Miłość, na różne sposoby. Obserwujemy ją co dzień. W bułkach rano na stole, w równo ułożonych chodnikach, słowach modlitwy, objęciu, błogosławieństwie. W jakiś sposób zawsze rozpoznawalna, bo pochodzi od Boga. Jak słyszymy dzisiaj: On pokochał nas pierwszy, nie istniejemy poza Jego miłością.
To nie jest proste: kochać, umieć rozpromieniać się w Bożej obecności. Trzeba biec do Jezusa jak Marta ze swoim ludzkim, ułomnym niepokojem – „gdybyś tu był”, „powiedz jej żeby mi pomogła”… Posłuchać, co nam powie, jaką wskaże drogę.
Mieć hojne serce. Siły szukać w Nim. Umocnienia, wskazówki, wzoru.