Ciekawa ta przypowieść z dzisiejszej Ewangelii. I dziwna jednak postawa robotników, którzy mają pretensje do gospodarza o to, że nie dostali więcej niż się umówili. W sumie, gdy chodzi o pieniądze za wykonana pracę, można ją od biedy zrozumieć. Trudno za to zrozumieć tych, którzy otrzymując od Boga wszystko – niebo – złym okiem patrzą na to, że tyle samo co oni, pracujący na to niebo całe życie, otrzymali ci, którzy zaczęli swoją pracę pod koniec życia. No bo skoro mam wszystko czego chciałbym więcej?
Jest w takiej zazdrości ukryta smutna prawda, że taki zazdroszczący człowiek nie odkrył piękna Ewangelii. Swoją prace w winnicy Pańskiej traktował nie jako znalezienie się w przedsionku nieba, ale jako wielkie uciemiężenie. Wychodzi na to, że wcale nie kocha dobra, prawości, sprawiedliwości. Zmusza się do ich szanowania licząc na nagrodę, ale nie jest do nich przekonany. Czy tak stawiając sprawę będzie w niebie szczęśliwy? Czy nie będzie ono dla niego dalszym uciemiężeniem, krępującym go w realizacji tego, czego chce naprawdę?
To dlatego, jak powiedział Jezus, ostatni bywają pierwszymi, a pierwsi ostatnimi. Ci drudzy, nie pojąwszy, że dobro naprawdę jest dobrem, mają przed osiągnięciem nieba jeszcze długą drogę oczyszczenia się w czyśćcu.