Mocą Ducha czyli jak?

Warto zajrzeć do Dziejów Apostolskich. Czyli tam, gdzie głoszenie moca Ducha pokazane zostało w praktyce.

Tegoroczny Tydzień Biblijny, obchodzony pod hasłem „Głosili Ewangelię mocą Ducha Świętego” (1 P 1,12)  ma się już ku końcowi. Nie znaczy to jednak, że jego temat dla nas, chrześcijan, stał się już obojętny. Wręcz przeciwnie. Próba odpowiedzi  na pytanie co znaczy i jak „głosić Ewangelię mocą Ducha Świętego” pozostaje ciągle czymś ważnym i aktualnym.

Księgą Biblii, która najpełniej zdaje się odpowiadać na to pytanie są Dzieje Apostolskie. W ich narracji chyba najlepiej widać w praktyce to, co w innych pismach Nowego Testamentu wyjaśniono teoretycznie. Dlatego warto choćby pobieżnie naszkicować odpowiedź, jaką ta księga daje na pytanie o głoszenie Ewangelii mocą Ducha Świętego.

Odważnie

«Zakazaliśmy wam surowo, abyście nie nauczali w to imię, a oto napełniliście Jerozolimę waszą nauką i chcecie ściągnąć na nas krew tego Człowieka?» «Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi - odpowiedział Piotr i Apostołowie (Dz 5,28-29)

To jest wręcz uderzające. Od dnia zesłania Ducha Świętego uczniowie Jezusa z dość bojaźliwych, jakby schowanych za swoim Mistrzem i Panem stali się kaskaderami odwagi. Nic nie mogło ich przestraszyć. Żadne groźby, żadne niebezpieczeństwa. Choć świadomi, że mogą za swoją postawę, jak sam Jezus, zapłacić cenę życia, oni mają to za nic. Nie próbują uciekać, chować się. Wchodzą do jaskini lwa – jerozolimskiej świątyni. I tam bez ceregieli głoszą: zabiliście Mesjasza, ale Bóg Go wskrzesił, a my jesteśmy tego świadkami. Jeśli uwierzycie w  Jezusa zyskacie odpuszczenie grzechów o zostaniecie zbawieni – obiecują słuchaczom. I u wielu zyskują posłuch.

Podobnie będzie z jednym z pierwszych diakonów. Nie cofnie się nawet przed męczeństwem. Podobnie także ze św. Pawłem. W drugim liście do Koryntian (2,22-28) napisze:

Są sługami Chrystusa? Zdobędę się na szaleństwo: Ja jeszcze bardziej! Bardziej przez trudy, bardziej przez więzienia; daleko bardziej przez chłosty, przez częste niebezpieczeństwa śmierci. Przez Żydów pięciokrotnie byłem bity po czterdzieści razów bez jednego. Trzy razy byłem sieczony rózgami, raz kamienowany, trzykrotnie byłem rozbitkiem na morzu, przez dzień i noc przebywałem na głębinie morskiej. Często w podróżach, w niebezpieczeństwach na rzekach, w niebezpieczeństwach od zbójców, w niebezpieczeństwach od własnego narodu, w niebezpieczeństwach od pogan, w niebezpieczeństwach w mieście, w niebezpieczeństwach na pustkowiu, w niebezpieczeństwach na morzu, w niebezpieczeństwach od fałszywych braci; w pracy i umęczeniu, często na czuwaniu, w głodzie i pragnieniu, w licznych postach, w zimnie i nagości, nie mówiąc już o mojej codziennej udręce płynącej z troski o wszystkie Kościoły.

Mimo ostrzeżeń wyprawi się po swojej trzeciej podróży do Jerozolimy. Aresztowany, a potem przewieziony do Rzymu będzie dalej bez lęku głosił Chrystusa. Aż do końca....

Autentycznie

Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących. Żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne. Apostołowie z wielką mocą świadczyli o zmartwychwstaniu Pana Jezusa, a wszyscy oni mieli wielką łaskę. Nikt z nich nie cierpiał niedostatku, bo właściciele pól albo domów sprzedawali je i przynosili pieniądze [uzyskane] ze sprzedaży, i składali je u stóp Apostołów. Każdemu też rozdzielano według potrzeby. (Dz 4, 32-35)

Ten model ostatecznie się w Kościele nie sprawdził. Szybko go zarzucono na rzecz wspólnoty bardziej serca, służącej sobie w razie potrzeby pomocą. Jedno na pewno zostało: skuteczne misje zawsze wiązały się z autentyczną wiarą głosicieli. Znamienna jest jedna z następujących po tym opisie scen: gdy Ananiasz i Safira deklarując, że dają do wspólnego użytku wszystko co mieli, część pieniędzy ukryli dla siebie. I nagle giną. Nie musieli do wspólnoty na takich zasadach przystępować, ale jeśli tak zadeklarowali, to nie powinni udawać. Bo  fałsz wcześniej czy później wychodzi na jaw. I wtedy żadnymi słowami nie jest się w stanie nikogo przyciągnąć.

Tę postawę autentyczności można będzie zauważyć też w postawie Pawła, który niechętnie, zwłaszcza od niektórych wspólnot, przyjmował ofertę utrzymania. Wolał pracować własnymi rękami, by nikt nie posądził go, że głosi Chrystusa dla zarobku. A gdy  Listrze ludzie mając Pawła i Barnabę za bogów zechcą złożyć im ofiarę, ci stanowczo się temu sprzeciwiają. Nie, nie, choć byłby to niesamowity zaszczyt i pewnie dobry sposób na przyciągnięcie niektórych, to przecież jesteśmy tylko sługami Boga! Nie możemy kłamać! On jest Panem!

Wykorzystując okazje

Ci, którzy się rozproszyli, głosili w drodze słowo. Filip przybył do miasta Samarii i głosił im Chrystusa (Dz 8,4-5)

To też dość charakterystyczne. Wydawać by się mogło, że koncepcja, jaką miał pierwotny Kościół była inna. Trwali w Jerozolimie i tam głosili Jezusa. Gdy jednak roztropność nakazała się w obliczu prześladowania, jakie wybuchło po śmierci Szczepana przynajmniej części z nich udać się w inne strony, wykorzystali tę niewątpliwie trudną dla nich okoliczność do dalszego głoszenia Bożego słowa.

Nie inaczej będzie robił św. Paweł. Gdy zmuszony do ucieczki z Berei przybył do Aten (Dz 17) nie skoncentrował się na obmyślaniu sposobu, jak mógłby do Macedonii wrócić, ale głosił Jezusa tam, gdzie przyszło mu być. To samo zrobi po aresztowaniu go w Jerozolimie, gdy nawet będąc więźniem nie zaprzestanie głoszenia Ewangelii, przetrzymującym go rzymskim urzędnikom, a gdy jego statek rozbił się na Malcie, także Maltańczykom. Każda okoliczność jest okazją, by głosić słowo.

Słuchając Boga

Wierność Bogu. Nie tylko oczywiście w kwestii wierności Bożemu prawu. Mieli Apostołowie swoje koncepcje. Także teologiczne. Są Izraelem? Więc żeby inni też się nim stali muszą, jak oni, stać się Żydami. Tak myślano w pierwotnym Kościele, a misje wobec pogan podejmowano ostrożnie, najczęściej chcąc przy tym, by stawali się oni  jednocześnie gorliwymi w spełnianiu przepisów mojżeszowego (a może bardziej już judaistycznego) prawa. Gdy jednak Piotr w Jafie (Dz 10) zobaczył i usłyszał podczas wizji, że ma nie nazywać nieczystym to, co Bóg oczyścił, a  potem niespodziewanie został zaproszony do domu poganina, setnika Korneliusza, nie miał większych oporów, by i im opowiedzieć o Jezusie. A gdy zobaczył, że podczas modlitwy także na pogan zstąpił Duch Święty, nie miał już żadnych wątpliwości, że trzeba tym ludziom udzielić chrztu. Tak potem swój postępek tłumaczył.

Jeżeli więc Bóg udzielił im tego samego daru co nam, którzyśmy uwierzyli w Pana Jezusa Chrystusa, to jakżeż ja mogłem sprzeciwiać się Bogu?»  Gdy to usłyszeli, zamilkli. Wielbili Boga i mówili: «A więc i poganom udzielił Bóg nawrócenia, aby żyli» (Dz 11, 17-18).

W dalszej części Dziejów pojawią się jeszcze inne sceny, gdy misjonarze podejmą lub nie podejmą jakiegoś działania pod wpływem czyjegoś proroctwa czy widzenia. Okaże się, że dość często podejmować będą decyzję nie sami kombinując tak czy inaczej, ale słuchając tych, którzy otrzymali od Boga dar prorokowania. Choć zdarzy się, podczas tzw. Soboru Jerozolimskiego dotyczącego zachowywania przez ochrzczonych dawnych pogan przepisów prawa Mojżeszowego, że na pierwszy plan wysunie się (tak się przynajmniej wydaje) roztropna ocena faktów.

Ze wsparciem Ducha

Czytając Dzieje Apostolskie trudno jednak nie zauważyć, że za ich sukcesem stało nie tylko czysto ludzkie zaangażowanie, ale także wspomaganie ich przez Boga. Wszystko zaczęło się oczywiście od dnia Zesłania Ducha Świętego. I chodzi tu nie tylko o dar odwagi, mądrości czy temu podobne, ale także o znaki i cuda jakie przez ręce Apostołów czy Pawła się działy. Budziły zainteresowanie, były przekonującym argumentem, że warto. W mocy Ducha znaczyło dosłownie w Jego mocy. Jakby to On był przede wszystkim głosicielem, a oni wszyscy tylko posłusznymi narzędziami w Jego ręku.

Nieuchronnie nasuwa się pytanie, dlaczego dziś takie cuda się nie dzieją? Przynajmniej, jak się wydaje, nie są tak powszechne? Bóg obrał inne sposoby? Bogu nie zależy? A może my jesteśmy gorszymi Jego narzędziami, nam brak wiary czy entuzjazmu pierwszych chrześcijan?

A my?

To pytanie trzeba zostawić bez odpowiedzi. Bo nikt nie potrafi tak dobrze czytać Bożych zamysłów. Niech mi jednak wolno będzie na koniec zauważyć pewien drobiazg.

Nauczał św. Paweł „I tak ustanowił Bóg w Kościele najprzód apostołów, po wtóre proroków, po trzecie nauczycieli, a następnie tych, co mają dar czynienia cudów, wspierania pomocą, rządzenia oraz przemawiania rozmaitymi językami. Czyż wszyscy są apostołami? Czy wszyscy prorokują? Czy wszyscy są nauczycielami? Czy wszyscy mają dar czynienia cudów? Czy wszyscy posiadają łaskę uzdrawiania? Czy wszyscy przemawiają językami? Czy wszyscy potrafią je tłumaczyć? (1 Kor 12, 28-33). Takie bogactwo! Tyle darów, tyle charyzmatów, tyle posług. Znamienne.

Dziś dość często myślimy, że wszystkim tym obowiązkom podoła obarczony sprawami administracyjnymi proboszcz. Że będzie apostołem, prorokiem, nauczycielem, będzie czynił cuda, rządził i na dodatek sam dla siebie będzie wsparciem. Tego nikt nie udźwignie. Kościół jest jak ciało: wszystkie członki są w nim potrzebne. I wszystkie dla wspólnego dobra muszą współdziałać. Nie powinniśmy ani wykręcać się od odpowiedzialności za Kościół, ani takie zaangażowanie blokować i do niego zniechęcać. Bo Duch Święty, jak pokazują Dzieje Apostolskie, miewa bardzo zaskakujące i początkowo wyglądające na ryzykowne pomysły.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.