wiara.pl

Biblia

Biblia

Czytelnia

Pobierz

Galeria

Linki

Archiwum

Kontakt

Żyje się raz…

dodane 2011-04-10 10:06

Szukaj sensu z Koheletem. Andrzej Macura

.. potem drugi i trzeci i znów? Nie. Człowiek ma tylko jedno, podzielone na etapy życie. Ziemskie i potem niebieskie. Ale gdy się w te drugie nie wierzy, wiara w Boga, przyjaźń, miłość, mądrość, władza i bogactwo – wszystko – traci sens.

Żyje się raz…   Mirosław Rzepka Agencja GN Nie ma wiecznego życia, a sukcesami na tym świecie rządzi przypadek. Czy może być gorsza perspektywa widzenia świata? Na szczęść Chrystus oświetla ten mrok. Wskrzeszając Łazarza, zmartwychwstając i biorąc z ciałem i duszą swoja Matkę do siebie...

Podżyrowałam kiedyś pożyczkę, a dłużniczka nie spłaciła ani jednej raty – opowiada towarzyszka długiej podróży. Coś się jej stało? – spytałem głupio. Skądże. Znalazła naiwnych – wyjaśnia. Do dziś mieszka spokojnie gdzieś – i tu padła nazwa jednego z katowickich osiedli – i nigdy nawet nie próbowała pieniędzy oddać. Jadący z nami kolega dorzucił swoje i przypomniał o deweloperach, którzy pobierali ogromne zaliczki od swoich klientów, a potem ogłaszali bankructwo. Oczywiście od oszukanych banki ściągały należności z całą surowością. Powiedziałem coś o konieczności restytucji za kradzież i oszczerstwo, ale uświadomiłem sobie, że te łotry wcale nie musiały być wierzące. A może były, tylko tak jakoś niekonsekwentnie? Ułomna ludzka sprawiedliwość ich nie dopadła. Pokiereszowali ludziom życie, ale kto im co zrobi?

I przypomniałem sobie zupełnie inne wydarzenie sprzed lat. Wrześniową noc, którą wiedziony młodzieńczym zewem przygody postanowiłem najgłupiej w świecie spędzić na wędrówce z Cisnej do Leska. Szybko mi się odechciało. Próbowałem zatrzymywać jadące co jakiś czas drogą samochody, ale omijały mnie szerokim łukiem. Fakt. Stawać w środku nocy w lesie i zabierać nie wiadomo kogo, to głupi pomysł. Przecież można oberwać. Zniechęcony minąłem już Łubne, gdy usłyszałem warkot motoru. Motocyklisty nawet nie próbowałem zatrzymywać. Bardzo więc się zdziwiłem, gdy za chwilę zawrócił i zapytał, czy nie trzeba mnie podwieźć. Choć nie bardzo miałem jak usiąść i musiałem jechać bokiem, a plecak wylądował na kierownicy, jednak jakoś szczęśliwie dojechaliśmy do Baligrodu. Proponował, że mnie przenocuje, ale podziękowałem i poszedłem dalej, by paść ze zmęczenia kawałek dalej w jakimś rowie. Jednak gest tego człowieka zmienił moje spojrzenie na świat. Czy ktoś mu za to wynagrodził?

A przecież kiedyś i on i owi oszuści skoczą życie dokładnie tak samo. No, może ktoś z nich będzie miał lżejszą śmierć. Choć znając życie wiem, że niekoniecznie mój dobroczyńca. Jeśli nie ma nagrody za dobro i kary za grzech, po co się wysilać? Co w końcu w życiu warto?

Bo wszystko to rozważyłem
i wszystko to zbadałem.
Dlatego że sprawiedliwi i mędrcy, i ich czyny
są w ręku Boga -
zarówno miłość, jak i nienawiść -
nie rozpozna człowiek tego wszystkiego,
co przed oczyma jego się dzieje.
Wszystko jednakie dla wszystkich:
Ten sam spotyka los
sprawiedliwego, jak i złoczyńcę,
tak czystego, jak i nieczystego,
zarówno składającego ofiary, jak i tego,
który nie składa ofiar;
tak samo jest z dobrym, jak i z grzesznikiem,
z przysięgającym, jak i z takim,
którzy przysięgi się boi.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

Wykop

TAGI | SZUKAJ SENSU Z KOHELETEM

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Przeczytaj komentarze | 9 | Dodaj swój komentarz »

Śledzenie dyskusji...

Najwyżej oceniane:

Ocena: 5 Głosów: 5 Andrzej_Macura 2011-04-13 22:19
Hmmm.. Napiszę tak. Nie jestem pewny zmartwychwstania Jezusa pewnością, jaką daje tylko zobaczenie na własne oczy. Jestem pewny pewnością wiary. Ale wiary dobrze uzasadnionej.

Dlaczego? Bo wierzę ludziom, którzy widzieli Zmartwychwstałego na własne oczy. I za to co widzieli, dali się - praktycznie wszyscy - zabić. Oczywiście nie jest to argument, który nie znosi sprzeciwu. Ale też i moja wiara nie jest wiarą w jakiś mit. Jest wiarą w coś, co dwunastu mężczyzn i jakaś liczba kobiet, osób które były świadkami wydarzenia, uznało za najczystszą prawdę.

Oczywiście można się śmiać, że jestem naiwny. Że trzeba, żebym sam zobaczył. Podróżować w czasie oczywiście nie potrafię, więc szans na to nie mam. A tym, ze w moim życiu pod wpływem modlitwy też działy się cuda chyba nikogo nie przekonam. Wiec szkoda mojego pisania. Nieco złośliwie jednak zauważę, że zobaczenie na własne oczy nie jest żadnym argumentem. Wszak w przyrodzie występują zjawiska optyczne, które mogą wprowadzić człowieka w błąd. Nie mówiąc już o tym, że wcale nie powinniśmy być pewni, czy wzrok jest dobrym narzędziem poznania rzeczywistości. Wszak widzimy kolory, a przecież one tak naprawdę nie istnieją. Tylko nasz mózg tak interpretuje różne długości fal elektromagnetycznych...

Na resztę zarzutów nie odpowiem. Także tego, jakobym twierdził, ze bez religii nie ma życia moralnego. Bo przecież nie pisałem swojego tekstu, żeby polemizować z niewierzącymi czy w jakikolwiek sposób ich obrażać. Pisałem dla wierzących. Żeby uświadomili sobie, jaki skarb posiadają. Żeby patrząc na dylematy Koheleta zobaczyli, o ile są od niego bogatsi. A że dla niewierzących to nie skarb? Nic na to nie poradzę.
Ocena: 3 Głosów: 3 Andrzej_Macura 2011-04-16 21:06
Zawsze mnie zastanawia jak to jest, że kiedy człowiek szuka Boga chce mieć pewność stuprocentową. Nie wystarczają świadkowie (nie jeden, ale wielu) nie wystarczają cuda, które potwierdzają istnienie świata nadprzyrodzonego, ani rozum, który podpowiada, ze raczej mało prawdopodobne, by świat wziął się z niczego. Każdy niewierzący chce Boga złapać za rękę. Ale jak złapie, to będzie opowiadał, że mu się przywidziało. Przecież zawsze znajdzie się jakaś teoria, która zgrabnie rzecz wyjaśni, prawda?

Jakoś brak pewności, że nie wpadnie Pan pod samochód nie przeszkadza Panu wychodzić rano z domu. Brak pewności, ze dojedzie Pan samochodem szczęśliwie do pracy nie przeszkadza panu do samochodu siadać. Tylko brak absolutnej pewności odnośnie do zmartwychwstania Panu przeszkadza....

Nigdzie nie napisałem, jak mi to zarzucono, że człowiek nie może używać świata. Wiara tego nie zabrania. A Kohelet wręcz do tego zachęca. Chrześcijanie maja unikać niemoralności. I tyle. Nie rozumiem natomiast dlaczego głosząc, ze jest nadzieja, robię coś złego. Bo skoro jest, choćby niewielka, to ma mówić, ze nie ma się co łudzić? Czy to byłoby uczciwe?

Bo to jest tak: Pan chciałby, żeby swoje tezy mogli głosić tylko ateiści, a wierzący w Boga, powinni milczeć. Prawda?
Ocena: 3 Głosów: 3 cd pewność wiary 2011-04-14 12:08
Niezalogowany użytkownik Na wstępie chce podziękować za odpowiedź i ustosunkowaniwe się do mojej wcześniejszej pisaniny.
Problem z uwierzeniem nie wypływa jednak stąd, że nie widziało się zmartwychwastania na własne oczy.
Jak sam pan napisał - to co oczy widzą też może być złudzeniem. Stąd też wydażenia opisane jako objawienia tak trudne do przyjęcia sa jako wiarygodne, mimo ofiary jaką ponieśli głoszący je, bo przecież ich głoszenie jest oparte na tym co widzieli (oczami). Co więcej, autentyczność historii z Pisma, w które mamy jako chceścijanie wierzyć, przez samo określenie ich jako "objawione", jest mocno wątpliwa. Jak to sie mówi "papier przyjmie wszystko" i w imię wyższych celów (np. spisania nauki moralnej pod płaszczykiem wiary) możliwe było napisanie książki o która miałaby nosić znamiona świętej księgi.
Trudno uwierzyć w takiego Boga, który bawi się w chowanego, a za potwierdzenie jego istnienia i ojcowskiej miłości (dziwnie rozumianej zważywszy na historię ludzkości), służyć ma opowieść o zagadkowych zdarzeniach, które mają wystarczać do pójścia za Synem bożym. Jeśli osobie, a za taką mamy uważać Boga, zależy na komunikacji z drugą osobą (człowiekiem), to czemu nie dostosuje przekazu do poziomu swych umiłowanych dzieci, istot przecież rozumnych. Korzystając ze swej wszechmocy, skoro Mu na nas zależy, nie stosuje komunikacji spójnej i jednoznacznej, tylko symboliczną, alegoryczną, paraboliczną, której mozliwości interpretacji i słabość w rozpowszechnianiu przez szafarzy słowa, naraża biedne owieczki na potępienie.
Wiele aspektów szeroko pojętej wiary tak trudych jest do przyjęcia, a wręcz sprzecznych z podejściem zdroworozsądkowym. Czemu tak brutalny musi być ten argument, że wierzę tym co głosili bo za to zginęli w męczeństwie. To takie sadystyczne. A jeśli jednak żyje się raz, to może warto głosić naukę o fundamencie etycznym zgodnym z nauką Kościoła, lecz nie uciekać się do straszenia bądź robienia (może złudnej) nadziei. Może wtedy więcej ludzi uwierzyło by że warto to jedno życie przeżyć w miłości i pokoju. Chyba, że założenie Kościoła polega na tym iż bez manipulacji metafizyką, do "baranków" się nie trafi, a jego misja polega na odpowiednim podsycaniu potrzeby uczestniczenia w sakrametnach. Bo jak do końca z założenia coś ma cechę misterium, czyli tajemnicy, to trudno to podważyć. A wykorzystując naturalną potrzebę afiliacji, tworzy się wspólnotę opartą na dobrej bajce.
Proszę nie traktować mojego pisania jako ataku na wiarę Kościół, czy wierzących. Jednak nawracanie poprzez wykorzystanie ludzkiej łatwowierności poprzez głoszenie niesprawdzalnych historii może wydawać się zwykłym oszukiwaniem. A piszę to, aby skłonić do refleksji braci i siostry, na temat tego w co i Kogo wierzą i na podstawie czego. Bo może jednak żyje się raz... i warto z tego czerpać bez uciekania sie do transcendencji.
Ocena: 2 Głosów: 4 skąd ta pewność? 2011-04-13 16:56
Niezalogowany użytkownik Skoro wiara jest łaską, a ktoś tej łaski nie otrzymał, to jak ma wierzyć?
Nawet gdy się modli całe życie i wiara nań nie spłynie, to co? Źle się modli? A jak ma się dobrze modlić – skoro nie wierzy? Błędne koło to, czy „kara boska” ;)
Czemu akurat zaufać teorii o przyszłym życiu, skoro jego potwierdzeniem mają być opisy niewiarygodne zupełnie jak z jakiejś fantastyki?
Dlaczego człowiek, który uważa że, cytuję "Nie ma wiecznego życia, a sukcesami na tym świecie rządzi przypadek”, ma mieć niby „najgorszą perspektywę świata”? A może to wiara, że gdzieś "w niebie", kiedyś "po niejakiej paruzji", na bliżej nieokreślonych zasadach, bo przecież „nie zbadane są wyroki boskie", wiara oparta na wątpliwych objawieniach, do tego podsycana przez strach przed wiecznym potępieniem, jest gorsza?
Może jest ona ucieczką przed przyjęciem prostego faktu, że tak jak nas nie było przed urodzeniem, tak nie będzie nas po śmierci i trzeba życie na ziemi, na tej ziemi, wykorzystać jak najlepiej się da.
Co więcej, to nie prawda że bez niej nie ma podstaw do życia moralnego, bo przy człowiek zdrowych zmysłach wie, że nie należy robić bliźniemu krzywdy i lepiej żyć w przyjaźni niż w stanie wojny, a często o tym jakby nie pamiętali sami mieniący się wyznawcami Chrystusa, więc ta perspektywa chrześcijańska pod względem humanistycznym okazuje się mocno zawodna. To „chorzy potrzebują lekarza” więc niech chorzy się do lekarza udają i zdrowych nie pouczają.
Porządniejszym człowiekiem można być i bez wiary w nadprzyrodzone a wykazując się zwykłą empatią. Już zupełnie jest powtarzanie z uporem maniaka, że jak ktoś nie wierzy w Boga, to jego życie nie ma sensu. Otóż można żyć bez tego i to całkiem pięknie i głęboko, kierując się współczuciem dla ludzi a nie mając wiary za fundament.
Chrześcijańska „jedyna słuszna koncepcja” jest bardzo pyszałkowata, gdy wyrzuca innym brak sensu w ich życiu. Szczególnie, że wiara w nagrodę po śmierci w „krainie wiecznej szczęśliwości” lub jej brak, ma znamiona podświadomego terroru, na zasadzie utraty korzyści w przypadku nie spełnienia określonych warunków (że nie wspomnę o straszeniu piekłem), a zdrowe bezinteresowne bycie porządnym człowiekiem, który miłuje bliźniego nie przez wzgląd na strach czy nadzieję na nagrodę w postaci „życia wiecznego”, jest przez wierzących deprecjonowane.
Co Wy na to, drodzy bracia i siostry? Powtarzacie te formułki zasłyszane w kościele w kółko. A może to Wy jesteście w błędzie i sens jakiego w swojej wierze szukacie jest pobożnym życzeniem, przez brak umiejętności znalezienia go na własną rękę, bo rzekomo „nie da się”? A wszystkie rzekome cuda wcale nie muszą świadczyć o prawdziwości wiary, a po prostu o naszej ludzkiej nie wystarczającej wiedzy do ich zrozumienia a ich wymiar może wcale nie jest metafizyczny.

wszystkie komentarze >