Ikona zranionego człowieka

O. Augustyn Pelanowski OSPPE Jakub Szymczuk/Agencja GN O. Augustyn Pelanowski OSPPE

Bolesne tajemnice różańca rozważa o. Augustyn Pelanowski OSPPE

Chrześcijaństwo miało od początku szczegól­ne względy dla chorych, skrzywdzonych, umie­rających, odrzuconych, niepotrzebnych, zgwałco­nych, zniewolonych, kalek, nędzarzy, sierot, emi­grantów, zmaltretowanych... i ubiczowanych przez los. Wielcy święci nie wzrastali w swym duchu pośród sesji naukowych, konferencji teo­logicznych, sympozjów i wystawnych przyjęć u ambasadorów. Nie wzrastali wśród intelektu­alnie wypuryfikowanych towarzystw, na salach koncertowych czy teatralnych, wśród wysmako­wanych kolacji i pięknych, powabnych ciał „za­pakowanych" w przezroczyste tkaniny, które bar­dziej odsłaniają niż zasłaniają nagość, lecz na uli­cy, w przytuliskach, w szpitalach, pośród ludzi uzależnionych, poranionych, okaleczonych, po­śród starców i sierot. Zraniony leczy człowieka z egoizmu i stagnacji duchowej, wymaga bowiem wyjścia z siebie i zmusza do miłości, która nie jest skupieniem na własnej przyjemności. Zraniony może być każdy: mąż, żona, dziecko, ktoś z twojej rodziny, ktoś trudny, nie do zniesienia, bolesny, nadwrażliwy, samotny, przykry... ubiczowany.
Zraniony możesz być i ty, jeśli tylko nosisz w sobie wiele bólu. Może nawet uważasz, że twoje życie jest nieudane i wmawiasz już sobie, że nikt nie powinien cię kochać albo jesteś głęboko prze­konany, że twoje rany życiowe to dowód, że Bóg cię nie kocha, znienawidził cię lub ukarał. Ale czy ubiczowany Jezus zwątpił w miłość swojego Ojca? Czy wyrzucał Ojcu to, że dopuścił do tak hańbią­cej i bolesnej sytuacji, ponieważ przestał kochać Swego Syna? Czy to, co spotkało cię w życiu (po­bicie, znieważenie, odrzucenie, wyśmianie, samot­ność, gwałt, molestowanie, nieustanne krytykowa­nie, porzucenie przez współmałżonka, agresja ro­dzica, złośliwość losu...) oznacza, że Bóg ciebie nie kocha? Czy biczowanie Jezusa było dowodem, że Niebieskiemu Ojcu był obojętny los Jego Syna?
Pamiętamy tę cudowną opowieść o zranionym człowieku, którego wspomógł Samarytanin. Dla przechodzących obok, ten zraniony był kimś, kogo trzeba było omijać. Omijamy trudnych ludzi, uni­kamy zranionych i skrzywdzonych, bo wymagają od nas zbyt wiele, domagają się udźwignięcia ich bezsilności. A dźwiganie kogoś to prawdziwie ośla robota. Zauważmy, że właśnie w tej przypowie­ści jest mowa o tym, że Samarytanin wziął ubi­czowanego człowieka na „swoje bydlę". A może, aby doprowadzić zranionego do miejsca ulecze­nia, sam stał się dla niego takim „osłem"?
Drogą, przy której leżał zraniony, szedł kapłan, a później lewita. A może to opis ludzi porząd­nych i spokojnych, z mankietami i w czystych, lśniących butach, dobrze odżywionych i mających czas się zawsze ogolić, wykarmionych i wyspa­nych, najedzonych i zadowolonych z życia?
„Przypadkiem przechodził tą drogą pewien ka­płan; zobaczył go i minął" (Łk 10,31).
Czy kapłan i lewita powinni chodzić drogami, przy których leżą zranieni ludzie? To prawda, wszyscy jesteśmy „świętym kapłaństwem", ale czy to wystarczy, aby zbliżyć się do Chrystusa? Do­piero wówczas, gdy odkryjesz w sobie najgorsze­go Samarytanina, nie ominiesz Chrystusa: zranio­nego i leżącego na drodze twojego życia. Dopóki uważasz się za kogoś ważnego: kapłana czy lewi­tę, rozminięcie się z Chrystusem jest całkiem prawdopodobne. Żaden z nich nie chciał zoba­czyć poranionego człowieka, bo tak naprawdę omijał też poranioną prawdę o sobie samym. Człowiek, który spotkał już swoją bezsilność i grzeszność nie omija zranionych. Dostrzegł, że sam jest okaleczony, porzucony i na wpół umar­ły, dlaczego więc nie miałby pochylić się nad kimś podobnym? Ludzie zadowoleni ze świętości, obok której przechodzą codziennie tak blisko; ludzie, którzy omijają ołtarz zaledwie o kilka centymetrów i którzy czytają przypowieść o mi­łosiernym Samarytaninie, a nawet ją komentują, ale na co dzień omijają poranionego człowieka, omijają też siebie! Nie ominął go Samarytanin. Najniżej egzystujący „płaz społeczeństwa". Ten przyszedł ostatni. Zawsze był właśnie taki i w tej przypowieści też nie zagrał pierwszej roli. On jedynie „wzruszył się głęboko". Ktoś, kto widzi zra­nionego Jezusa, potrafi wzruszyć się tylko wtedy, gdy widzi w Nim siebie. On też przeżył omija­nie, był odrzucany, upodlony.
Zadaj sobie teraz ważne pytanie: nie omijaj go i nie omiń też odpowiedzi: jak reagujesz na pora­nioną osobę z twojej wspólnoty, rodziny? Czy widzisz w niej zranionego Chrystusa? Czy dotar­ła już do ciebie ta prawda, że omijając ją, omijasz samego Chrystusa?
„Podszedł i obwiązał Mu rany". Podejdź do Jezusa i ulżyj Jego cierpieniu. Podejdź do osoby, którą omijałeś i obwiąż jej rany więzami miłości, ramionami zarzuconymi na ramiona jak banda­że. Kochaj, ponieważ jedynie miłość leczy.
Czy są jednak zranieni, których powinno się omijać? Tak, to ci, którzy udają, że nie są biczo­wani przez życie i czynią wszystko, by pokazać się jako ludzie, którzy nie potrzebują pomocy. Biblia mówi, że trzeba unikać „biedaka dumne­go". Duma to bardzo często maska człowieka, któ­ry ukrywa swoją biedę życiową. Komuś, kto uwa­ża, że nie potrzebuje pomocy, nie da się pomóc.
„Jak możesz mówić swemu bratu: Bracie, po­zwól, że usunę drzazgę, która jest w twoim oku, gdy sam belki w swoim oku nie widzisz? Obłud­niku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wte­dy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka swego brata" (Łk 6,42).
Jest taki rodzaj zranionych i dźwigających bel­kę krzyża, którzy nie chcą jej uznać. Uciekają przed swoimi cierpieniami i zajmują się cierpie­niem innych. A może moja pomoc innym lu­dziom jest ucieczką przed zobaczeniem prawdy, że sam potrzebuję pomocy?

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama