Miłosierdzie

Radykalna miłość Stwórcy do każdego stworzenia.

Podobno na Filipinach produkuje się zegarki, które przypominają właścicielom – w sposób dyskretny oczywiście – że właśnie wybiła godzina piętnasta, godzina Bożego Miłosierdzia. O tej właśnie godzinie stacje telewizyjne przerywają nadawane programy i na ekranach telewizorów pojawia się obraz Jezusa Miłosiernego. Ciekawa jestem co działoby się w katolickiej Polsce, gdyby spróbowano wprowadzić taki zwyczaj?

Prawda o Bożym miłosierdziu jest zawarta na kartach Pisma Świętego właściwie od samego początku. Mimo obecności w Biblii „oblicza Miłosiernego Boga” wielu ludziom z trudnością przychodzi jego przyjęcie. Liczne grzechy, wśród których upływają kolejne dni życia owocują tym, że człowiek nie potrafi, albo nie chce wrócić do Boga. Niewiara w Boże przebaczenie rodzi pogardę, niechęć, a nawet nienawiść dla samego siebie i dla innych ludzi. I właśnie dlatego „pierwszym obowiązkiem Kościoła – którego częścią wszyscy jesteśmy – nie jest wydawanie wyroków i rzucanie klątw, ale głoszenie miłosierdzia Bożego, wezwanie do nawrócenia, prowadzenie do zbawienia” - powiedział papież Franciszek podczas przemówienia na zakończenie synodu o rodzinie. Bo powołaniem Kościoła jest wydobyć i ukazać światu dobro, które znajduje się w każdym człowieku.

W Nowym Testamencie naszym „przewodnikiem” po Bożym miłosierdziu jest św. Łukasz, autor Ewangelii i Dziejów Apostolskich, który opowiada o relacji Boga do człowieka, o radykalnej miłości Stwórcy do poranionego stworzenia, która niejednokrotnie pozostaje nieodwzajemniona. W przypowieści o zagubionej owcy Ewangelista Łukasz pokazuje nam pasterza, którego majątek obejmuje stado złożone z około stu owiec (Łk 15, 3-7). Pasterz ten - na pustkowiu, a konkretnie chodzi tutaj o teren pustynny, porośnięty niewielką ilością trawy – zagubił jedną owcę ze swojego, licznego stada. Jak wynika z ukształtowania terenu Palestyny na mapie, na wschód lub na południe od Jerozolimy, w okolicach Judei znajduje się właśnie taki teren zwany Pustynią Judzką, z licznymi rozpadlinami skalnymi i tam właśnie zawędrowała zagubiona owca. Przy tak licznym stadzie i w tak niesprzyjających warunkach strata jednej owcy jest możliwa, co więcej jest nie do uniknięcia. Przedstawiona przez Ewangelistę sytuacja dokładnie odpowiada warunkom geograficznym Palestyny.

Autor przypowieści zwraca uwagę na zagubienie – tylko – jednej owcy i zachowanie pasterza w tej sytuacji. Łukasz mówi, że strata jest dla pasterza dotkliwa tak bardzo, że zostawia dziewięćdziesiąt dziewięć owiec i rusza na poszukiwanie tej jednej, zagubionej. Co więcej szuka  tak długo, aż ją znajdzie (15, 4). Pamiętam, że kiedyś przeczytałam takie krótkie, dowcipne – chociaż zależy dla kogo – opowiadanie na temat zachowania rodzica wobec dziecka, które połknęło monetę. Otóż, kiedy pierwsze dziecko połyka monetę, przerażony rodzic wzywa pogotowie i domaga się natychmiastowego prześwietlenia; kiedy drugie dziecko połyka monetę, rodzic czeka, aż zadziała natura i moneta sama znajdzie wyjście; natomiast, kiedy trzecie dziecko połyka monetę, rodzic bez mrugnięcia okiem, potrąca mu jej wartość z kieszonkowego. Dlaczego zatem pasterz mający jeszcze dziewięćdziesiąt dziewięć owiec jest tak uparty, że bez wahania rusza na poszukiwanie jednego zwierzęcia ? Dlaczego zostawia całe stado bez opieki na czas swoich poszukiwań, nie wiedząc kiedy wróci ? Przecież gdyby nie wyruszył w drogę, poniósłby niewielką stratę, zaledwie 1% stada. Dlaczego więc idzie szukać jednej owcy ? Odpowiedź jest banalnie prosta: bo zależy mu właśnie na tym konkretnym stworzeniu, bo nikt poza pasterzem nie przejmie się tak znikomą stratą, bo nikt nie będzie czuł tak dotkliwego bólu, jaki on poczuł, kiedy zauważył zniknięcie zwierzęcia. Nie wiemy czy właściciel stada przemyślał tę ryzykowną decyzję, jednak Ewangelista Łukasz sugeruje, że w takiej chwili ważniejsza dla pasterza staje się ta jedna zaginiona owca, niż te, które pozostały. Szalone zachowanie właściciela stada zrozumie tylko ten, kto naprawdę odczuł ból straty na własnej skórze i we własnym sercu.

Kolejne wersety przypowieści (15, 5) podkreślają przede wszystkim wielką radość, którą czytelnik niemal odczuwa wraz z pasterzem. Z tekstu jasno wynika, że motywem tej radości jest znalezienie tego, co zaginęło i potwierdzenie, czy raczej wyrażenie tej radości poprzez czyn. Pasterz znalazłszy zagubioną owcę, pomimo zmęczenia z radością nakłada ją sobie na ramiona i wraca do domu (15, 5). Niektórzy bibliści podają, że najprawdopodobniej nigdy nie zdarzyło się, aby palestyński pasterz nosił dorosłą owcę na ramionach chyba, że było to jagnię zrodzone na pustyni. Wydaje się, że wzmianka o czynności pasterza nie wnosi niczego konkretnego do czytanego przez nas tekstu, po prostu Ewangelista wspomniał o uczuciach pasterza, niby nic takiego, przecież każdy z nas miewa w życiu radosne chwile. Jednak w przypowieści, radość właściciela nie jest jednorazowa, nie jest krótkotrwała. Po powrocie do domu pasterz zwołuje i zaprasza do siebie wszystkich swoich przyjaciół, i sąsiadów, aby razem z nimi dzielić i przeżywać radość z odnalezionej zguby. Łukasz z radością pasterza łączy wielką radość Boga i aniołów w niebie, bowiem dla Stwórcy nie jest obojętny las żadnego, zagubionego stworzenia.

Jakie z tej przypowieści płynie wniosek dla nas ? Otóż podczas chrztu świętego Chrystus obiecał każdemu i każdej z nas, że będziemy zbawieni. I będzie nas nieustannie szukał, nosił na rękach i wygrzebywał spod sterty grzechów, w której utknęliśmy żeby dotrzymać danego nam słowa. Nigdy nie naruszy naszej wolności, ale będąc wierny danemu słowu będzie aranżował sytuację, które dadzą Mu możliwość zbliżenia się do nas. Jeśli zajdzie taka konieczność ześlę burzę z piorunami, albo postara się o piękny zachód słońca, w którym będzie się do nas uśmiechał, postawi na naszej drodze niebezpiecznego łotra, albo upartego kapłana, który za cel swojego życia postawi troskę o naszą zranioną duszę jeśli Chrystus dojdzie do wniosku, że tylko w ten sposób może dobić się do naszego sumienia. Bo kiedy wydaje się, że Bóg o nas zapomniał, On cały czas o nas myśli i nie męczy się trzymając wyciągniętą rękę, i szukając sposobności do spotkania.

Na koniec sięgnę po Ewangelię św. Mateusza i słowa, które wypowiada Chrystus przed wniebowstąpieniem: „(...) oto ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata” (Mt 28, 20). Dlatego też, Ty człowieku, który czytasz ten tekst, jeśli w którymś momencie swojego życia pomyślisz, że obok Ciebie nie ma Boga, albo że jest On daleko, to zastanów się i zadaj sobie pytanie: czy to nie ja odszedłem od Tego, który obiecał, że zawsze będzie ze mną?  Jeśli tak, to nie martw się, On szuka i nie spocznie, dopóki Cię nie odnajdzie…

«« | « | 1 | » | »»
  • Grywaldzki
    26.12.2015 16:34
    Tylko prawdziwą miłość stać na szaleństwo poszukiwania zagubionej duszy, zagubionej często z własnej winy. Miłość nie boi się ryzyka, pozostawienia innych owiec, by wyruszyć na poszukiwanie tej jednej, wydawało by się, mniej godnej. Miłość zawsze znajdzie sposób. Bóg zawsze znajdzie drogę do serca.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.