Maria Magdalena

Pierwszy wiek naszej ery, Ziemia Święta. Historia młodej kobiety, która opuszcza swą rodzinną wioskę rybacką, by podążyć za nowym ruchem. Zainspirowana charyzmatycznym liderem, Jezusem z Nazaretu, oraz głoszonymi przezeń naukami, Maria Magdalena – wraz z innymi uczniami – wyrusza w podróż do Jeruzalem. Tam znajdzie się w samym sercu tworzenia się chrześcijaństwa.

Chewitel Ejiofor, wcielający się w filmie w postać Piotra: – Ewangelia Marii jest ważna, ponieważ tak różni się od ewangelii, jakie możemy znaleźć w Nowym Testamencie – pod względem konfliktów, polemik, które przecież są wpisane w figurę apostoła. Maria je prowokuje, zwłaszcza na temat tego, czym jest nowy początek, szczególnie w Jeruzalem, szczególnie po ukrzyżowaniu.

Canning: – Nie chcieliśmy zrażać widowni chrześcijańskiej, ale także nie chcieliśmy poddać się myśli, że chrześcijanie nie będą chcieli zobaczyć tego filmu, tylko ze względu na wątki równościowe czy feministyczne. Dlatego zależało nam na znalezieniu odpowiedniego reżysera. Kogoś, kto będzie potrafił opowiedzieć tę historię, nie wykluczając nikogo i niczego.

Tym kimś okazał się Garth Davis, twórca obsypanego nagrodami „Lion. Droga do domu”.

- Garth ma wyjątkowo wrażliwą duszę, a ten film potrzebował kogoś, kto podejdzie do tego trudnego tematu z otwartym sercem – opowiada Canning – Do tego potrafił wnieść pewnego rodzaju dynamikę i świeżość. A poza tym pracuje z aktorami w specyficzny, sobie tylko znany sposób.

- Jedną z największych inspiracji była dla mnie Malala Yousafazi – opowiada reżyser – W jej historii jest coś, co bardzo przypomina mi historię Marii Magdaleny. Malala została postrzelona w twarz przez Talibów, tylko dlatego, że chciała się uczyć, pójść do szkoły, a potem uhonorowano ją Pokojową Nagrodą Nobla, a kiedy ją odbierała, publicznie wybaczyła Talibom ich uczynek. Ten akt miłości, akt wybaczenia stał się dla mnie sercem tego filmu. Kiedy czytałem scenariusz, naprawdę o niej myślałem i z każdą chwilą widziałem lepiej, jak wiele z historii Marii jest w historii Malali.

- Chciałem uniknąć – kontynuuje Davis – powtarzania, pokazania czegoś, co już wcześniej pokazano. Większość filmów o tematyce biblijnej powstaje na pustyni i rządzi nimi coś w rodzaju etykiety. Ja chciałem zrobić coś bardziej współczesnego, uniknąć stereotypów.

- To historia o kobiecie, która podąża za swoimi przekonaniami, za tym, w co wierzy. Ale zarazem jest to opowieść o Jezusie Chrystusie opowiedziana z nowej perspektywy – mówi Watts – Wcześniej nie wiedziałam zbyt wiele o Marii Magdalenie, dlatego byłam tak zaintrygowana tą postacią. Czuję, że i publiczności wyda się interesująca, bo to tak naprawdę opowieść o silnej kobiecie, która czuje przynależność do miejsca, w którym nie chce jej widzieć społeczeństwo.

Kluczową rolą w filmie jest, naturalnie, postać Marii Magdaleny. Producentom zależało, aby obsadzić w niej kogoś, kto udźwignie trudną, nieoczywistą rolę i będzie w niej wiarygodny.

- Chwilę wcześniej pracowałem z Rooney Marą na planie „Lion. Droga do domu” i wiedziałem, że to aktorka wyjątkowa – opowiada Garth Davis, reżyser-Kiedy projekt filmu o Marii Magdalenie zaczął nabierać kształtów, wszyscy chcieliśmy współpracować z Rooney, ponieważ zdawaliśmy sobie sprawę z miary jej talentu. Ma w sobie jakąś unikalność, coś wyjątkowego. Tak jak Maria Magdalena. To nie był ktoś, kto dopiero uczył się tego, kim jest. Ona miała w sobie to światło już wcześniej. Była połączona z Bogiem, tyle że nie wiedziała jeszcze jak to okazać, wyrazić. A Rooney zawsze wiedziała, że jest połączona z czymś „spoza”, jest do tego silna i bardzo ludzka, zawsze blisko człowieka.

Film otworzył aktorce oczy na różne aspekty tego, o czym uczyła się w młodości. – Uczęszczałam do katolickiej szkoły, więc miałam wiedzę na temat systemu religijnego i religii samej w sobie – mówi Rooney Mara-Kiedy pierwszy raz czytałam scenariusz, patrzyłam na całość bardzo cynicznie. Później porozmawiałam z Garthem i zrozumiałam jaki film chce zrobić. Sprawił, że popatrzyłam na całość inaczej. Kiedy więc czytałam scenariusz drugi raz, znalazłam w nim zupełnie inne aspekty i mnóstwo piękna. Pomyślałam, że mamy przed sobą wielką możliwość pokazania czegoś, czego wcześniej nie pokazano.

- Większość filmów o Jezusie dotyczy właściwie tylko Jego samego, ten film jest o Marii Magdalenie – kontynuuje Mara – Owszem, wciąż widzimy rzeczy, które możemy odnaleźć w innych filmach biblijnych, ale widzimy je jej oczami, a więc w nieco innym świetle. Maria Magdalena funkcjonuje w dyskursie publicznym jako prostytutka, co nie jest zgodne z prawdą. Dowiemy się, skąd pochodzi i kim jest tak naprawdę. Kiedy ją poznajemy, jest młodą kobietą mieszkającą w Magdali, kimś bardzo odróżniającym się od swojej rodziny, społeczności, w której żyje. Rodzina zmusza ją, by wyszła za mąż i urodziła dzieci zanim zostanie uznana za zbyt starą. Oczekuje się od niej, że wypełni wzorzec kobiety swoich czasów. Ona tymczasem czuje więź z Bogiem, więź, której nie umie zrozumieć, chce więc dowiedzieć się więcej. Zawsze czuła się inna, odrębna, czuła, że nikt nie słucha jej naprawdę. Kiedy więc spotyka Jezusa, ma wrażenie, że ktoś słucha jej po raz pierwszy. A że ma w sobie odwagę, nie waha się opuścić rodziny i podążyć za Nim.

Maria, Jezus i Piotr tworzą serce filmu „Maria Magdalena”, dlatego tak ważne było skompletowanie obsady, która będzie ze sobą ściśle współpracowała. Co więcej, obsady, w której nikt nie będzie grał pierwszych skrzypiec. Dlatego role męskie – Jezusa i Piotra – obsadzono wielkimi, utalentowanymi nazwiskami. W postać Jezusa wciela się Joaquin Phoenix, rolę Piotra kreuje Chiwetel Ejiofor.

- Naprawdę chciałem dać postaci Jezusa coś bardzo realnego, ziemskiego – mówi Davis, reżyser – Chciałem pokazać Go jako kogoś pełnego energii. Myślałem o Joaquinie od początku, ponieważ ma w sobie wielką intensywność, charyzmę. Naprawdę nikt inny nie przyszedł mi do głowy. Wiedziałem, że albo to on zagra Jezusa, albo nie podejmę się tego projektu.

- Piotr to kluczowa dla chrześcijaństwa postać – mówi Ejiofor – Był bardzo blisko Jezusa podczas podróży do Jeruzalem i – jak większość apostołów – miał z Marią raczej skomplikowane stosunki. Ich wspólna podróż sprawia jednak, że w podejściu Piotra do Marii Magdaleny rodzi się mnóstwo miłości i szacunku. Byłem bardzo zaintrygowany tym, co może wyjść z filmu balansującego na granicy gatunków i tak wielokontekstowego. Poznanie tej historii z punktu widzenia Marii zmienia optykę. Zrozumiałem, jak współczesna jest dzięki temu ta opowieść, jak wiele mówi o relacjach między mężczyznami i kobietami, jak wiele było do tej pory mizoginizmu, który kazał nam patrzeć na świat oczami mężczyzn, zwłaszcza w kontekście biblijnym.

- Niezwykle interesująca jest ewolucja konfliktu między Marią i Piotrem – kontynuuje aktor – Na początku nie chcą sobie wchodzić w drogę, by nie antagonizować grupy, ale z czasem ta relacja staje się dużo głębsza. Maria jest głęboko emocjonalna, ale jest także intelektualistką, a z Jezusem łączy ją głęboka duchowa więź, z czym Piotrowi długo trudno się pogodzić.

- Jezus odkrywa w Marii coś wyjątkowego, szczególnego – wyznaje Mara – Naprawdę potrafi się z nią połączyć w sposób, w jaki nie porozumiewa się z innymi ludźmi. I tego boi się Piotr. Jest bardziej niż ona pragmatyczny, ustrukturyzowany, ona zaś kieruje się intuicją i empatią. Piotr zawsze był numerem jeden, a od tego fakt, że „konkuruje” z kobietą jest dla niego ogromnym wyzwaniem. W jakimś sensie stoją po dwóch stronach – ona koncentruje się na tym, jak ich wspólna – niełatwa przecież – droga odbija się na Nim, jak On – Jezus Chrystus – się czuje. Jest pierwszą osobą, która idzie do Jezusa, by sprawdzić, czy ma się dobrze. Pozostali apostołowie czują przed Nim respekt, może nawet trochę się Go boją, ona tymczasem rozmawia z Nim jak z każdym innym człowiekiem. To dlatego staje mu się tak bliska...

*

Recenzję filmu można znaleźć tutaj

Więcej o filmach biblijnych w naszym cyklu ABC filmu biblijnego

«« | « | 1 | 2 | » | »»
  • Fr
    07.04.2018 18:05
    Jak można kręcić poważny film biblijny na podstawie apokryfu, czyli tekstu jednoznacznie fałszywego, wyprodukowanego na potrzeby jakiejś mało znaczącej sekty? Poza tym, ta "kobieca wersja historii Jezusa" i traktowanie Jego Ewangelii jako "ruchu" wydaje się bardzo niepokojące.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.