielką historię miłosną. Biblia zaczyna się małżeństwem Adama i Ewy, a kończy się apokaliptycznym obrazem zaślubin Jezusa-Baranka z Kościołem na wieczność. Zbawienie to nic innego jak zaślubiny z Bogiem. Jeśli przez takie „miłosne” okulary przeczytamy Biblię, odkryjemy wiele nowych treści poruszających serce.

Zwykle postrzegamy religię Starego Testamentu jako religię prawa, przykazań. Bóg Starego Testamentu kojarzy się nam ze Stwórcą, z Ojcem – Prawodawcą, Wszechmogącym Panem Zastępów. Oczywiście te obrazy mają swoje podstawy. A jednak czymś absolutnie fundamentalnym w historii Izraela jest przymierze, które zostało zawarte pod Synajem podczas wędrówki Żydów przez pustynię z Egiptu do Ziemi Obiecanej. Prawie wszyscy prorocy opisują historię wyjścia (exodusu) jako miłosną historię Boga, który wybrał ten jeden jedyny naród spośród innych i zawarł z nim przymierze, które ma kształt związku małżeńskiego. Przytoczmy tylko jeden przykładowy tekst z proroka Ezechiela. Bóg jego ustami opowiada swoją love story: „Oto przechodziłem obok ciebie i ujrzałem cię. Był to twój czas, czas miłości. Rozciągnąłem połę płaszcza mego nad tobą i zakryłem twoją nagość. Związałem się z tobą przysięgą i wszedłem z tobą w przymierze – wyrocznia Pana Boga – stałaś się moją. Obmyłem cię wodą, otarłem z ciebie krew i namaściłem olejkiem. Następnie przyodziałem cię wyszywaną szatą, obułem cię w trzewiki z miękkiej skórki, opasałem bisiorem i okryłem cię jedwabiem. Ozdobiłem cię klejnotami, włożyłem bransolety na twoje ręce i naszyjnik na twoją szyję. Włożyłem też pierścień w twój nos, kolczyki w twoje uszy i wspaniały diadem na twoją głowę. Zostałaś ozdobiona złotem i srebrem, przyodziana w bisior oraz w szaty jedwabne i wyszywane. Jadałaś najczystszą mąkę, miód i oliwę. Stawałaś się z dnia na dzień piękniejsza i doszłaś aż do godności królewskiej” (Ez 16,8-13).

Naród wybrany jest tą ukochaną kobietą. Strój, o którym mówi Bóg, to strój weselny i królewski zarazem. Małżonkowie podczas zaślubin są jak król i królowa. W nauczaniu proroków grzech polega nie tyle na złamaniu zakazu prawa, ile na złamaniu serca Boga. Grzech porównany jest do zdrady małżeńskiej. Jest niewiernością, cudzołóstwem. Bóg nie jest więc tylko Ojcem, Stwórcą, Sędzią. Jest również zakochanym Młodzieńcem – Poetą, który układa o swojej ukochanej Pieśń nad Pieśniami. Prorocy zapowiadają także nadejście nowego exodusu, nowego przymierza, nowych zaślubin, które będą miały w sobie coś definitywnego, wiecznego. Z tych prorockich wizji wyłania się wyraźnie obraz Mesjasza – Oblubieńca, który zaprosi człowieka na ucztę weselną. Zapowiedzi nieba są opisane językiem miłosnym, zbawienie to wieczne małżeństwo człowieka z Bogiem. „Ty jesteś mój, a ja twoja”. „Będą oboje jednym ciałem”.

Jezus – Pan Młody

Najwyraźniej obraz Jezusa – Oblubieńca kreśli Ewangelia św. Jana. U początku misji Jezusa pojawia się Jan Chrzciciel, który przygotowuje lud na przyjęcie Zbawiciela. Nie przypadkiem zwołuje go na pustynię. To nawiązanie do wędrówki Izraela przez pustynię, do czasu pierwszej „gorącej” miłości Boga do swojego ludu. Kiedy pytają Jana, czy jest Mesjaszem, ten odpowiada: „Ja nie jestem Mesjaszem, ale zostałem przed Nim posłany. Ten, kto ma oblubienicę, jest oblubieńcem; a przyjaciel oblubieńca, który stoi i słucha go, doznaje najwyższej radości na głos oblubieńca. Ta zaś moja radość doszła do szczytu. Potrzeba, by On wzrastał, a ja się umniejszał” (J 3,28-30). Jan nazywa siebie „przyjacielem oblubieńca”. W starożytnym Izraelu to określenie oznaczało dobrego człowieka, który był odpowiedzialny za przygotowanie do małżeństwa. Misją Jana było doprowadzenie do zaślubin Jezusa. Z kim? Już nie tylko z Izraelem, ale z całą ludzkością.

Święty Jan relacjonuje, że pierwszym cudem Jezusa była przemiana wody w wino podczas wesela w Kanie. Tu nie chodzi tylko o uratowanie narzeczonych, którym groziła kompromitacja. Jezus odsłania w Kanie swoją mesjańską tożsamość. To pan młody odpowiadał za dostarczenie wina na wesele. Jezus, zaczynając swoją misję w kontekście ludzkiej miłości, manifestuje, że przychodzi na świat jako Oblubieniec, Narzeczony, który chce doprowadzić do zaślubin. W Kanie mówi, że jeszcze nie nadeszła Jego godzina. Tą godziną okaże się godzina Jego śmierci. Ostatnią wieczerzę można odczytać jako ucztę weselną, zaś ukrzyżowanie jako akt małżeński, noc poślubną. Ojcowie Kościoła widzieli w Ukrzyżowanym Nowego Adama. Z Jego boku wypływa krew i woda – to symbole chrztu i Eucharystii, to symbol nowej Ewy, czyli Kościoła. Z tego największego czynu miłości rodzi się nowe życie. Święty Augustyn i inni ojcowie Kościoła nie wahali się porównywać krzyża do małżeńskiego łoża, gdzie dokonuje się miłosne zjednoczenie na wieki Oblubieńca – Chrystusa z Oblubienicą – Kościołem. Mistycy (zwłaszcza św. Jan od Krzyża) opisują zjednoczenie duszy z Bogiem, posługując się językiem erotycznej poezji.

Eucharystia a walentynki

Wszyscy bez wyjątku chcemy wielkiej miłości, która da nam ekstazę, wyjście z siebie, szczęście. Stary, mądry papież Benedykt pisał, że „miłość między mężczyzną i kobietą, w której ciało i dusza uczestniczą w sposób nierozerwalny i w której przed istotą ludzką otwiera się obietnica szczęścia, pozornie nie do odparcia, wyłania się jako wzór miłości w całym tego słowa znaczeniu, w porównaniu z którym na pierwszy rzut oka każdy inny rodzaj miłości blednie”. Wszyscy jesteśmy jak Adam i Ewa. W naszą seksualność wpisana jest pamięć tego pierwszego małżeństwa. Nie chcemy samotności, chcemy bliskości, dzielenia życia z kimś innym. W ciała mężczyzny i kobiety wpisany jest sens życia, którym jest miłość, zjednoczenie z Tym, który kocha nas odwieczną miłością. Adam i Ewa, mąż i żona, są dla siebie nawzajem pomocą podarowaną przez Boga. Pomocą w uczeniu się kochania, w drodze do pełni życia. Cały ten walentynkowy szał, mimo opakowania w komercję i rozwiązłość, ma u źródła coś pięknego i najczystszego – wołanie o miłość. Jednak żadne miłostki nie zdołają zaspokoić człowieka. Jesteśmy jak spragniona Samarytanka. Chodzimy po wodę do wyschniętych studni. A Jezus czeka. Chce nam dać wody życia.

Jeśli odczytamy Stary i Nowy Testamenty jako jedną wielką love story, odkryjemy Boga, który jest nie tylko naszym Ojcem, ale jest także Chłopakiem, Narzeczonym, Mężem. Takie widzenie Boga pozwala odkryć niezwykłą głębię małżeństwa, najpierwotniejszego sakramentu Bożej miłości. Jesteśmy zaproszeni na wieczne wesele, na bycie jednym ciałem z Tym, który jest najwyższą Miłością. Na tej drodze nie da się jednak ominąć krzyża. Bez zgody na ofiarowanie siebie, bez porządkowania (ukrzyżowania) swoich namiętności, bez cierpienia ze względu na miłość, nie nauczymy się kochać, nie dojdziemy do nieba. Erotyka jest wielką siłą, która może nas nieść ku niebu. Ale jeśli siłę jej ciągu skierujemy na siebie, zniszczy nas i wypali.

W czasie każdej Eucharystii słyszymy słowa: „Błogosławieni, którzy zostali wezwani na ucztę Baranka”. To nie jest byle jaka uczta, to uczta weselna. „Szczęśliwi, którzy dostali zaproszenie na ucztę weselną”. Oto Boża walentynka. „Panie, nie jestem godzien. Ale jeśli Ty zapraszasz, oczyść mnie, zbaw, kochaj...”.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg