Lakoniczna wzmianka w dzisiejszej Ewangelii:
Dlatego więc Żydzi tym bardziej usiłowali Go (Jezusa) zabić, bo nie tylko nie zachowywał szabatu, ale nadto Boga nazywał swoim Ojcem, czyniąc się równym Bogu.
Nie zachowuje szabatu? Zabić. Czyni się równym Bogu? Zabić tym bardziej. Zawsze zabić. Bo nie podziela naszych religijnych przekonań. Bo nie podziela naszych poglądów.... A może, skoro Jezus przy okazji czynił sporo znaków, warto byłoby się zastanowić?
Dziś bywa podobnie. Nie tylko i nie przede wszystkim w sprawach religijnych. Znacznie mocniej dzieli nas polityka. Nie ma prób zrozumienia przeciwników. Nie ma wprawdzie, bo nie może w naszej rzeczywistości być, działań zmierzających do ich uśmiercenia. Są jednak jedynie słuszne poglądy. Każdy, kto choćby na milimetr odstaje w prawo lub w lewo, w górę czy w dół, jest wrogiem....
A ja? Też zawsze mam rację? Nawet w sprawach na których się nie znam albo które niespecjalnie ogarniam? Nie chodzi o to, by uważać się za takiego, który nigdy racji nie ma. Chodzi o to, by być otwartym na możliwość, że może być inaczej niż uważam, niż chcę, niż mi się dotąd wydawało. Otwartym. Nie jak koń z klapkami na oczach, prący bezrefleksyjnie do przodu...