Na Uroczystość Wniebowstąpienia A z cyklu "Wyzwania".
więcej »... aby razem z Nim umrzeć. Opowieść o drodze Triduum Paschalnego.
Część druga. To czyńcie na Moją pamiątkę
Ale co? Sprawujcie Eucharystię? Tak, ale chyba nie tylko...
Trwa przedświąteczna krzątanina. Trzeba jeszcze to i jeszcze tamto, bo wiadomo, święta. „Najchętniej bym przed świętami gdzieś wyjechała, żeby nie musieć tego wszystkiego robić – słyszę stojąc w sklepowej kolejce”. Musieć? Ha...
To tak jak owego 33 roku w Jerozolimie. Tam też pewnie trwała przedświąteczna krzątanina, a miasto zapełniało się chcącymi godnie obejść paschę pielgrzymami. Sprzątanie, zadbanie o stół, o wybranie odpowiedniego baranka. Tylko jeszcze nie wolno go zabić. To zrobią kapłani dopiero w piątek...
Nie lepiej było zostać za Jordanem? Tam macki przywódców Izraela nie sięgały. Albo przynajmniej w Betanii, gdzie o pojmanie Go i doprowadzenie przed oblicze Sanhedrynu byłoby znacznie trudniej. Jezus jednak wchodzi do paszczy lwa. Chce ze swoimi uczniami spożyć paschę. W Jerozolimie. Po skończonej wieczerzy nie odejdzie gdzieś dalej, a zatrzyma się w posiadłości znajomych, po drugiej stronie Cedronu, u podnóża Góry Oliwnej. Niepokojąco blisko świątyni i domu arcykapłana. On już wie, że zostanie zabity. Że tym razem nie przejdzie niezauważony wśród tłumu, że tym razem Go dopadną. Ale się nie cofa. Jeśli taka Twoja wola Ojcze, jeśli muszą mnie zabić, to niech tak będzie. Skoro to posłuszeństwo Tobie tyle musi kosztować, to nie Moja, ale Twoja wola niech się stanie...
W kościołach uroczyście. Wszak to Msza wyjątkowa, Msza Wieczerzy Pańskiej. Sprawowana na pamiątkę... No właśnie: czego? Nie, nie Ostatniej Wieczerzy. To pascha nowego przejścia. Nie jak kiedyś, Izraela, przez Morze Czerwone z kraju niewoli do wolności w mlekiem i miodem płynącej Ziemi Obiecanej. To przejście Jezusa – i nas wraz z Nim – ze śmierci do życia. Jak niegdyś krew paschalnego Baranka uratowała od śmierci pierworodnych w Egipcie, tak teraz krew ukrzyżowanego Jezusa, Baranka Bożego, uratuje wierzących w Niego od śmierci wiecznej. Jego Ciało zostanie za nas wydane, Jego krew za nas wylana. I będzie to jednocześnie krew, w której Bóg zawrze ze swoim ludem, Kościołem, nowe i wieczne przymierze...
O ile w Wieczerniku wszystko to Jezus dopiero zapowiadał, o tyle w każdej Eucharystii, w każdej Mszy, wspominamy to i uobecniamy. Razem w Jezusem przechodzimy ze śmierci do życia. Jego Ciało i Jego Krew stają się dla nas pokarmem dającym życie wieczne... To zapewne dlatego powiedział swoim uczniom: „Gorąco pragnąłem spożyć Paschę z wami, zanim będę cierpiał” (Łk 22,15). Bo chciał, żeby uczniowie zrozumieli sens Jego śmierci. I chciał nam ten obrzęd, obrzęd Nowej Paschy, Eucharystii, zostawić. Byśmy go sprawowali na Jego pamiątkę. Skoro jest uobecnieniem Jego zbawczej męki i śmierci, jest też najlepszym oddawaniem czci Ojcu; bo jest uobecnieniem ofiary Jego posłuszeństwa aż do śmierci. A skoro jest owym uobecnieniem zbawczej ofiary Jezusa, jest jednocześnie tym miejscem w czasoprzestrzeni, w którym spływają na nas nieprzebrane Boże łaski....
Ale ta wielkoczwartkowa Eucharystia różni się trochę od wszystkich innych, sprawowanych codziennie w naszych kościołach. Nie, nie tylko tym, że jest bardziej uroczysta. Obrzędem mycia nóg. W pewnym jej momencie, po homilii celebrujący ją zdejmuje ornat. I na oczach wszystkich myje wybranym przedtem osobom nogi.
To tylko gest. Przypominający to samo zrobił Jezus w Wieczerniku. Ale gest bardzo ważny. Bo choć przecież jest to wieczór, w którym wspominamy zarówno ustanowienie Eucharystii jak i sakramentu kapłaństwa, to Ewangelia Wielkiego Czwartku na tym właśnie geście Jezusa się koncentruje. „Wy Mnie nazywacie Nauczycielem i Panem i dobrze mówicie, bo nim jestem – powiedział swoim uczniom Jezus. – Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem”. Oczyma duszy jakbym to widział: początek uroczystej wieczerzy, przybrudzone drogą nowi uczniów i Jezus jako służący. I rozumiem Piotra, który tak mocno się przed tym wzdragał. On, Pan, Nauczyciel, wykonuje czynność służącego....
To nie jakaś chwila egzaltacji. Tego Jezus uczył już wcześniej. Ot, gdy matka Jakuba i Jana prosiła o przyszłe zaszczyty dla swoich synów, powiedział: „Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym, na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu”.
Władcy, wielcy, panowie, mistrzowie. To chyba jedno z tych najbardziej „zapominanych” wskazań Jezusa. Władza, także wśród chrześcijan, ciągle daje odczuć, że jest ponad, wielkość ciągle się nadyma, panowie ciągle pomiatają, mistrzowie nie znoszą słowa sprzeciwu...
Służba? Tak się tylko o tym mówi. I można nawet się na to nabrać. Można się łudzić, zachwycać pustymi gestami. Dopóki nie dochodzi do jakiegoś konfliktu, spięcia. Wtedy nie ma wątpliwości, kto może wymusić posłuszeństwo, kto nie ma prawa do sprzeciwu; kto może spojrzeć z góry, kto musi wzrok wbić w ziemię, kto jest od pokazywania palcem, kto od wykonywania poleceń, kto zjadł wszystkie rozumy, kto na niczym się nie zna...
Tak, Jezus przypomniał uczniom, że to wszystko czego ich uczył, powinni wprowadzać w życie; że tych dziewięć błogosławieństw, o których mówił na początku „kazania na górze” i te wszystkie inne wskazania, to nie fakultatywny dodatek to dziesięciorga przykazań, a styl, którym wszyscy jego uczniowie powinni starać się żyć. Niezależnie od tego jakie mają powołanie. A może nawet ci, wyniesieni ponad innych, szczególnie.
Wieczerza paschalna, pierwsza wieczerza nowej paschy... O czym jeszcze mówiono wtedy w Wieczerniku? O zdradzie. „Jeden z was mnie wyda” mówił Jezus. Ale nawet gdy Judasz wyszedł uczniowie nie bardzo zrozumieli, że to on. „A była noc” napisał o tej chwili Ewangelista Jan. Noc na dworze, noc w sercu Judasza...
I w takiej właśnie scenerii umieszcza ów Ewangelista długa mowę Jezusa. To Jego jakby testament, ostatnie pouczenie. O tym, jak bliscy Jemu i Ojcu są Jego uczniowie. I nawet głośno się za nich modli. A potem, już po wieczerzy, idzie nocą z uczniami za Cedron, do Ogrodu Oliwnego.
Pójdę i ja z Nim, w symbolicznej procesji kończącej wielkoczwartkową celebrację. Procesji, w której przechowywany na co dzień w tabernakulum Najświętszy Sakrament, przy rytmicznym stukocie klekotek, zostanie przeniesiony do tak zwanej ciemnicy; symbolu lęku ogrodu Getsemani i wszystkich tych miejsc, w których rozgrywały się kolejne etapy męki Jezusa Chrystusa.
A potem pójdę spać. Jak uczniowie w owym oliwnym ogrodzie. Pewnie nic mnie nie zbudzi, żadna zgraja od arcykapłanów i starszych ludu. Poranek też nie zaskoczy mnie wieścią o aresztowaniu Jezusa. Wszak żyjąc dwa tysiące lat później wiem, że tak właśnie się stanie. Ale myślami wrócę do tamtych chwil i miejsc, by się uczyć...
Andrzej Macura CC-SA 4.0
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Młodzi chrześcijanie częściej niż starsze pokolenia sięgają po Biblię i swobodniej mówią o wierze.